

Mam trójkę dzieci, które na mnie czekają! Muszę stanąć dla nich na nogi!
Fundraiser goal: Półroczny turnus rehabilitacyjny i rotor do ćwiczeń
Pledge 1.5% of tax to me
Pledge 1.5% of tax to me
Fundraiser goal: Półroczny turnus rehabilitacyjny i rotor do ćwiczeń
Fundraiser description
Rodzinny wyjazd wakacyjny, który zamienił się w koszmar. Zwyczajny letni poranek, który roztrzaskał nasze życie na milion kawałków. Udar niedokrwienny Michała niemal zabrał go z tego świata. Lekarzem cudem uratowali męża, ale skutki tamtych wydarzeń pozostają z nami do dzisiaj. Jedyną szansą na powrót do sprawności są dziesiątki godzin intensywnej i bardzo kosztownej rehabilitacji.

To miały być cudowne chwile spędzone w gronie najbliższych. Z dala od codziennych trosk i problemów. Zajechaliśmy na miejsce, zameldowaliśmy się na noclegu. Popołudnie spędziliśmy na poznawaniu okolicy. Którędy na plażę, gdzie najbliżej do sklepu. Wieczorem trochę bolała go głowa, ale wziął tabletkę i wszystko było dobrze. Rano obudził się, spojrzał na budzik i zaczął się dramat. Mąż osunął się na łóżko, straciliśmy z nim kontakt. Przyjechała karetka, ale szybko okazało się, że sprawa jest na tyle poważna i trzeba wezwać helikopter.
W szpitalu okazało się, że ciśnienie w mózgu stanowi śmiertelne zagrożenie, trzeba przeprowadzić operację. Michał miał jedną trepanację, kilka dni później drugą. Lekarze mówili, żeby się modlić, bo szanse są znikome… Kiedy wracam do tamtych wydarzeń, to nawet po tylu miesiąc wciąż nie mogę zatrzymać łez. Poczuliśmy na własnej skórze, jak kruche jest szczęście i jak niewiele potrzeba, żeby zamieniło się dramat…

Wszystko to działo się na oczach naszej trójki dzieci, które do dzisiaj korzystają z pomocy psychologa, żeby poradzić sobie z tą ogromną traumą. One widziały na własne oczy, jak śmierć próbuje brutalnie zabrać im tatę. Nikt nie jest gotowy na takie przeżycia, a już w szczególności dzieci…
Kolejne miesiące to wędrówki po szpitalnych oddziałach, wiele godzin drogi od domu. Starałam się jeździć do męża jak najczęściej, ale z uwagi na odległość i dzieci chodzące normalnie do szkoły, było to bardzo trudne. Michał wrócił do nas dopiero kilka dni przed Bożym Narodzeniem i cały czas wymaga opieki. Żaden neurolog nie chciał się nim zająć... Bardzo słabo mówi, tylko ja jestem w stanie go zrozumieć. Ma też problemy z poruszaniem i jeśli zrobi kilka kroków, to jedynie przy pomocy laski.

Żeby Michał mógł wrócić do formy i stać się w pełni samodzielny, potrzebuje mnóstwa rehabilitacji. To się jednak wiąże z ogromnymi kosztami. Kilka tygodni temu straciłam pracę, muszę poświęcić się w pełni opiece nad mężem i dziećmi. Cała ta historia nas finansowo zrujnowała, a gdzie tu jeszcze znaleźć fundusze na rehabilitację… Dlatego prosimy o pomoc!
Każda złotówka to malutki kroczek w stronę sprawności. Meta jest daleko, nie ma co ukrywać. Musimy jednak odzyskać z utraconego zdrowia, ile tylko się da. Musimy, choć to bardzo trudne… Dzieci potrzebują taty, ja potrzebuję męża! Sami nie damy rady udźwignąć tego ciężaru. Jedynie z Waszym wsparciem będzie to możliwe.
Katarzyna — żona
