
Rzadka wada serca i GUZ jajnika to tylko dwie z całej listy brutalnych diagnoz... Ratuj Martynę❗️
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Recurring donation
Your Recurring Donations may appear here.
Donate every monthFundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Fundraiser description
Mam na imię Martyna. Niedawno wkroczyłam w dorosłość, ale nie mogę planować przyszłości, jak moi rówieśnicy. Zmagam się z szeregiem chorób, które od wielu lat, dzień po dniu, niszczą moje życie. Nie jest mi łatwo prosić obcych ludzi o pomoc, ale znalazłam się w sytuacji, w której nie mam już wyjścia. Proszę, przeczytajcie moją historię...
Wszystko zaczęło się, gdy byłam jeszcze niemowlęciem. Mama opowiadała mi, że od pierwszych chwil miałam duże problemy z oddychaniem. Okazało się, że to wszystko przez astmę oskrzelową. Dodatkowo 2 miesiące później stwierdzono problemy z sercem. Tak zaczęła się moja przygoda z niezliczonymi wizytami u lekarzy, pobytami w szpitalu i przyjmowaniem leków. Nie miałam łatwego dzieciństwa. Ale miałam przy sobie moją ukochaną mamę. Zawdzięczam jej wszystko.

Gdy miałam 15 lat, w trakcie jednej hospitalizacji miałam groźny epizod omdlenia, który spowodowany był osłabionym sercem. Lekarzom udało się ustalić, że kryje się za tym wrodzona wada serca: dwupłatkowa zastawka aortalna. Dotyka ona jedynie 1-2% całej populacji. Zamiast trzech prawidłowych płatków aorty, mam tylko dwa. To zaburza równomierny przepływ krwi. Muszę przyjmować specjalistyczne leki, a w przyszłości być może czeka mnie operacja. Przez problemy z sercem bardzo szybko się męczę, a sytuację dodatkowo komplikuje otyłość, insulinooporność i astma.
Niestety to nie koniec. 12 grudnia 2024 roku w trybie pilnym trafiłam na stół operacyjny z powodu GUZA JAJNIKA. Okazało się, że to potworniak o wielkości prawie 2 cm. Lekarzom udało się usunąć go w całości, ale pojawiły się komplikacje. Moje serce przestało pracować prawidłowo. Trafiłam na OiOM, a moja mama siedziała pod salą, modląc się, bym przetrwała. Przeżyłam, ale żyję w strachu w obawie przed wznową i jestem pod kontrolą ginekologa.

Moją codzienność dodatkowo komplikują spore problemy ze wzrokiem: zez zbieżny oka lewego, brak widzenia przestrzennego, astygmatyzm, krótkowzroczność i nadwzroczność. Mam również powiększoną wątrobę, wadę zgryzu, refluks żołądkowo-przełykowy oraz zaburzenia przemian puryn i pirymidyn. W ostatnim czasie padło też podejrzenie padaczki.
Najtrudniejsze jest dla mnie to, że co chwilę spada na mnie coraz więcej diagnoz. Gdy myślę, że już gorzej być nie może, lekarze dokładają kolejne druzgocące informacje. Chciałabym żyć pełnią życia, a zwyczajnie nie mogę. Na przestrzeni lat pojawiły się zaburzenia adaptacyjne. Mam trudności z przystosowaniem się do nowych, trudnych sytuacji, często odczuwam niepokój i miewam problemy ze snem. Z tego powodu uczęszczam na terapię. Niestety jest ona bardzo kosztowna.

Już za kilka dni, 13 września, muszę zgłosić się do szpitala z powodu torbieli zatoki szczękowej, która musi zostać operacyjnie usunięta. To kolejny stres zarówno dla mnie, jak i dla mojej mamy. Chciałabym móc w spokoju zająć się nauką na kierunku gastronomicznym. Marzę o tym, by zostać kucharzem. Już od najmłodszych lat gotowałam razem z mamą i chciałabym dalej to kontynuować. To moja ogromna pasja.
Nie wiem, co przyniesie przyszłość, ale wiem jedno: będę o siebie walczyć. Niestety same z mamą nie damy rady pokryć wszystkich kosztów leczenia, badań, dojazdów, leków, konsultacji oraz terapii. Dlatego z ogromną pokorą proszę o pomoc. Każda złotówka to dla mnie realna szansa. Dziękuję z całego serca każdej osobie, która zdecyduje się mnie wesprzeć finansowo, udostępnieniem zbiórki lub dobrym słowem. Bardzo mi zależy na lepszym, szczęśliwym życiu...
Martyna