Pomoc dla Mamy

Charity collection verified by the Siepomaga Foundation
Supported by 426 people
14,634.50 zł (7.31%)
Goal
Zbiórka na leczenie w niemieckiej klinice

Brzeg, opolskie

Glejak wielopostaciowy 4 stopnia

Started: 12 August 2013
Ends: 15 November 2013

Z fanpage "Pomoc dla mamy" :




To już ostatni wpis na tej stronie, który zamierzam umieścić. Wczorajszy dzień był dniem szczególnym. Szczególnym w każdym tego słowa znaczeniu. Napisałam krótki list, już wcześniej postanowiłam, że w taki sposób uczczę pamięć o Mamie podczas Jej ostatniej drogi na miejsce wiecznego spoczynku. Poprosiłam księdza, by odczytał go w moim imieniu, sama chyba nie dałabym rady, choć może i jestem silniejsza, niż mi się wydawało do tej pory..? Moją siłą jest Mama, Ona mi teraz pomoże przetrwać każdy upadek, pokonać każdy zakręt. Jestem szczęśliwa, że Mamusia mogła to usłyszeć, choć żadne słowa nie oddadzą tego, kim dla mnie była, jest i będzie na zawsze. To Ona pomogła mi w napisaniu tych słów..


"Pragnę podziękować wszystkim zgromadzonym w tym dniu, aby po raz ostatni spotkać się z Mamusią i godnie Ją pożegnać, choć to tylko chwilowa rozłąka. Wczoraj w nocy siedziałam w fotelu Mamy, w pokoju, w którym spędziła ostatnie chwile ziemskiego życia, przy zapalonych świeczkach, patrząc na Jej zdjęcia i pisząc poniższe słowa. Obiecałam sobie, że pomimo dzisiejszych emocji, przeczytam to, co pomoże nam wszystkim w zrozumieniu tego, dlaczego się tu znaleźliśmy. Jednocześnie będzie to zakończenie pewnego etapu, Mamy pielgrzymki życia. 


