Uratujmy świetlicę dla dzieci uchodźców

The money box was created on the initiative of the Organizer who is responsible for its content.
Od sześciu lat prowadzimy na warszawskim Targówku świetlicę dla dzieci uchodźców – ofiar wojen i przemocy.

Dzieci jest blisko setka. Głównie z Kaukazu, Azji i Afryki Północnej. W ośrodku znalazły schronienie, ale to nie koniec ich drogi. Wielodzietne rodziny mieszkają w pojedynczych pokojach, w substandardowych warunkach, w dawnym hotelu robotniczym, między cementownią a nieużytkami. Państwo polskie zapewnia im dach nad głową i bezpłatną naukę w szkole. Ale mali uchodźcy nie znają języka, kultury, rówieśników, miasta. Ich los znaczy trauma, strach, utrata bliskich. Mają trudności w nauce, padają ofiarami dyskryminacji, zamykają się w sobie, chorują. Żyją w nieustannej niepewności, bo każdy dzień może przynieść decyzję o deportacji. Mogą liczyć tylko na ludzi dobrej woli.

W 2011 r. zaczęliśmy organizować dla nich różne zajęcia, a z czasem powstała stacjonarna świetlica. Wypracowaliśmy skuteczne formy wsparcia. Te najprostsze – zbiórki ubrań czy zabawek – mogą być tylko dodatkiem. Konieczne jest przede wszystkim stworzenie bezpiecznej przestrzeni do rozwoju, nauki i zabawy, pomoc w odrabianiu lekcji i rozwiązywaniu codziennych problemów, budowanie poczucia własnej wartości. W świetlicy zdobywają kompetencje, które pomogą im odnaleźć się w Polsce.

Znamy już dobrze wszystkie dzieci. Wiemy, że mama Rajany uciekła przed wojną z Czeczenii i marzy, by córka skończyła studia. Amina chce zostać modelką, Mohammed – architektem. Luiza trenuje taniec, Olga pisze piękne wiersze, a Daniel gra na gitarze… Pomagamy im rozwijać te zainteresowania. Pracujemy w grupie i indywidualnie, zarówno z dziećmi, jak i ich mamami. Co roku to ponad 700 godzin zajęć edukacyjnych, profilaktycznych, sportowych, warsztatów twórczych, gier i zabaw, konsultacji, wycieczek i spotkań z polskimi rówieśnikami. I co roku to samo pytanie: co dalej?

Nasze rachunki to 5-6 tysięcy złotych miesięcznie. Na utrzymanie świetlicy, książki, gry i materiały edukacyjne, na bilety autobusowe, do teatru czy na lodowisko oraz na niewielkie pensje wykwalifikowanych pedagogów, którzy spędzają w ośrodku codziennie po kilka godzin, rezygnując z innej pracy. Staramy się o publiczne dotacje, ale nawet jeśli czasem je otrzymujemy – a z tym jest coraz trudniej – to zawsze konieczny jest wkład własny. Skąd wziąć te środki? Jak przetrwać pierwsze miesiące roku, kiedy nie ma grantów? Co jeśli się nie uda? Nie zostawimy przecież dzieci, nie powiemy im, że nie ma pieniędzy... Do tej pory z darowizn zebraliśmy środki, które starczą na styczeń... Prosimy: pomóżcie nam prowadzić świetlicę co najmniej dwa miesiące dłużej. Dziękujemy!



All funds accumulated in the money box are transferred
directly to the target Organization:
Od sześciu lat prowadzimy na warszawskim Targówku świetlicę dla dzieci uchodźców – ofiar wojen i przemocy.

Dzieci jest blisko setka. Głównie z Kaukazu, Azji i Afryki Północnej. W ośrodku znalazły schronienie, ale to nie koniec ich drogi. Wielodzietne rodziny mieszkają w pojedynczych pokojach, w substandardowych warunkach, w dawnym hotelu robotniczym, między cementownią a nieużytkami. Państwo polskie zapewnia im dach nad głową i bezpłatną naukę w szkole. Ale mali uchodźcy nie znają języka, kultury, rówieśników, miasta. Ich los znaczy trauma, strach, utrata bliskich. Mają trudności w nauce, padają ofiarami dyskryminacji, zamykają się w sobie, chorują. Żyją w nieustannej niepewności, bo każdy dzień może przynieść decyzję o deportacji. Mogą liczyć tylko na ludzi dobrej woli.

W 2011 r. zaczęliśmy organizować dla nich różne zajęcia, a z czasem powstała stacjonarna świetlica. Wypracowaliśmy skuteczne formy wsparcia. Te najprostsze – zbiórki ubrań czy zabawek – mogą być tylko dodatkiem. Konieczne jest przede wszystkim stworzenie bezpiecznej przestrzeni do rozwoju, nauki i zabawy, pomoc w odrabianiu lekcji i rozwiązywaniu codziennych problemów, budowanie poczucia własnej wartości. W świetlicy zdobywają kompetencje, które pomogą im odnaleźć się w Polsce.

Znamy już dobrze wszystkie dzieci. Wiemy, że mama Rajany uciekła przed wojną z Czeczenii i marzy, by córka skończyła studia. Amina chce zostać modelką, Mohammed – architektem. Luiza trenuje taniec, Olga pisze piękne wiersze, a Daniel gra na gitarze… Pomagamy im rozwijać te zainteresowania. Pracujemy w grupie i indywidualnie, zarówno z dziećmi, jak i ich mamami. Co roku to ponad 700 godzin zajęć edukacyjnych, profilaktycznych, sportowych, warsztatów twórczych, gier i zabaw, konsultacji, wycieczek i spotkań z polskimi rówieśnikami. I co roku to samo pytanie: co dalej?

Nasze rachunki to 5-6 tysięcy złotych miesięcznie. Na utrzymanie świetlicy, książki, gry i materiały edukacyjne, na bilety autobusowe, do teatru czy na lodowisko oraz na niewielkie pensje wykwalifikowanych pedagogów, którzy spędzają w ośrodku codziennie po kilka godzin, rezygnując z innej pracy. Staramy się o publiczne dotacje, ale nawet jeśli czasem je otrzymujemy – a z tym jest coraz trudniej – to zawsze konieczny jest wkład własny. Skąd wziąć te środki? Jak przetrwać pierwsze miesiące roku, kiedy nie ma grantów? Co jeśli się nie uda? Nie zostawimy przecież dzieci, nie powiemy im, że nie ma pieniędzy... Do tej pory z darowizn zebraliśmy środki, które starczą na styczeń... Prosimy: pomóżcie nam prowadzić świetlicę co najmniej dwa miesiące dłużej. Dziękujemy!



Donations
It looks like there are no donations here yet. You can become the first donor!
Donate