

Ponad milion za życie! Ratujemy młodą mamę!
Fundraiser goal: Terapia protonowa w Pradze, porycie kosztów pobytu, dodatkowe badania
Pledge 1.5% of tax to me
Pledge 1.5% of tax to me
Fundraiser goal: Terapia protonowa w Pradze, porycie kosztów pobytu, dodatkowe badania
Fundraiser description
Miałam 15 lat, gdy zdiagnozowano u mnie zmianę w mózgu. Przez 12 lat lekarze nie potrafili określić „co siedzi w mojej głowie”. Odwiedziłam wówczas masę specjalistów i byłam w wielu placówkach. Jednak za każdym razem moja mama słyszała tylko, że musi się ze mną udać gdzie indziej, gdyż ta zmiana to na pewno nie nowotwór. Ciągłe dolegliwości neurologiczne i brak jednoznacznej diagnozy początkowo powodował u mnie ogromny strach. Przez te kilkanaście lat nauczyłam się żyć z bólem, nie wiedząc, że w głowie mam „bombę” i udowodniłam sobie samej, że choroba nie może mnie zatrzymać...
W 2017 roku, po kolejnej utracie przytomności trafiłam do Szpitala w Koszalinie, gdzie uznano, że moja zmiana może być jednak nowotworowa. Skierowano mnie do neurochirurgów w Bydgoszczy. Tam trafiłam do lekarza, który stwierdził, że ten guz to glejak II stopnia. Wtedy wszystko potoczyło się bardzo szybko. Operacja odbyła się już miesiąc po diagnozie, a badania histopatologiczne potwierdziły, że to glejak II stopnia. Leczenie przebiegło pomyślnie, bez uszczerbków neurologicznych. Myślałam, że to już koniec walki z rakiem, że po prostu jestem zdrowa.
Na pooperacyjnej wizycie kontrolnej usłyszałam jednak, że glejak to choroba, która zawsze wraca, a czasem nawet staje się bardziej złośliwa. Wtedy uświadomiłam sobie, że muszę dalej walczyć. I stało się - we wrześniu 2020 roku, na kontrolnym rezonansie okazało się, że mam wznowę. Z obrazu radiologicznego wynikało, że jest to wciąż II stopień złośliwości. Przeszłam kolejną operację, w której doszczętnie usunięto guza. Pozostało tylko czekać na wyniki badania histopatologicznego.
Przed świętami Bożego Narodzenia otrzymałam wyniki, że to jednak III stopień złośliwości. Mój świat się na chwilę zatrzymał, ale tylko na chwilę...
Mam to szczęście, że od zawsze otaczają mnie ludzie, dzięki którym wszystko ma sens. Po pierwszej operacji wyszłam za mąż za wspaniałego człowieka i urodziłam synka Jasia. Janek ma teraz 10 miesięcy. Jesteśmy szczęśliwą rodziną i to dodaje mi jeszcze więcej siły do walki. Przez ostatnie lata żyję tak, jakby jutra miało nie być i raduje się każdym najmniejszym szczęściem.
Szansą i nadzieją, nie tylko na przedłużenie mojego życia, ale możliwe, że na całkowite wyleczenie, jest terapia protonowa w klinice w Stanach Zjednoczonych. Jednak problemem jest koszt leczenia – około 1 100 000 złotych. Koszty obejmują protonoterapię i chemię, każdy dzień leczenia oraz pobyt w Stanach Zjednoczonych.
Bardzo proszę wszystkich o pomoc! Chcę żyć, patrzeć z radością w przyszłość! Wierzę, że to możliwe, że może mi się udać, że nie wszystko stracone i wciąż jest dla mnie szansa!
Mam tylko kilka dni, by uzbierać środki na leczenie, które jest moją ostatnią deską ratunku. Muszę to zrobić, by dalej żyć dla siebie i moich najbliższych!
Marta