Czy miłość umiera wraz ze śmiercią człowieka? Nie, bo pamięć o nim jest wieczna i dopóki zachowujemy ją w sercu, dopóty zostanie on w nim wraz z tą całą niewypowiedzianą i nieopisaną słowami miłością. Mamusia odeszła, do ostatniego dnia nie wierzyłam, że to nastąpi, pomimo realnych i namacalnych oznak nieuchronności tego wydarzenia. Nie chciałam słuchać nikogo, kto starał się mnie w tym utwierdzać. Snułam plany na nasze dalsze, wspólne życie. Mamusia miała tyle marzeń, które chciałam zrealizować. Gdy jednak parę chwil przed oddaniem ostatniego oddechu dotarło do mnie, że zbliża się koniec Jej ziemskiego życia, dopiero wtedy poczułam w środku, że muszę pozwolić Mamie odejść, że nie moja, lecz Twoja wola Panie niech się wypełni w Jej życiu. A Jego wolą było powołanie Mamy do siebie. Często zastanawiałam się, jak to będzie, gdy Jej zabraknie, jak poradzę sobie z rozrywającym bólem serca i brakiem fizycznej bliskości z Mamunią. Chowałam jednak te uczucia na dno serca, gdyż wywoływały we mnie nieposkromiony wręcz lęk, niepokój i obawę. Teraz jest inaczej. Mamy choroba i cały jej przebieg, były łaską Miłosierdzia i wielką łaską od Boga dla całej naszej rodziny. Pewnego dnia uświadomiłam sobie, jak wielkie mam szczęście, że Bóg upomniał się o mnie już teraz, że nie muszę czekać, by zrozumieć, że On naprawdę jest, a jednocześnie wiązał się z tym strach przed ogromną odpowiedzialnością wynikającą z tej wiedzy. Bo gdy już ją posiądziesz, nie możesz udawać przed sobą samym, że nic się nie zmieniło. Podziękowałam Jezusowi za Jego obecność, ale życie z Nim to kroczenie po wąskiej ścieżce, z której łatwo zboczyć. Niejednokrotnie to zrobiłam i wciąż robić będę, gdyż jestem tylko słabym człowiekiem. Mamusia też nim była.. Ale Jezus w swoim nieskończonym Miłosierdziu wylał na naszą Perełkę tyle łask, że gdyby nie ludzki smutek przepełniający serce, dziękowałabym Mu już teraz za to, jak bardzo przemienił życie i serce Mamy, jak wzrosła z Nim w wierze, nadziei i miłości. Całą swoją chorobą dała tego świadectwo. Świadectwo, które my jako kochająca rodzina musimy kontynuować nadal tu, na ziemi. Jej odejście nie jest końcem, celowo nie używam słowa śmierć, gdyż umarło tylko ciało, dusza ludzka jest nieśmiertelna. Śmierć oznacza coś ostatecznie zerwanego, a dla mnie jest to dopiero początek. Początek nowego życia dla Mamusi w Niebie, jak i początek nowego życia dla nas tutaj. Według prawa Bożego, Świadoma Dusza przechodzi do innej formy istnienia, której my nie potrafimy poznać wzrokiem, dotykiem, ani słuchem. Dlatego nam, ludziom żyjącym na ziemi wydaje się, że zmarłych już nie ma, że przestali istnieć. Tymczasem każdy umierający mógłby powiedzieć, jak św. Teresa: "Ja nie umieram, ja wchodzę w życie". I tak rzeczywiście jest, gdyż po śmierci ludzkie "ja" żyje nadal i będzie żyło wiecznie. W świetle pouczenia Bożego, śmierć nie jest absolutnym końcem ludzkiego życia. Może być traktowana najwyżej jako kres jednego z jego etapów, na podobieństwo narodzin człowieka, będących zakończeniem życia płodowego, a zarazem - początkiem istnienia poza łonem matki. raz zaistniałe życie człowieka, nigdy nie zostanie unicestwione, chociaż podlega różnym przemianom. Dzisiejszy dzień nie jest więc dniem rozpaczy, jest dniem chwilowego pożegnania Mamusi i modlitwy za Jej duszę, która wkracza w wieczny odpoczynek. To, że Jej już tu nie, ma nie znaczy też, że nic więcej dla nas nie zrobi. My patrzymy na wszystko przez pryzmat spojrzenia ludzkimi oczami, a Bóg ma dla każdego z nas plan. Dąży w nim do jednego. Do zbawienia nas wszystkich. Mamusi cierpienie wyjednało u Boga tę łaskę, przed nami długa droga. Teraz, gdy już nie żyję w stresie o każdy Jej dzień tu, mogę skupić się na tym, by każdy dzień przybliżał mnie i moją rodzinę do spotkania z Nią tam. Wszyscy rodzimy się i umieramy. Świeczka pali się i gaśnie. Nie pytam z żalem: "Dlaczego"? Wolę zadać pytanie z nadzieją na odpowiedź: "W jakim celu"? Wiem, że Mamusi jest już dobrze. Prosiłam o znak i go dostałam. Nie mogę tego zbagatelizować. Każdego z Was proszę o modlitwę za Mamusię z głębi serca. Nawet jeśli wydaje się Wam, że nie potraficie, Bóg Was nie wysłucha bo jesteście grzeszni, bądź Wasza wiara jest zbyt mała, jesteście w błędzie. A jeśli tu jesteście to znaczy, że Mamę znaliście, kochaliście, lubiliście, ceniliście, bądź szanowaliście. Cała ceremonia nie może być tylko piękną oprawą, trzeba zajrzeć w jej głębię, by przeżyć ją tak, jak Mama w chwili obecnej bardzo by sobie tego życzyła, gdyby tylko mogła nam o tym powiedzieć. Pomyślcie więc. Tyle zgromadzonych serc, jeśli nawet tylko ten jeden raz tutaj pomodlicie się za Jej duszę z szacunku dla Mamy, pozwoli to Jej osiągnąć wieczny spoczynek i wiekuistą światłość. 


Łzy są potrzebne, by ukoić cierpienie, a okres żałoby, by poukładać myśli, ale trzeba zawierzyć Panu i oddać Mu tę pustkę w sercu, której żaden człowiek na tym świecie już nie wypełni. Jedyna nadzieja w Bogu i w Nim ją pokładam.


Dziękuję."


Dziękuję Ci Mamo za to, że jestem tym, kim jestem. Bez Ciebie byłabym nikim. Kocham Cię, jak nikt sobie nawet tego wyobrazić nie potrafi. Pozostaniesz na zawsze w moim sercu. Do zobaczenia "Mamisiu", szykuj proszę mi miejsce koło siebie. Z niecierpliwością oczekuję dnia, gdy się połączymy na zawsze. Wtedy już nigdy nie wypuszczę Cię z moich objęć. Do zobaczenia Perełko:*

Charity collection verified by the Siepomaga Foundation
Supported by 426 people
14,634.50 zł (7.31%)