
Mój tata zatruł się najsilniejszą trucizną, jaka istnieje w naturze! Przez 100 dni walczył na OIOM-ie – pomóż Marianowi!
Fundraiser goal: Pobyt w ośrodku rehabilitacyjnym
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Recurring donation
2 monthly supportersYour Recurring Donations may appear here.
Donate every month- Magdahas been supporting for 1 month
- Anonymousstarted monthly donation
Fundraiser goal: Pobyt w ośrodku rehabilitacyjnym
Fundraiser description
We wrześniu 2025 zdarzyła się rzecz, której prawdopodobieństwo wynosi mniej niż jeden na milion. Mój tata zatruł się najsilniejszą trucizną, jaka istnieje w naturze. Toksyną botulinową. Trucizna była najpewniej w hummusie, posiłku kojarzonym ze zdrowym odżywianiem.
Początkowo wszystko wskazywało na infekcję jelitową, jednak godzina po godzinie symptomy stawały się coraz bardziej specyficzne. Niestety, podczas pobytu na SOR wykluczono jedynie udar. Nie udało się postawić prawidłowej diagnozy, a czas był kluczowy – zwłaszcza jeśli chodzi o podanie antytoksyny.
Nastąpiło zatrzymanie akcji serca. Tata był reanimowany przez piętnaście minut i trafił na Oddział Intensywnej Terapii, gdzie spędził sto dni. Przeszedł najcięższą postać zatrucia toksyną. Wszystkie nerwy zostały porażone. Aparatura przejęła każdą czynność życiową.
Te same posiłki co tata, jadła też moja mama. Trzy dni po tacie, podobne objawy pojawiły się także u niej. W innym szpitalu, o profilu zakaźnym, natychmiast otrzymała antytoksynę. Po tygodniowej hospitalizacji mama mogła wrócić do domu. Jej powrót do dobrej formy fizycznej trwał kilka tygodni. Tata nie miał takiego szczęścia.

Toksyna botulinowa blokuje uwalnianie neuroprzekaźnika odpowiedzialnego za skurcze mięśni. Potrzeba dużo czasu, aby nerwy się zregenerowały. Na samym początku tata był całkowicie bezwładny. Doświadczył zamknięcia w ciele, bez możliwości wykonania najmniejszego ruchu, czy wydobycia głosu. Po kilku dniach zauważyłam, że tata jest w stanie ścisnąć mój palec i udało nam się komunikować dzięki dyktowaniu alfabetu.
To był jego jedyny kontakt ze światem. Tak bardzo mu potrzebny, by nie stracił nadziei. Z naukowych źródeł wiemy, że powrót do całkowitego zdrowia jest możliwy. I w tym wypadku czas jest naszym sprzymierzeńcem, bo odbudowa połączeń nerwowych odbywa się powoli w sposób naturalny. Wymaga miesięcy. Na samym końcu regenerują się nerwy tułowia i oddechowe.
Od pięciu miesięcy tata jest pod respiratorem. I choć z początku tylko leżał, nie mogąc nawet uchylić powiek, czy poruszyć ustami, dziś siedzi na łóżku i rozmawia z nami. A nawet zaczął sam jeść z wykorzystaniem widelca. Na razie jeszcze nie jest w stanie samodzielnie się poruszyć. Jest wytrwały i zdeterminowany. Cały mój tata!

Po stu dniach na OIOM przewieźliśmy tatę do prywatnego ośrodka rehabilitacji. Niestety, ponieważ tata jest unieruchomiony i podłączony do respiratora, nie otrzymał możliwości refundowanej rehabilitacji. Tata od ponad miesiąca intensywnie ćwiczy, w tym oddechowo. Z dnia na dzień wydłuża się czas, kiedy jest w stanie oddychać samodzielnie.
Ćwiczenia pozwalają mu także na usprawnienie wszystkich mięśni po tak długim leżeniu. Zajęcia, które już przyniosły wspaniały efekt obejmują fizjoterapię, pionizację, terapię neuro-logopedyczną i terapię oddechową.
Źródła naukowe mówią o roku rekonwalescencji do „odpięcia” od respiratora. Tata potrafi docenić każdy postęp. Najmniejsza zmiana na lepsze motywuje go do przetrwania trudnych chwil. Pomimo krytycznego początku – dziś patrzy z nadzieją w przyszłość. Jednak prywatny ośrodek to ogromne koszty, sięgające czterdziestu tysięcy miesięcznie.
Dlatego proszę o wsparcie finansowe dla mojego taty. Każda pomoc może dać nadzieję na jego pełny powrót do zdrowia!
Córka Mariana, Anna