Your browser is out-of-date and some of the website features may not work properly.

Update your browser to use this website in a safer, faster and easier way.

Update your browser

On siepomaga.pl we use cookies and similar technologies (own and from third parties) for the purpose of, among others, the website proper performance, traffic analysis, matching campaigns, or the Foundation website according to your preferences. Read more Detailed rules for the use of cookies and their types are described in our Privacy Policy .

You can define the preferences for storing and accessing cookies in your web browser settings at any time.

If you continue to use the siepomaga.pl portal (e.g. scroll the portal page, close messages, click on the elements located outside messages) without changing privacy-related browser settings, you automatically give us the consent to letting us and cooperating entities use cookies and similar technologies. You can withdraw your consent at any time by changing your browser settings.

Nie muszę żyć z piętnem kalectwa. Dzięki Wam mogę być zdrowa!

Martyna Koteluk

Nie muszę żyć z piętnem kalectwa. Dzięki Wam mogę być zdrowa!

21 934,67 zł ( 27.91% )
Still needed: 56 640,33 zł
Donated by 1002 people

Donate via text

Number 72365
Content 0000752
2,46 zł gross cost (including VAT)
Donate via text now
Campaign goal:

Rehabilitacja – jedyna szansa, by chodzić

Martyna Koteluk, 20 years
Krapkowice, opolskie
Zespół Niikawa-Kuroki (zespół Kabuki)
Starts at: 13 February 2018
Ends at: 27 November 2021

Previous campaigns:

Martyna Koteluk
162 039,00 zł ( 100.85% )
6292 donors
05.09.2016 - 12.05.2017

Operacja w klinice w Aschau, by Martynka znów mogła chodzić

162 039,00 zł ( 100.85% )

Operacja w klinice w Aschau, by Martynka znów mogła chodzić

Campaign description

Jakiś czas temu, by opisać moje życie, wystarczyło jedno słowo – męczarnia. Wózek inwalidzki i cierpienie – bóle kręgosłupa i nóg, których nie potrafiłam znieść. Niepełnosprawność pogłębiała się każdego dnia, a ja byłam bezsilna. Choroba, której nazwy większość ludzi na świecie nawet nie słyszała, stała się moim przekleństwem. Zespół Kabuki sprawił, że kiedy miałam 9 lat, rozpoczął się mój największy koszmar – przestałam chodzić...

Kalectwo chciało ukraść moje życie, na zawsze odebrać perspektywę zdrowia i samodzielności – już zawsze miałam być zależna od innych. Życie miało toczyć się obok mnie – a ja, na uboczu, zawsze sama, mogłam tylko obserwować, jak inni każdego dnia robią to wszystko, czego tak bardzo pragnęłam, a nawet nie zdają sobie z tego sprawy.

Martyna Koteluk

Fizyczne upośledzenie sprawiało mi psychiczny ból. Być może są ludzie, którzy potrafią zaakceptować własną ułomność, kochać życie mimo doznawanej krzywdy. Ja, mając zaledwie 15 lat, czułam, że już dłużej nie dam rady. Moje życie było piekłem.

Amputacja nóg – to jedyne, co proponowano mi w Polsce. Nie mogłam się na to zgodzić. Choć każda kolejna konsultacja doprowadzała mnie na skraj rozpaczy, wciąż wierzyłam w to, że to nie jest moje przeznaczenie, że Bóg zaplanował jeszcze dla mnie coś pięknego, o co warto walczyć…

I tak też się stało! Lekarze z kliniki w Aschau zapewnili mnie, że potrafią mi pomóc. Otrzymałam od nich 100% szans na to, że po operacji będę chodzić. Jedyna szansa, która mogła zakończyć udrękę, miała swoją cenę - 160 tysięcy złotych. Kwota, która była całkowicie poza moim zasięgiem.

Martyna Koteluk

Udało się ją zebrać dzięki Wam. To był prawdziwy cud – nie znam innego słowa, jakim mogłabym opisać to, co się stało. Tysiące ludzi uwierzyło razem ze mną w to, że jeszcze mogę chodzić, że można przerwać tę gehennę!

Lekarze mieli rację i sprawili, że mogłam wreszcie spojrzeć na swój wózek inwalidzki z góry. Wreszcie stałam na własnych nogach, a łzy ciekły mi po policzkach dlatego, że wreszcie dostałam dowód. Szczęście, które kosztowało bardzo wiele, ale wierzcie mi – było warto. Nie pozwoliliście, bym straciła nogi, mało tego, pomogliście mi na nich wstać.

Nie brakowało takich momentów, w których nawet piękny widok za oknem nie umiał na mojej twarzy wywołać, chociażby promyczka nadziei i uśmiechu liczyła się tylko wtedy tęsknota i to, że chce już wracać z mojego pola bitwy, do swojego codziennego życia przyjaciół rodziny osób, które właśnie wtedy nawet w najgorszych momentach trwały przy mnie i starały uświadomić, że to, jest tylko i wyłącznie dla mojego dobra, chociaż najchętniej spakowałabym walizki i wykupiła bilet powrotny do Polski, chociażby na kilka dni, aby chwile odpocząć i mieć moment oddechu... Ale wiedziałam, że tak nie mogę zrobić, nie mogę pozwolić sobie na zaprzepaszczenie swojej szansy niespełnienia marzenia, a przy tym zawieźć was wszystkich tych, co zrobili wszystko, aby mi pomóc…

Wiedziałam, że jeśli nie pokonam swojego leku i strachu, który wciąż mi i mojej mamie towarzyszył, nigdy nie podniosę się ani nie pójdę w dalszą drogę po moje marzenia… Wiedziałam, że jeśli wrócę, chociażby na kilka dni do swojego domu nie wróciłabym tam w ogóle na kolejną operację… Zastanawiacie się, czy kiedyś zrobiłabym to ponownie? Sprawa jest dla mnie oczywista tak, ale musiałabym się na to lepiej nastawić i może zmieniłabym jedno niegojące się rany i strach przed kolejna, ciężką ośmiogodzinną… Najcięższe było czekanie, na to aż wreszcie usłyszę te magiczne słowa, które słyszałam już tak wiele, ale i tak ta radość była chwilowa, bo za chwile i tak usłyszałam, że jednak będę musiała tutaj jeszcze być…

Dni, miesiące spędzone w budynku szpitala słysząc tylko język, którego i tak prawie nigdy nie rozumiałam, były bardzo trudne i ciągnęły się w nieskończoność… 

Ale wiem, że było warto, gdyby nie to wszystko nie robiłabym swoich pierwszych kroków, nie wylałabym aż tak dużo łez szczęścia, nie mogłabym zobaczyć uśmiechu na twarzy mojej mamy, dla której tak jak i dla mnie nawet to, że stanęłam przy chodziku, było cudownym momentem. Jestem w połowie drogi do samodzielnego chodzenia. Dla mnie to piękne uczucie… Ale i teraz, jeśli pozwolicie, chciałabym was wszystkich poprosić, o pomoc rehabilitacja, jest bardzo kosztowna. Dlatego proszę, pomórzcie mi osiągnąć mój cel. Bo bez waszego wsparcia i dobrego serca nie uda mi się dokończyć tej walki. Teraz wierzę, że nie ma rzeczy niemożliwych.

21 934,67 zł ( 27.91% )
Still needed: 56 640,33 zł
Donated by 1002 people

Donate via text

Number 72365
Content 0000752
2,46 zł gross cost (including VAT)
Donate via text now

Help me promote this campaign

Baner na stronę

Follow important campaigns