
Trzeci udar mógł zabić Marcina! To CUD, że przeżył! Wesprzyj go w walce o sprawność!
Fundraiser goal: Pobyt w ośrodku, leczenie i rehabilitacja, zakup sprzętów, art. higieniczne
Fundraiser goal: Pobyt w ośrodku, leczenie i rehabilitacja, zakup sprzętów, art. higieniczne
Fundraiser description
Marcin w swoim życiu przeszedł nie jeden udar. Niestety ten ostatni okazał się dla niego najcięższy i tragiczny w skutkach. W tych trudnych chwilach, gdy nie wiedziałam jeszcze jak dalej potoczy się los mojego ukochanego, chwytałam go za rękę i marzyłam, aby to wszystko okazało się wyłącznie złym snem. Niestety kiedy otwierałam oczy, widziałam tylko jego nieobecną twarz, a otaczała nas ogłuszająca cisza…
Wszystko wydarzyło się dokładnie 18 lutego 2024 roku. Marcin tego dnia miał mieć wolne, jednak wezwano go do pracy. Wyszedł wczesnym rankiem – to była ostatnia chwila, gdy widziałam go zdrowego. Później wszystko zadziało się tak szybko. Gdy policja zapukała w moje drzwi, serce stanęło mi w gardle. Dali mi tylko szczątkowe informacje, o tym, że Marcin został znaleziony gdzieś na przystanku, koło auta, nieprzytomny i wyziębiony… Byłam w szoku!
Mój mąż został w stanie ciężkim przetransportowany do szpitala. Miał masywny krwotok śródmózgowy, ostrą niewydolność oddechową oraz niedowład lewostronny. Lekarze poinformowali mnie, że jego stan jest agonalny. Kiedy usłyszałam, że mam się przygotować na najgorsze, nie mogłam uwierzyć w to, co się dzieje. Jeszcze kilka godzin wcześniej był cały i zdrowy, nic nie wskazywało na to, że może zaraz umrzeć!
Dziś, gdy wracam myślami do tej chwili łamie mi się głos, a łzy same napływają do oczu…
Kolejne sześć tygodni Marcin walczył o życie na OIOMie. Ten czas dłużył mi się w nieskończoność. Każdego dnia modliłam się o to, by przeżył. Mąż z całych sił walczył, chociaż na jego drodze pojawiało się wiele przeszkód. Musiał zostać podpięty do respiratora, przez co dostał zapalenia płuc. Następnie walczył z bardzo wysoką temperaturą i skaczącym ciśnieniem. Naprawdę bałam się, że go stracę!
Wtedy zdarzył się CUD! Stan mojego męża stopniowo zaczął się stabilizować. Lekarze wybudzili go ze śpiączki farmakologicznej, następnie odłączyli od respiratora. Wiedziałam, że teraz najważniejszy jest czas. Dzięki pomocy znajomych i rodziny udało nam się przetransportować Marcina do ośrodka w Lubawie, gdzie objęty jest profesjonalną opieką wielu specjalistów.
Chociaż mąż jest tam od krótkiego czasu już widzę, że z każdym dniem odnosi kolejne sukcesy. Marcin zaczął ruszać rękoma i nogami, zgina palce u rąk, stara się nawiązywać kontakt wzrokowy, zaczyna reagować na polecenia rehabilitantów. Jeszcze jest za wcześnie, aby stwierdzić czy uda mu się wrócić do pełnej sprawności, ale wiem, że z całych sił będzie o to walczył! A ja razem z nim!
Zdaję sobie sprawę, że rekonwalescencja Marcina będzie długa i niezwykle ciężka. A wysokie koszty leczenia, rehabilitacji, pobytu męża w ośrodku i wszystkich potrzebnych artykułów czy sprzętów nie ułatwiają sprawy. Dlatego z całego serca proszę o pomoc! Wierzę, że są na świecie anioły, które zechcą nas wesprzeć. Za każdy przejaw dobroci z całego serca dziękuję!
Ewelina, żona Marcina