Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

We use cookies and similar techniques on this site to enhance your user experience and ensure security, stability and performance of this website. Read more Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Privacy Policy .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Naszą mamę zabija straszna choroba... Pomóż nam ją ocalić!

Marta Kocela

Naszą mamę zabija straszna choroba... Pomóż nam ją ocalić!

37 751,59 zł ( 33.05% )
Wsparło 1089 osób
Goal:

dwumiesięczne leczenie i rehabilitacja w klinice w Niemczech - jedyna nadzieja

Marta Kocela
Pińczów , świętokrzyskie
Stwardnienie zanikowe boczne
Starts at: 13 March 2019
Ends at: 02 January 2020

Previous campaigns:

Marta Kocela
49 224,61 zł ( 104.76% )
1708 supporters
26.11.2018 - 14.01.2019

miesięczne nierefundowane leczenie SLA

49 224,61 zł ( 104.76% )

miesięczne nierefundowane leczenie SLA

Result

6 grudnia 2019 roku mama zaczęła gorączkować, zadzwoniłam po pogotowie. W szpitalu okazało się, że to sepsa... Mama była tak osłabiona walką z chorobą, że każda infekcja była niebezpieczna. Niestety, przyszło najgorsze...

Nasza ukochana mama odeszła 21 grudnia 2019 roku. Pokonała ją nie choroba, z którą tak dzielnie walczyła, lecz właśnie sepsa. 

Tak bardzo nam jej brakuje... Dziękujemy wszystkim, którzy dodawali nam sił i nadziei w trudnej walce ze stwardnieniem zanikowym. Mamy już nie ma z nami, ale wierzymy, że jest teraz w miejscu, w którym nie ma bólu i chorób. Że jest szczęśliwa...

Kamila, córka Marty

Description

Nasza mama umiera - z tą świadomością budzimy się i zasypiamy. Nie ma większego strachu, niż ten o życie najbliższej osoby… Dzięki Wam mama pojechała na miesiąc eksperymentalnego leczenia, a my modliliśmy się, by zadziałało. Udało się! Niestety, by utrzymać efekty i jak najdłużej powstrzymać śmierć, konieczna jest jego kontynuacja, jednak już nie mamy na nią środków. Błagam o pomoc, pomóżcie uratować naszą mamę! Gdy jest szansa, nigdy nie wybaczę sobie, że jej nie wykorzystaliśmy…


16 lutego wróciliśmy z mamą do domu. Wiemy już, że leczenie, które zaproponowano mojej mamie, chorej na stwardnienie zanikowe boczne, przynosi pozytywne rezultaty! Codziennie przez miesiąc podawano mamie kroplówki z różnymi lekami. Gdy pytam mamy, czy czuję jakąś poprawę, ona mruga oczami  - to jest nasz znak na „tak". Przestała się krztusić, o wiele lepiej i łatwiej oddycha. Nabrała również siły w nogach, jednak aby stać o własnych siłach potrzeba jeszcze dużo czasu i rehabilitacji. Na razie czasami udaje mi się ją utrzymać, ale mam coraz mniej sił.


Wierzę mocno w to, że kolejne miesiące terapii może przynieść następne dobre rezultaty. Walczymy, by móc opłacić chociaż jeszcze dwa miesiące… Poznaj naszą historię i bardzo proszę, pomóż. Innej już nadziei nie mamy…

Marta Kocela


Koszmar zaczął się w październiku 2016. Zaledwie półtora roku wystarczyło, by moja mama z młodej, energicznej kobiety zamieniła się w cień siebie… Zaczęło się od lewej dłoni, która sama zaciskała się w pięść. Mama nie zwracała na to uwagi, nadal pracowała, studiowała swoje wymarzone pielęgniarstwo, chciała pomagać innym. Ćwiczyła, dbała o zdrowie, opiekowała się nami, swoimi dziećmi - ja miałam wtedy 18 lat, mój brat Marcel 9. I właśnie wtedy nasz świat zatrząsł się w posadach…


Gdy z biegiem tygodni ręka stawała się "obca", ciężka, niewładna, mama zaczęła się niepokoić. Lekarze odsyłali nas od jednego specjalisty do drugiego, każdy miał inny pomysł. Pamiętam, jak mama wracała od kolejnych lekarzy i mówiła:  "zespół cieśni nadgarstka", potem "łokieć tenisisty" albo "przepuklina w szyjnym odcinku kręgosłupa ". Dziś wiele bym dała, żeby którakolwiek z tych diagnoz była tą właściwą...


