Fundraiser finished
Marcin Kamiński - main photo

Kiedyś reprezentowałem Polskę w mistrzostwach, dzisiaj marzę o nowym wózku i rehabilitacji... Pomocy!

Fundraiser goal: Wózek inwalidzki, leczenie i rehabilitacja

Fundraiser organizer:
Marcin Kamiński, 40 years old
Elbląg, warmińsko-mazurskie
Upośledzenie narządu ruchu, choroby neurologiczne
Starts on: 30 October 2023
Ends on: 24 October 2024
PLN 106,383(100%)
Donated by 20076 people

Pledge 1.5% of tax

KRS0000396361
Purpose of 1.5% of tax0213249 Marcin

Fundraiser goal: Wózek inwalidzki, leczenie i rehabilitacja

Fundraiser organizer:
Marcin Kamiński, 40 years old
Elbląg, warmińsko-mazurskie
Upośledzenie narządu ruchu, choroby neurologiczne
Starts on: 30 October 2023
Ends on: 24 October 2024

Fundraiser result

Jesteście wspaniali! Dziękuję! 💚

Mimo że pierwsze chwile po tej tragedii mnie załamały, to Wasze wsparcie dodało mi sił! Nigdy o tym nie zapomnę. Wierzę, że dzięki Wam będę w stanie odnaleźć się w nowej rzeczywistości! Walka trwa, ale nie poddam się nigdy!

Raz jeszcze dziękuję,

Marcin

Fundraiser description

To był jeden krótki moment 11 lat temu. Moja narzeczona była wtedy w siódmym miesiącu ciąży, a ja nie mogłem doczekać się przyjścia na świat mojego wyczekanego synka. Już niedługo miałem zostać tatą i odliczałem dni do momentu, gdy wezmę go w ramiona. Wystarczyła chwila, by zmienić całe moje życie raz na zawsze. Jeden nieszczęśliwy wypadek, po którym nigdy nic nie było już takie samo…

Czasem zdarza mi się wspominać życie przed wypadkiem… Byłem młodym, aktywnym i ambitnym człowiekiem, czerpiącym z życia pełnymi garściami. Miałem swoje marzenia i pasje – największą z nich było karate. Po wielu latach treningów otrzymałem najwyższe wyróżnienia – czarny pas oraz możliwość reprezentowania kraju w kadrze Polski.  Świat miał wtedy tak wiele barw, wypełniało go tak wiele radości. Wraz z narzeczoną przygotowywaliśmy się do powitania na świecie naszego dziecka. Wydawało mi się, że nic nie jest w stanie zburzyć tego szczęścia. 

Dzień Matki w 2012 roku, to data, której nigdy nie zapomnę. Miał to być jeden z najradośniejszych dni w roku – stał się jednak jednym z najtragiczniejszych w życiu moim i moich bliskich. Zamiast radości, życzeń i kwiatów wypełniały go przerażenie, łzy i rozpaczliwe modlitwy.

Nieszczęśliwy wypadek sprawił, że w jednej chwili z młodego, sprawnego i wysportowanego mężczyzny stałem się ciałem podłączonym do aparatury w szpitalu. Przez pierwszy miesiąc znajdowałem się w śpiączce i nie było ze mną kontaktu. Moje życie wisiało na włosku, a lekarze nie dawali moim najbliższym nadziei – nawet jeżeli miałbym się kiedyś obudzić, miałem spędzić resztę życia pod respiratorem.

Marcin Kamiński

Budząc się ze śpiączki, obudziłem się w zupełnie nowej rzeczywistości. W rzeczywistości, w której nigdy nie będę chodził, nigdy nie będę w stanie poruszyć rękoma. W której jestem uwięziony we własnym ciele. Nie jestem w stanie opisać mojego szoku ani obezwładniającej rozpaczy. Ze względu na ciężki stan przez kolejne miesiące nie mogłem opuszczać szpitala. To właśnie w tym czasie urodził się mój syn. Ja jednak nie byłem w stanie być przy narzeczonej czy wziąć wytęsknionego dziecka w ramiona. 

Dzisiaj, 11 lat później, nadal jestem przykuty do wózka. Moje nogi i dłonie nadal są niesprawne, nie mogę chodzić, samodzielnie odebrać telefonu czy się umyć. Potrzebuję pomocy mamy w codziennych czynnościach, także najbardziej podstawowych. Dzięki wieloletniej walce i rehabilitacji jestem jednak w stanie poruszać rękami na tyle, by wprawić koła mojego wózka w ruch. Chcę o sprawność walczyć dalej, nie chcę się poddać – mimo tego jak czasem jest mi ciężko.

Wózek, którym jeżdżę to ten sam wózek, na którym znalazłem się ponad dekadę temu. Ze względu na zużycie, niezbędny jest zakup nowego. Jest to jednak ogromny koszt, którego wraz z bliskimi nie jesteśmy w stanie unieść.  Na przestrzeni lat moja sytuacja finansowa pogarszała się coraz bardziej,  a aktualnie nie jestem w stanie nawet pokryć kosztów rehabilitacji, która jest podstawową potrzebą przy tak rozległej niepełnosprawności ruchowej…

Nigdy dotąd nie prosiłem o pomoc finansową w ten sposób. Znalazłem się jednak u granic moich możliwości. Proszę, pomóżcie mi nie być zamkniętym w czterech ścianach. Pomóżcie mi dążyć do samodzielności i sprawności. Dajcie mi nadzieję na wspólne spacery z synkiem – mam dla kogo żyć i toczyć dalszą walkę. 

Marcin

Select a tag
Sort by
  • z.g.
    z.g.
    Share
    PLN 1,818

    życzę Ci dużo szczęścia i samozaparcia :)

  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    Share
    PLN 20

    Donation made via money box Aniolki dla pana Marcina

  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    Share
    PLN 20
  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    Share
    PLN X
  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    Share
    PLN 200
  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    Share
    PLN 100

Marcin Kamiński is still fighting for recovery. Support the current fundraiser.

DonateDonate