
Nowotwór zabrał tak wiele... Marcelek potrzebuje pomocy!
Fundraiser goal: Zakup wózka inwalidzkiego
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Fundraiser goal: Zakup wózka inwalidzkiego
Fundraiser description
Marcelek przyszedł na świat w sierpniu 2013 roku. Z początku nic nie zapowiadało u synka poważnych komplikacji zdrowotnych. Dopiero ból związany z rośnięciem ząbków doprowadził do wizyty w szpitalu. Marcelek otrzymał wtedy antybiotyki i został na oddziale w celu kilkudniowej obserwacji. Potem jego nóżki nagle odmówiły posłuszeństwa. Do tego stopnia, że synek przestał nimi poruszać. Z czasem doszły kolejne niepokojące symptomy. Marcelek nie chciał jeść, przez co chudł i niemalże leciał przez ręce.
Lekarze zaczęli szukać przyczyny niedowładu i wycieńczenia organizmu u naszego synka. Chwilę później pojawiła się przerażająca diagnoza - neuroblastoma. Najbardziej złośliwa odmiana nowotworu dziecięcego. Marcelek miał wtedy zaledwie 7 miesięcy. Ze strachu ugięły się pode mną kolana. Choroba w jednej chwili zaatakowała kręgosłup synka. Przyczyną utraty czucia w nogach okazał się guz, który uciskał na nerwy. W chwili wykrycia miał on aż 6 centymetrów! Nowotwór zaczął również wywoływać padaczkę, która stopniowo odbierała synkowi siły i wycieńczała jego organizm.

Marcelek przeszedł 20 cykli chemioterapii. Choroba pozostawiła po sobie trwały ślad w postaci wiotkiego porażenia kończyn dolnych, zwichnięcia biodra i problemów neurologicznych, urologicznych i gastrologicznych. Dzisiaj jesteśmy zwycięzcami, jednak w układzie nerwowym Marcelka, nadal żyje wróg. Aktywna i nieoperacyjna cząstka nowotworu wciąż znajduje się w jego organizmie. Synek porusza się jedynie na wózku inwalidzkim.
Marelek regularnie odbywa rehabilitację, która zwalcza bolesne przykurcze i pomaga mu stopniowo odzyskiwać sprawność, jednak przed synkiem wciąż długa droga do tego, aby mógł stanąć na własnych nóżkach. Obecnie synek potrzebuje nowy wózek inwalidzki. Jego koszt przekracza nasze możliwości finansowe, dlatego bardzo Państwa prosimy o wsparcie w zebraniu potrzebnych środków. Każdy pomocny gest tak wiele dla nas znaczy!
Monika, mama Marcelka