Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

We use cookies and similar techniques on this site to enhance your user experience and ensure security, stability and performance of this website. Read more Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Privacy Policy .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Mecz o życie

Martyna Koszewnikow

Mecz o życie

22 626,00 zł ( 10.62% )
3240 donors
Goal:

Ratowanie życia - 2 operacje płuc i naświetlania w klinice w Aachen

Fundraising organizer: Fundacja KAWAŁEK NIEBA
Martyna Koszewnikow
Działdowo, warmińsko-mazurskie
NOWOTWÓR ZŁOŚLIWY TKANEK MIĘKKICH - SARCOMA SYNOVIALE
Starts at: 10 September 2015
Ends at: 27 September 2015

Result

Nie wszystkie mecze udaje się wygrać. Czasami pomimo wytrwałości i heroicznego wysiłku przeciwnik okazuje się zbyt silny. Martyna nigdy się nie poddała, walczyła do samego końca, ale niestety nowotwór wygrał.

Martyna zaczęła swój najważniejszy mecz w życiu 3 lata temu. Ten okres był mieszanką łez, cierpienia, rozpaczy, ale i momentów dobrych, podnoszących na duchu. Pomimo ciężaru choroby, dziewczyna potrafiła się uśmiechać i dalej marzyć. Momenty zwątpienia przekłuwała w wolę walki, której nigdy jej nie brakło.

Niestety, 12 września 2016 roku nastąpił koniec meczu jej życia. Razem graliśmy w drużynie Martyny i teraz razem opłakujemy tę stratę. Wierzymy, że dziś znajduje się w lepszym miejscu, gdzie ból już nie istnieje, a ona może oddawać się swoim pasjom i przerwanym marzeniom.

Najbliższym Martyny składamy najszczersze wyrazy współczucia.

Description

- Czy potrafisz uśmiechać się przez łzy? Ja potrafię. Gdy spytasz kogoś, z czym kojarzy się wiek 16 lat, powie młodość, radość, sport, początek życia ze wspaniałymi możliwościami.. Mi ten wiek kojarzy się z kolejnymi kroplami chemioterapii, które przelewają się przez ciało, niszcząc je od środka. Kojarzy mi się z bólem, także tym wewnętrznym, który boli, bo wydaje się, że wszystko jest ci zabrane, że już nie masz planów i możliwości, tylko trwasz bez końca w wielomiesięcznym więzieniu, jakim jest łóżko szpitalne, włosy zbierasz garściami, aż w ogóle już ich nie ma… Moje serce przepełnia strach i niesamowity bunt, bo wszystko we mnie krzyczy, że jeszcze nie czas, nie pora, by odchodzić, jeszcze tyle chciałabym przeżyć, zobaczyć, poznać, a wyniki badań mówią, że mogę nie zdążyć… - zaczyna swoją historię Martyna.

 

Koszykówka – moja największa pasja, gram od 4 klasy podstawówki, jestem, a właściwie byłam, rozgrywającą. Nigdy bym nie pomyślała, że najważniejszy mój mecz będzie trwał ponad 2 lata, a jego wynik wciąż jest nieznany.  W 2013 roku przygotowywałam się do egzaminów gimnazjalnych i egzaminu na sędziego koszykarskiego. Koszykówka to było moje marzenie i plan na przyszłość. Wiedziałam, że muszę dobrze napisać kwietniowy maraton egzaminacyjny, żeby dostać się do wymarzonej szkoły sportowej. Wtedy coś zaczęło mnie uwierać w nodze. Nie bolało, ale coś tam było, coś jakby fasolka. Kilka dni wcześniej dostałam piłką w tę nogę podczas treningu, myślałam, że to od tego.

 

Martyna Koszewnikow

 

U Martyny stwierdzono naczyniaka jamistego – niegroźna zmiana,  możliwa do usunięcia podczas jednego zabiegu. Wyniki badań były świetne. – Panie dokorze, ale to nie nowotwór? – upewniała się mama Martyny, zanim zabrano ją na stół. – Na 100% to nie jest nowotwór – usłyszała i odetchnęła z ulgą. 24 marca 2013 roku miało być po wszystkim. Pobrano wycinek zmiany do badań, wyniki przyszły w dniu rozpoczęcia egzaminów. Wtedy jej mama odebrała telefon ze szpitala: „Natychmiast wracajcie. To RAK! Czekamy na onkologii.". Nie wiedziała, jak to przekazać córce.

