

Maks walczy o życie❗️Guz mózgu - świat rozpadł się na kawałki... W tej walce liczy się każda złotówka!
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja, pobyt w ośrodku rehabilitacyjnym
Donate via text
Pledge 1.5% of tax to me
Pledge 1.5% of tax to me
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja, pobyt w ośrodku rehabilitacyjnym
Fundraiser description
31 października, około godziny 23:00, dowiedziałam się, że mój jedyny syn – Maks, wtedy niespełna 21-letni – ma guza mózgu, zlokalizowanego w IV komorze. To jedno z najgorszych możliwych umiejscowień…
Przez półtora miesiąca Maks zmagał się z silnymi bólami głowy i wymiotami. Szukaliśmy pomocy wszędzie – dzwoniliśmy, chodziliśmy, prosiliśmy o skierowanie na rezonans lub jakąkolwiek pogłębioną diagnostykę. Niestety, nikt nie traktował nas poważnie. Objawy były bagatelizowane. Wykonaliśmy gastroskopię z powodu wymiotów, a wizytę u neurologa udało się umówić dopiero na 10 grudnia – termin przydzielony już w połowie września.
31 października, gdy stan syna bardzo się pogorszył, pojechaliśmy na nocną opiekę medyczną. Skierowano nas na izbę przyjęć, gdzie wykonano tomografię głowy – pokazała ogromny guz mózgu oraz zagrażające życiu wodogłowie. To było przyczyną wszystkich objawów… Świat rozpadł się na kawałki. Nie sądziliśmy, że właśnie zaczyna się nasz najgorszy w życiu dramat, który trwa do dziś.

Maks został natychmiast przyjęty do szpitala. Ze względu na wodogłowie konieczna była pilna operacja usunięcia guza, która odbyła się 5 listopada. Początkowo wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Niestety 18 listopada stan Maksa gwałtownie się pogorszył.
Konieczne było kolejne operacyjne założenie drenu – tomografia wykazała krwawienie i krwiak w mózgu. Kilka dni później pojawiła się wysoka gorączka. Badania potwierdziły zakażenie gronkowcem… Po długiej walce, dobraniu odpowiednich antybiotyków i opanowaniu zakażenia, 8 grudnia udało się przeprowadzić operację założenia zastawki.
13 grudnia Maks skończył 21 lat. Przyszli jego przyjaciele, był tort, życzenia… Piękny czas. Dzień później rozegrał się kolejny dramat… Maks dostał gorączki 41 stopni. Okazało się, że dostał wstrząsu septycznego i rozwinęła się sepsa… Każda minuta była walką o życie.
Po 3 operacjach i tej dramatycznej walce, która trwa do dziś, Maks nie przypomina siebie sprzed kilku miesięcy… Obecnie nie mówi, nie chodzi, nie rusza się... Ma niedowład prawej strony ciała i cechy zespołu zamknięcia – jest „więźniem własnego ciała”, mimo że wszystko słyszy i rozumie. Jest karmiony przez PEG bezpośrednio do żołądka oraz ma cystostomię – cewnik wprowadzony przez powłoki brzuszne.

Serce pęka, bo jeszcze niedawno Maks był zdrowym, silnym chłopakiem, który życie wyciskał jak cytrynę. Studiował marketing i sprzedaż, otrzymywał stypendium, pracował na umowę zlecenie, miał mnóstwo pasji. Kochał sport – był ratownikiem wodnym, trenował kalistenikę, chodził na siłównię, wspinał się na ściankach, zdobywał góry nocą, by zobaczyć wschód słońca. Kochał zwierzęta, zawsze pomagał słabszym, był naprawdę lubianym, ambitnym, pracowitym młodym człowiekiem… A dziś walczy o podstawowe funkcje życiowe.
Wiemy, że czeka nas bardzo długi i kosztowny proces: intensywna rehabilitacja fizjoterapeutyczna, logopedyczna, pobyty w specjalistycznych ośrodkach oraz dostosowanie mieszkania do potrzeb syna. Z uzyskanych informacji wiemy, że koszt prywatnego turnusu rehabilitacyjnego to nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych... Gdy tylko stan syna na to pozwoli, będziemy szukać pomocy także w dalszym leczeniu – być może poza Polską, ponieważ możliwości leczenia w ramach NFZ są bardzo ograniczone.
Nie ukrywam – cała ta sytuacja wyróciła nasze życie do góry nogami… Dziś najważniejsze jest jedno: aby Maks mógł wyjść ze szpitala. Aby znowu się ruszał, mówił… Aby znowu był dawnym Maksem. Dopiero potem będziemy mogli walczyć dalej. Mamy jednak świadomość, że czas działa na naszą niekorzyść…
Z całego serca błagam o pomoc i wsparcie.
Mama Maksa