
Mamo, wracaj! Tak bardzo cię potrzebujemy...
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Fundraiser description
Opowiem wam bardzo smutną mojej żony - Marioli, której życie złamało się w ciągu jednej chwili…
W czterech ścianach naszego mieszkania każdego dnia dramat zaczyna się na nowo… Najgorsze jest to, że bez wsparcia nie wykonamy nawet maleńkiego kroku w stronę poprawy przyszłości.
Do dziś pamiętam ten dzień, prawdopodobnie nie zapomnę go już nigdy… Lato, ulubiona pora roku mojej żony. Czas, kiedy intensywnie pracowała w ogrodzie i sama rozkwitała. Niestety, tego roku wydarzyło się coś zupełnie odwrotnego… Mariola zasłabła, nieprzytomną mamę znalazł w łazience nasz 12-letni syn. Ruszyliśmy na pomoc mając świadomość, że liczy się każda sekunda. W tamtym momencie do działania pchała nas wyłącznie adrenalina.
Natychmiastowy transport do szpitala i słowa lekarza, które w tamtym momencie brzmiały jak wyrok: "Pana żona dostała udaru z uszkodzeniem mózgu w 70%”. Stan był krytyczny, a ja miałem wrażenie, że sufit wali mi się na głowę. Lekarze nie dawali dużych szans, a ja w pewnym momencie bałem się zadawać pytania… Razem z dziećmi, ratowaliśmy się modlitwą - o przeżycie nocy, o spokojny dzień, o to, by nie odebrać telefonu z najgorszą informacją…
Udało się, Mariola żyje, ale skutki choroby są potworne. Żona ma sparaliżowaną prawą stronę, nie mówi, nie chodzi. Przez powikłania została całkowicie przykuta do łóżka. Patrzę na nią i czuję rozpacz… Nie wiem, co mówić mojemu synowi, który widzi swoją Mamę w takim stanie. Chciałbym go zapewnić, że będziemy walczyć, ale w tym momencie moje możliwości są bardzo ograniczone, bo na drodze do walki o sprawność i przyszłość stanęły nam… pieniądze.

Rehabilitacja to w tym momencie jedyna szansa na podjęcie realnej walki o sprawną przyszłość. Brzmi banalnie prawda?
Zajęcia zapewnione w ramach NFZ były zaledwie kroplą w morzu potrzeb. Powrót do domu oznaczał dla nas kolejne wyzwania, bo żona wymagała nieustannej opieki. Musiałem zmienić system pracy, by móc wspierać jej walkę. Pół etatu to za mało, by utrzymać Rodzinę, zatrudnić pielęgniarkę, zapewnić Marioli stałą opiekę specjalistów. Pomimo tego, z czym się zmagamy życie toczy się dalej, a ja z rosnącym przerażeniem patrzę w przyszłość…
Koszty opieki rehabilitantów, konsultacje ze specjalistami, badania, zakup leków i sprzętu to koszty rzędu kilku-, nawet kilkunastu tysięcy złotych MIESIĘCZNIE! Skąd miałbym wziąć takie środki? Muszę prosić o pomoc! Twoje wsparcie to dla mojej żony szansa. To szansa dla całej naszej rodziny!
Tak bardzo chciałbym zobaczyć na jej twarzy uśmiech. Wymienić kilka zdań, zobaczyć ją między rabatkami w ogrodzie. Marzę o tym, że jeszcze całą rodziną wybierzemy się na spacer…
Jeśli nie podejmiemy tej walki teraz, utkniemy w pułapce już na zawsze…
Janusz, mąż Marioli.