 

- Mówiłam, że muszę napisać egzaminy, dopiero po nich zajmę się tym potworem. Onkologia. Badania - szpik czysty, płuca czyste, miednica czysta. Trzeba tylko wyciąć resztę guza z nogi z marginesem. Przy nowotworze najpierw powinna być chemia, potem operacja, ale wcześniejsza zła diagnoza spowodowała błędne leczenie – od razu operacja, bez zmniejszenia guza chemią. Na karcie szpitalnej zapisano – sarcoma synoviale (maziówczak), grupa wysokiego ryzyka, 3 stadium... Marcin Gortat, Maciej Lampe, NBA... Wszyscy znają te nazwiska, tę ligę. A ile osob rozumie, co to jest sarcoma synoviale? Pewnie niewielu. Ta nazwa to łacińskie określenie NOWOTWORU ZŁOŚLIWEGO TKANEK MIĘKKICH, czyli tego, który odebrał mi wszystko.            

Od zawsze miałam duszę zawodnika, który walczy o zwycięstwo. Do tej pory robiłam to wspólnie z koleżankami z drużyny. Teraz muszę walczyć indywidualnie. Stawka jest wysoka, od początku wiedziałam o tym. Ale wiedziałam też, że nie poddam się bez walki. Parkiet koszykarskiego boiska zmienił się w ring oddziału onkologicznego. Czułam, że każdy dzień przybliża mnie do końca onkologicznego piekła. I walczyłam zaciekle i bezkompromisowo. Po ponad 28 cyklach chemioterapii, po ponad roku w szpitalach nadszedł ten dzień - 3 października 2014 – koniec leczenia! Wróciły plany na przyszłość, szkoła, sport, koszykówka.

 

Na badania kontrolne Martyna stawiła się 2 tygodnie później, włosy już odrosły na centymetr. Noga czysta, jednak na płucach pojawiły się liczne guzki. Bez paniki! To nie musiał być nowotwór, to mogła być „tylko“ grzybica lub gruźlica. Po biopsji okazało się, że to przerzuty, 30 guzków w różnych miejscach na płucach. Trzy największe udało się wyciąć, reszta nieoperacyjna, więc miała je pokonać kolejna petarda z chemioterapii. - Wtedy naprawdę chciałam się poddać, z całych sił nie chciałam wracać na ten koszmarny oddział, znów przechodzić przez piekło chemio- i radioterapii, zabiegów i operacji. – wspomina Martyna. - Bałam się...  Jednak musiałam stawić czoło przeciwnikowi po raz kolejny. Pomyślałam: "OK! Pierwsza kwarta dla ciebie, ale są jeszcze trzy. Przegrana kwarta nie oznacza przegranego meczu."

           

Martyna Koszewnikow


Rodzice Martyny szukali ratunku wszędzie. W Centrum Onkologii w Warszawie usłyszeli, że mięsak ma to do siebie, że jeśli nie pójdzie pod nóż, to po odstawieniu chemii podtrzymującej wróci. Tylko że na odziale powiedzieli, że guzy są nieoperacyjne, że Martyna nie przeżyje operacji i zostaje tylko chemia. Chemia, która nie leczy, nie pomaga, guzki po niej nie zmniejszają się, nie znikają. Ostatni PET pokazał zmiany aktywne o wysokiej agresywności. Rodzice wysłali wyniki badań do Niemiec, do Aachen. Gdy przyszła odpowiedź, że tam podejmą się 2-etapowej operacji wycięcia guzków (najpierw na jednym, potem na drugim płucu) i radioterapii, Martyna nie wahała się - Ja chcę się tego pozbyć z siebie. Całe życie nie mogę brać chemii. To moja nadzieja, abym została z Wami.

 

Leczenie mogłoby się rozpocząć 5 października, przeszkodą są pieniądze (trzbea opłacić operację i pobyt w klinice, Martyna pojedzie z mamą). Już teraz widać skutki uboczne chemioterapii – kłopoty ze wzrokiem, tiki, objawy neurologiczne. - Kwota jest ogromna i wiem, że bez pomocy na pewno nie damy rady. Mam wolę walki i skoro tyle już wytrwałam, to wiem, że te rozgrywki nie są jeszcze zakończone. Mam nadzieję, że w końcu przyjdzie ten dzień radości ze zwycięstwa nad nowotworem, który zabrał mi już zbyt wiele.

 

Zapraszam wszystkich do drużyny, zapraszam na mecz o moje życie...

22 626,00 zł ( 10.62% )
3240 donors

Follow important campaigns