Fundraiser finished
Jan Żukiewicz - main photo

Mały Jaś

Fundraiser goal: Rehabilitacja

Fundraiser organizer:
Jan Żukiewicz
Sokółka, podlaskie
Wcześniactwo, zespół zaburzeń oddychania
Starts on: 11 August 2015
Ends on: 15 August 2015
PLN 5,020(100.4%)
Donated by 119 people

Fundraiser goal: Rehabilitacja

Fundraiser organizer:
Jan Żukiewicz
Sokółka, podlaskie
Wcześniactwo, zespół zaburzeń oddychania
Starts on: 11 August 2015
Ends on: 15 August 2015

Fundraiser result

Gdy urodził się Jaś, nic nie było pewne. Był taki malutki. Stopniowo jednak przybierał na wadze, ale okazało się, ze osłabione napięcie mięśniowe. Nie podnosił główki, nie obracał się i długo nie siadał.


Z pomocą przyszliście Wy - ludzie dobrego serca i cudowna Fundacja Siepomaga. Dzięki zebranym środkom  nie musieliśmy jeździć na rehabilitację 40 km w jedna stronę. W okresie lata jeździlismy do gabinetu na rehabilitację 2 razy w tygodniu, a gdy przyszła jesień, to Pani rehabilitantka przyjeżdżała do nas. Całkowita rehabilitacja trwała 3 miesiące.


Teraz Jaś jest wesołym dzieckiem, które nie ma żadnych problemów z poruszaniem się. Biega, skacze i włazi na szafki, a po tych ciężkich godzinach rehabilitacji, na których Jaś tak strasznie płakał, pozostało tylko wspomnienie.


Dziękuję wszystkim, którzy podarowali swoje pieniądze, aby Jaś był sprawny. Nigdy Wam tego nie zapomnę. Mama Jasia - Magda

Jan Żukiewicz

Fundraiser description

- Przewieziemy panią do szpitala w Łomży, ponieważ rozpoczął się poród. My na tym etapie już nic nie możemy zrobić - tak powiedział mi lekarz ginekolog. Przez 5 dni powstrzymywałam skurcze, zostały jeszcze 2 miesiące do terminu porodu. - Panie doktorze, przecież to dopiero 32 tydzień ciąży... – zdążyłam jeszcze powiedzieć, zanim wnieśli mnie do karetki. Przypięta pasami, z podłączoną kroplówką jechałam do nieznanego miasta, do nieznanego szpitala, nieznanych lekarzy. 120 kilometrów od męża, drugiego synka, z malutkim Jasiem pod sercem i ogromnym strachem o jego życie.          


W Łomży wszystko potoczyło sie już szybko, USG, kroplówki, badania i blok operacyjny. Rozpoczynał się poród - cięcie cesarskie. Strach - tylko to uczucie mi wtedy towarzyszyło. I w myślach ciągle powtarzane słowa: Boże, bądź wola Twoja....  
- Teraz rodzi się dziecko – usłyszałam.          
- Żyje? – zapytałam    
- Tak, żyje. Chłopiec. 
Po chwili usłyszałam jego płacz. I w jednej chwili strach zmienił się w niesamowitą radość.
- Godzina 13:22. Kilo czterysta. Zabieramy na OIOM.       
 

Jan Żukiewicz


Jasia zobaczyłam dopiero następnego dnia, kiedy mogłam już samodzielnie wstać z łóżka. Leżał sobie, tak spokojnie w swoim cieplutkim nowym domku - inkubatorze. Do jego malutkigo ciałka przyczepionych było mnóstwo kabelków, a z noska wystawała rurka. Wierzyłam, że tak po prostu musi być. Gdy aparatura pracowała, oznaczało to, że Malutki żyje.  

 

9.05.2015
Waga: 2010

Walczyłam o każdy gram. Jaś nie potrafił ssać, więc był karmiony przez sondę prosto do żołądka. Gdy już mogłam przystawić go do piersi, nadal był w inkubatorze, z którego za często nie mogłam go wyjmować, więc karmienie przepadało. Gigantyczny smoczek, Jaś topił się w najmniejszym możliwym rozmiarze ubranka. Ile razy pobierali mu krew, to już sama zliczyć nie potrafię... Szereg różnych badań, aż w końcu USG głowy wykazało delikatną asymetię komór móżgowych. Rehabilitować - powiedział lekarz. I tak robimy - codziennie, od drugiego tygodnia życia Jasia.

 

33 dzień w szpitalu  

Waga: 2200    

Wychodzimy do domu!

Monitor oddechu od początku był jak Anioł Stróż, który czuwa nad oddechem Jasia. Baliśmy się śmierci łóżeczkowej, tego, że kolejny oddech może okazać się ostatnim.  Jednak pobyt w domu nie trwał zbyt długo - morfologia poszła w dół, my znowu trafiliśmy do szpitala. U Jasia stwierdzono silną niedokrwistość, trzeba było przetaczać krew. Do tej pory, gdy widzę, że Jaś traci kolory i staje się blady, boję się, że znowu będzie musiał mieć transfuzję. Strach, cały czas żyjemy w strachu. Kiedy już stan Jasia się poprawił, mogliśmy opuścić szpital. I znów nasza "wolność" nie trwała długo, bo Jaś złapał zapalenie płuc. Znów oddział, znów leczenie.

 

Jan Żukiewicz

 

Planowo Jaś miał przyjść na świat 9 czerwca, a gdy ten dzień nadszedł, kończył 2 miesiące. W szpitalnym łóżeczku, lecząc zapalenie płuc. Każdy falstart ma swoje konsekwencje. Bieg można zacząć od nowa, gdy rozpocznie się go zbyt szybko - w przypadku życia, zacząć od nowa się nie da. Z iskierki ważącej niecałe 1,5 kilograma Jaś dziś jest 4-miesięcznym bobasem. Słabe napięcie mięśniowe, asymetria komór mózgowych – to nas najbardziej martwi. Nie ma innego lekarstwa niż rehabilitacja. Rehabilitować, rehabilitować i jeszcze raz rehabilitować – takie zalecenia usłyszeliśmy od pani doktor. Jaś nie potrafi jeszcze samodzielnie unieść główki, jest słaby i wiotki. Wykupienie rehabilitacji jest dla nas trudne. Tym bardziej, że przez pół roku Jaś powinien ćwiczyć pod okiem rehabilitanta 3 razy w tygodniu. To jest dla niego decydujący czas, te pół roku. Dlatego prosimy o pomoc, żebyśmy mogli zapewnić Jasiowi w tym czasie potrzebne zajęcia z profesjonalnym rehabilitantem. Próbowałam się uczyć, jak rehabilitować Jasia, oglądałam filmiki w internecie, ale więcej krzywdy mu mogę zrobić, niż pomóc. Dlatego tak bardzo potrzebujemy pomocy.

 

Najbliższe pół roku zadecyduje o przyszłości Jasia – pomóżcie nam, żeby była to przyszłość bez szpitali, bez dodatkowych złych diagnoz i bez tego ogromnego strachu o każdy kolejny dzień.

           
Mama Jasia - Magdalena

Donations

Sort by
  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    Share
    PLN 0.06
  • Anonymous
    Anonymous
    Share
    PLN 20
  • Wojtek
    Wojtek
    Share
    PLN 836.71

    Z Bogiem Jasiu.

  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    Share
    PLN 200
  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    Share
    PLN 100
  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    Share
    PLN 5

This fundraiser is finished. See other Beneficiaries who are waiting for your support.

DonateDonate