

PILNE: Tata dwóch córek walczy o życie❗️Guz mózgu nie może nam zabrać Mariusza, pomocy!
Fundraiser goal: ratowanie życia - immunoterapia w Niemczech
Donate via text
Pledge 1.5% of tax to me
Pledge 1.5% of tax to me
Fundraiser goal: ratowanie życia - immunoterapia w Niemczech
Fundraiser description
BARDZO PILNA ZBIÓRKA! Rozpoczęliśmy najważniejszą walkę naszego życia. Walkę o życie Mariusza, mojego ukochanego męża i taty naszych dwóch córek - Julki i Zosi. Mariusz ma 44 lata. W sierpniu usłyszał przerażającą diagnozę - guz mózgu, a konkretnie wielopostaciowy glejak IV stopnia. Bardzo złośliwy i agresywny nowotwór mózgu...
Nigdy nie prosiliśmy o pomoc, zawsze radziliśmy sobie sami. Tej walki sami jednak nie wygramy, bo koszty leczenia są gigantyczne… Stawka jest jednak największą - jest nią życie. Życie wspaniałego męża i taty, który jest filarem naszej rodziny.
Mariusz nie miał praktycznie żadnych niepokojących objawów… Poza jednym - trwające kilka minut mrowienie lewej ręki i nogi, które pojawiło się trzykrotnie. Potem znikało i wszystko wracało do normy. Mąż zaczął szukać przyczyny… Wyniki badań MRI pokazało zmiany w mózgu! To nas zaniepokoiło, ale w najczarniejszych scenariuszach nie przypuszczaliśmy, że to może być choroba nowotworowa… Że mrowienie ręki jest pierwszym symptomem śmiertelnej choroby, że rozpoczyna się walka o życie.
W pierwszym szpitalu lekarze stwierdzili, że zmiany w mózgu są wynikiem udaru. Mariusz jednak nie miał żadnych innych objawów, więc ciężko było nam uwierzyć w tę diagnozę. Okazało się, że słusznie… Gdyby nie przeczucie i determinacja męża, by odkryć, co mu dolega, zapewne wciąż byśmy tego nie wiedzieli. Mariusz zgłosił się do innego szpitala, gdzie zrobiono mu szereg badań, wykluczono m.in. zapalenie mózgu. Tam wstępnie stwierdzono, że to coś groźnego i wieloogniskowego… Niestety przypuszczenia lekarzy okazały się prawdą. Usłyszeliśmy słowa, których nie spodziewał się nikt - nowotwór mózgu, glejak!

Diagnoza spadła na nas jak grom z jasnego nieba. Jak cios, po którym trudno złapać oddech. Nikt nie jest przygotowany na takie słowa… Lekarze patrzyli nam w oczy i kazali się żegnać. Rokowania - najgorsze z możliwych. To był moment, w którym świat się zatrzymał — nagle wszystko, co do tej pory było ważne, przestało mieć znaczenie. Została tylko jedna myśl - to nie może być wyrok, musimy zrobić wszystko, żeby uratować Mariusza!
Zaczęliśmy szukać ratunku. Tak trafiliśmy do szpitala uniwersyteckiego w Gdańsku, do profesora Libionki - wybitnego neurochirurga, który operuje najtrudniejsze przypadki guzów mózgu. Wcześniej mówiono nam, że guzy w głowie Mariusza są nieoperacyjne… Doktor podjął się jednak operacji wycięcia guza w płacie czołowym - tego, który najszybciej rósł. W końcu los się do nas uśmiechnął - udało nam się wygrać z czasem, wskoczyliśmy na miejsce pacjenta, który zrezygnował, mąż był już operowany miesiąc po diagnozie.
Niestety drugie ognisko w głowie jest nieoperacyjne i nie można go wyciąć. Trzeba zrobić wszystko, żeby zniszczyć je leczeniem. Po operacji w Gdańsku Mariusz zaczął chemioterapię i radioterapię w Narodowym Instytucie Onkologii w Gliwicach. Wiemy jednak, że to za mało. Szukaliśmy pomocy wszędzie. Dostaliśmy szansę na leczenie w Kolonii - Mariusz został zakwalifikowany do immunoterapii. Niestety, koszt jest ogromny. Nie stać nas na tę terapię. W tej chwili wszystkie środki przeznaczamy na leki i dojazdy na konsultacje i leczenie.
Leczenie powinno się zacząć jak najszybciej, bo Mariusz jest w naprawdę dobrym stanie, nie ma żadnych problemów oprócz mrowienia w ręce. Sam się porusza, mówi, jest sprawny, Musimy zdążyć przed chorobą, przed wznową i kolejnym atakiem glejaka. W głowie wciąż jest aktywny guz, którego trzeba jak najszybciej zniszczyć.
Jesteśmy zmuszeni prosić Was o pomoc. Robimy to wszystko, aby mąż był jak najdłużej z nami, a przede wszystkim z naszymi córkami… Pomoc potrzebna jest natychmiast, bo choroba nie czeka — odbiera nam czas, którego mamy coraz mniej. Boję się każdego dnia, że mogę stracić mojego męża… A przecież Mariusz jest całym światem dla mnie i naszych córeczek. Potrzebujemy go tutaj — zdrowego, uśmiechniętego, obecnego.
Nie mogę pozwolić, by choroba nam go zabrała. Dlatego proszę o pomoc — każda chwila ma teraz znaczenie.