PILNE❗️Białaczka kontra młoda mama. Ratujmy życie Mariki!

URGENT!
Person verified by the Siepomaga Foundation
136,929 zł
Supported by 4,608 people
Donate Donate
Goal
Leczenie ratujące życie Mariki, sprzęt i transport medyczny, rehabilitacja

Marika Wojtkowska, 27 years

Włocławek, kujawsko-pomorskie

Ostra białaczka szpikowa

Started: 11 December 2020
Ends: 16 June 2021

Młoda mama kontra białaczka! Marika walczy o życie, pilnie potrzebna pomoc! Nie znamy jeszcze dokładnej ceny leczenia, wiemy jednak, że koszty będą niebotyczne... Pomóż - uratuj życie!

Wiadomość o śmiertelnej chorobie nigdy nie przychodzi w porę, zwłaszcza jeśli masz tylko 27 lat i synka, który dopiero co skończył roczek. Nie tak wyobrażałam sobie te Święta... Powinnam być teraz z synkiem, ubierać choinkę, pakować prezenty w kolorowy papier i dbać o to, by Oliwier miał piękne wspomnienia. Tymczasem jestem w szpitalu, czeka mnie chemia i przeszczep szpiku. Walczę, bo ostra białaczka szpikowa nie odpuszcza... Nie opuszcza mnie też przeraźliwy strach o życie...

Marika Wojtkowska

Jeszcze miesiąc temu w najgorszych koszmarach nie podejrzewałabym, że znajdę się tutaj, że będzie ta zbiórka... Mam na imię Marika, w maju skończyłam 27 lat, mieszkam we Włocławku. Ostatni rok był najważniejszy w moim życiu – zostałam mamą! Mam pięknego, zdrowego synka, który jest dla mnie całym światem. Cieszyłam się wyczekanym macierzyństwem i byłam bardzo szczęśliwa.

W listopadzie zaczęłam się nagle źle czuć... Byłam pewna, że to wina jesiennego przeziębienia albo przemęczenia, nieprzespane do końca noce przy maluchu są przecież normą. 1 grudnia - tę datę będę pamiętać na zawsze, wtedy pocałowałam śpiącego Oliwierka po raz ostatni... Nie miałam pojęcia, że czeka nas długa rozłąka, bo ja znajdę się w szpitalu i otrzymam śmiertelną diagnozę.

Marika Wojtkowska

Okazało się, że moje wyniki są nie tyle złe, co dramatyczne... Lekarze wiedzieli na pewno, że w moim ciele dzieje się coś niepokojącego. Dostałam skierowanie do szpitala... W poszukiwaniu ratunku czekało mnie bolesne zderzenie z rzeczywistością pandemii... Trzy szpitale odmówiły mi pomocy. W jednym pani w okienku wręcz rzuciła moim skierowaniem, mówiąc, że oddział wewnętrzny nie funkcjonuje… Brak miejsc, pozamykane oddziały... Nie da się opisać tego stresu. Ogromna bezradność, a sił coraz mniej… Nawet telefon na 112 skończył się łzami. Wtedy naprawdę zaczęłam się bać, bo czułam, że z godziny na godziny robię się coraz słabsza.

Nadzieja przyszła, kiedy znalazło się dla mnie miejsce na oddziale hematologii w szpitalu w Toruniu... Tam po 2 dniach przyszła diagnoza i jednocześnie skończył się świat... Ostra białaczka szpikowa. Szum w uszach, niedowierzanie, rozpacz, płacz, załamanie. To niemożliwe! Przecież miesiąc temu wyprawiałam pierwsze urodziny Oliwierka i czułam się jeszcze dobrze...

Marika Wojtkowska

Po początkowym szoku przyszła determinacja - białaczka to nie wyrok! Będę walczyć! Mam dla kogo żyć... Oliwier jest malutki, on potrzebuje mamy! Jestem silna. Dam radę! Przeżyłam już ciężkie chwile – jedno dziecko przed synkiem straciłam, 4 lata temu poroniłam. Rok później przeszłam ciężką operację usunięcia tarczycy… Mimo problemów zdrowotnych zostałam mamą. Synek jest moim największym szczęściem i zrobię dla niego wszystko!

Wiem, że czeka mnie ciężka walka o życie, ale jestem gotowa... Przede mną chemioterapia i przeszczep szpiku... Czekam na informacje, czy może mi go oddać ktoś z rodziny, czy będzie trzeba szukać dawcy… Krew i szpik – teraz te dwie rzeczy są mi potrzebne najbardziej, rzeczy, których nie da się kupić za żadne pieniądze. Niestety, wiadomo już, że też będą one potrzebne… Czeka mnie długie leczenie, najprawdopodobniej część z niego będzie nierefundowana… Leki na białaczkę kosztują często po kilkadziesiąt tysięcy złotych za dawkę, a terapie takie Car T-Cell osiągają zawrotne kwoty ponad miliona złotych!

Marika Wojtkowska

Oluś nie rozumie, gdzie podziała się mama… Przecież zanim zasnął, jeszcze przy nim byłam. Dziś widzimy się tylko dzięki kamerce w telefonie… Tęsknie za nim straszliwie i umieram ze strachu, czy będzie go mogła jeszcze zobaczyć? Każda rozmowa przez telefon i każde zdjęcie synka rozczula mnie tak bardzo, że zanoszę się płaczem. Wiem jednak, że muszę żyć, bo mam dla kog. Dla synka, mamy, siostry, brata, narzeczonego, cioć, dla przyjaciół. Wszyscy przekazali mi już tyle ciepłych myśli i wsparcia… Oszczędności naszej rodziny kurczą się jednak i boję się, co będzie dalej.

Obiecuję, że jeśli tylko dostanę szansę, będę walczyć, będę żyć. Liczę na pomoc ludzi dobrych woli. Dlatego proszę – podaruj mi te szansę…

- Marika

________

Potrzebna jest krew. Apelujemy, aby każdy, kto tylko, może zgłosił się do najbliższego centrum krwiodawstwa i oddał krew ze skierowaniem na Marikę Wojtkowską, Specjalistyczny Szpital Miejski w Toruniu, ul. Stefana Batorego 17/19, Oddział Hematologii.

Marikę czeka też przeszczep szpiku. Czekamy na wyniki dotyczące zgodności genetycznej. Zachęcamy do rejestracji w DKMS - bazie potencjalnych dawców szpiku. 

Prosimy o wsparcie zbiórki na leczenie dla Mariki oraz zmianę warunków życia po przeszczepie.

Błagamy o pomoc dla naszej mamusi, córki, siostry, przyjaciółki. Idą Święta, to czas magii. Podarujmy życie!

Rodzina Mariki

________

Marika Wojtkowska - Pomoc dla Marysi na Facebooku

Person verified by the Siepomaga Foundation
136,929 zł
Supported by 4,608 people
Donate Donate