
Uwięziony w szpitalnym łóżku... Trwa rozpaczliwa walka o Marka!
Fundraiser goal: Pobyt w ośrodku, leczenie i rehabilitacja
Fundraiser goal: Pobyt w ośrodku, leczenie i rehabilitacja
Fundraiser description
Pierwszy dzień stycznia spędzaliśmy tak, jak lubimy najbardziej – oglądając wspólnie film w domowym zaciszu. Mieliśmy nadzieję na kolejny spokojny rok. Jednak los okrutnie sobie z nas zakpił. Nigdy nie podejrzewałam, że rozmowa przy filmie będzie ostatnią, którą przeprowadzę z ukochanym mężem…
Początek tego roku okazał się tragiczny dla naszej rodziny. Oglądaliśmy razem film, Marek siedział tyłem do mnie, na fotelu przed telewizorem. Nagle zauważyłam, jak jego prawa ręka opada w dół… Początkowo myślałam, że nachyla się, by pogłaskać naszego pieska. Jednak po chwili z grozą zorientowałam się, że mąż osuwa się na podłogę...
Na szczęście w domu był nasz syn – zadzwoniliśmy pod numer alarmowy i natychmiast rozpoczęliśmy resuscytację Marka. Po chwili pojawiło się też pogotowie ratunkowe. Akcja ratownicza była błyskawiczna, ale w mojej głowie wspomnienia są tak wyraźne, że wydaje mi się, jakby trwała godzinami!

Po długich 12 minutach mężowi przywrócono w końcu funkcje życiowe. W szpitalu rozpoznano encefalopatię niedotlenieniowo-niedokrwienną, epilepsję, niewydolność serca lewokomorową, ostrą niewydolność oddechową i niedowład wiotki czterokończynowy. Cały czas noszę przy sobie kartę wypisu męża ze szpitala i nie mogę uwierzyć, że diagnoz jest tak wiele – wcześniej nic nie wskazywało, że spotka nas taka TRAGEDIA!
Codziennie czytam wszystkie informacje jeszcze raz i szukam w nich rozwiązania zagadki zasłabnięcia Marka. Do dziś trudno mi się pogodzić z sytuacją…
Pod koniec stycznia Marek został przeniesiony do Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego. Jego stan jest bardzo ciężki… Na razie nie oddycha samodzielnie i jest wentylowany mechanicznie. Nie ma z nim też kontaktu. Mimo to, codziennie wypatruję choć najmniejszego znaku poprawy. Mąż otwiera już oczy, wykazuje reakcję na niektóre bodźce zapachowe i reaguje na ból. Najgorsze jednak jest to, że Marek uwięziony jest w swoim ciele i przykuty do szpitalnego łóżka!
Koszty pobytu w ośrodku, leczenia oraz późniejszej rehabilitacji przekraczają możliwości naszej rodziny, ale wiem, że nie mogę się poddać. Zwracam się do Was z ogromną prośbą o wsparcie w opłaceniu powrotu do sprawności mojego męża. Marek był moim oparciem, zawsze mogłam na niego liczyć. Proszę, pokażmy, jak wielką moc ma siła dobrych serc!
Żona Jolanta