W maju 2017 roku mama trafiła do szpitala w Krakowie na oddział neurologii. Po tygodniu wypisali ją z rozpoznaniem: stwardnienie zanikowe boczne (SLA). Lekarz dając wypis rzucił tylko "nieuleczalne, postępujące, zostało pani 3 lata życia, do widzenia".


Szok, niedowierzanie. Mama nie rozumiała, nie chciała rozumieć, co lekarz jej powiedział. Wróciła do nas i powtórzyła jego słowa, które okazały się wyrokiem. Przeszukałam cały internet, by sprawdzić, co to za choroba, jak pomóc mamie, co będzie się z nią działo? Wszędzie pisali to samo: wózek, niepełnosprawność, śmierć… Nie mogłam w to uwierzyć. Mama miała przecież dopiero 40 lat, nigdy nie chorowała! Jak to możliwe, że taka paskudna choroba zaatakowała właśnie ją?!

Marta Kocela


Po czterech miesiącach, już we wrześniu, mama potrzebowała pomocy, by przygotować jedzenie, umyć się, czesać. W grudniu zaczęła się potykać o własne nogi, traciła równowagę, upadała, bała się chodzić sama. Pomagałam jej, podnosiłam z podłogi, z chodnika przed domem... Raz po takim upadku zabrała ją karetka. Pamiętam tylko swój krzyk rozpaczy, bo bałam się, że to już będzie koniec…

Na początku tego roku mama trafiła do szpitala w Łodzi na dokładniejsze badania i potwierdzenie diagnozy. Niby wiedzieliśmy, co nas czeka, ale cały czas modliliśmy się o cud. Siedziałam przy szpitalnym łóżku każdego dnia, kąpałam, karmiłam, trzymałam za rękę… Kiedyś pomyślałam o tym, że najpierw to mamy dbają o swoje dzieci, a potem, na starość, role się odwracają. Nie sądziłam jednak, że to stanie się tak szybko…


Podczas kontrolnego rezonansu głowy lekarze coś zauważyli, wspomnieli o wybroczynie, która może uciskać mózg i dawać takie objawy, że może to jednak nie SLA! Wstąpiła w nas ogromna nadzieja, coś, o czym marzyliśmy od miesięcy. Niestety, szczęście trwało tylko dwa tygodnie… Kolejny rezonans pokazał, że wybroczyna się zmniejsza, musiała powstać wskutek jednego z wielu upadków. Nadzieja prysła…

Marta Kocela

Mijały kolejne tygodnie, podczas których bezradnie patrzyliśmy, jak choroba zabiera mamie coraz więcej życia. W marcu potrzebowała już wózka inwalidzkiego, na który nie była w stanie sama usiąść. Stała się zupełnie zależna od nas, najbliższych jej osób. Dzisiaj mama już nie chodzi, nie mówi, nie rusza rękoma... Muszę ją karmić myć, ubierać, czesać. Nadal jest wszystkiego świadoma: SLA zabiera ciało, pozostając umysł zdrowy. To jeszcze gorsz tortura...


Gdy pogrążaliśmy się w rozpaczy, nieoczekiwanie przyszła pomoc. Od naszej rehabilitantki dowiedzieliśmy się o lekarzu, który pracuje w Polsce i w Niemczech. To on dał nam nadzieję - terapia immunologiczna pomogła już wielu jego pacjentom! U jednej chorej SLA cofnęła się zupełnie! My nawet o tym nie marzymy. Chcemy jedynie zatrzymać chorobę, by nie zabiła naszej mamy… Póki co terapia działa, to może się udać! Dlatego robimy, co w naszej mocy, by móc ją kontynuować.

Bardzo potrzebujemy mamy, ja i mój młodszy brat. Chociaż jest ciężko, nie umiemy sobie wyobrazić, że mamy zabraknie. Ona tak bardzo walczy, chce żyć, być z nami… Choroba jest bezlitosna, to największy koszmar. Błagam, pomóżcie mojej mamie żyć, być z nami jak najdłużej...

Kamila, córka Marty - najlepszej mamy na świecie

******

Obejrzyj:

Marta Kocela

37 751,59 zł ( 33.05% )
Wsparło 1089 osób

Follow important campaigns