
Białaczka próbuje zniszczyć szczęśliwą rodzinę... DAJMY IM SIŁĘ I NADZIEJĘ❗️
Fundraiser goal: Leczenie, rehabilitacja, dojazdy do szpitala
Fundraiser goal: Leczenie, rehabilitacja, dojazdy do szpitala
Fundraiser description
Potrzebuję pomocy i przyznam szczerze, że niezręcznie jest mi o nią prosić. Do października 2021 roku wszystko szło po naszej myśli, wiedliśmy bardzo szczęśliwe życie i nic nam nie brakowało. Mam żonę i dwójkę dzieci. W listopadzie 2021 roku przyszły niewinne bóle gardła i wysoka gorączka, które według lekarzy były zwykłym przeziębieniem lub anginą. Niestety...
Czułem się coraz gorzej i nikt nie potrafił mi pomóc — brałem sporą ilość antybiotyków, które w żadnym stopniu nie pomagały i teraz już wiemy, dlaczego... Nie było to zwykłe przeziębienie! Były to pierwsze objawy ostrej białaczki szpikowej, o której nikt by nie wiedział gdybym podczas zwykłej wizyty u lekarza nie stracił przytomności i nie został przewieziony do szpitala. Tam cudem wykryto u mnie nowotwór krwi.
Razem z rodziną oraz znajomymi szukaliśmy kogoś, kto mógłby mi pomóc i znaleźliśmy — profesora, który 24 grudnia przyjął nas na teleporadę. Tego samego dnia oddzwonił do nas z informacją, że jest miejsce w szpitalu i sztab lekarzy, którzy się mną zajmą i podejmą leczenie. Tym oto sposobem po świętach znowu trafiłem do szpitala MSWiA w Poznaniu, gdzie lekarze podjęli dalszą diagnostykę i leczenie — chemioterapię.
Pierwszą chemię dostałem w sylwestra i potem dostawałem ją jeszcze przez tydzień, traciłem odporność, byłem w izolacji i tak przez ponad miesiąc.
Łącznie takich cykli chemioterapii miałem cztery, wszystkie te cykle wiązały się z tym samym — długi, bo trwający ponad miesiąc pobyt w szpitalu, utrata odporności, izolacja, a potem powrót do domu na około 2 tygodnie.
Niestety wszystko to wiązało się z bardzo dużymi kosztami, ponieważ trasa Głogów - Poznań wynosi 122 km...
Oprócz tego na każdy pobyt musiałem mieć gotową wyprawkę — dużo ręczników oraz ubrań, które były regularnie dowożone przez moją rodzinę, kilka szczoteczek do zębów, jedzenie oraz dużo wody, co z każdym wyjazdem ciągle generowało kolejne niemałe koszty.
Teraz czeka mnie przeszczep szpiku. Dawca jest już znaleziony, jednak przed przeszczepem trzeba dopilnować mnóstwa spraw - jedną z nich jest bardzo kosztowne leczenie i usuwanie zębów, co więcej zostały też u mnie wykryte trzy torbiele – dwie w dziąsłach i jedna w zatoce szczękowej. Niestety usuwanie tych torbieli wiąże się z zabiegiem operacyjnym i z wizytami w prywatnej klinice, ponieważ czas mnie nagli i nikt inny nie jest w stanie pomóc.
Po takim leczeniu i już najprawdopodobniej po przeszczepie będę musiał zadbać o nowe zęby, ponieważ sporą ich ilość mi usunięto — to także prywatnie, gdyż nikt na NFZ mi tego nie zrobi, stąd jawią się KOLEJNE, bardzo duże wydatki.
Całość mojego leczenia jest okrutnie kosztowna i nadwyręża nasz domowy budżet, którego zaczyna brakować. Przed chorobą ciężko pracowałem na własny rachunek, dzięki czemu starałem się jak najlepiej zadbać o swoją rodzinę tak, by niczego im nie brakowało.
Teraz swą działalność z powodu mojej ciężkiej choroby i okrutnie długich pobytów w szpitalu musiałem zawiesić...
Zwracam się do Państwa jak nigdy, z prośbą o pomoc. Zawsze starałem się pomagać innym i całe życie dobro drugiego człowieka było ważniejsze. Teraz niestety sam potrzebuję pomocy...
Wierzę, że gdy tylko stanę na nogi dam sobie radę i postaram się wrócić do pracy, a także do dalszej pomocy innym. Jednak na chwilę obecną w związku z moją sytuacją nie mogę już nawet zapożyczyć się w banku. Nie stać mnie na spłatę żadnych długów...
Proszę wszystkich dobrodusznych ludzi o pomoc – na same kredyty, które wzięte zostały na walkę z chorobą, potrzebuję 25 tysięcy złotych, a na całe leczenie ok. 40 tysięcy złotych.
Wierzę, że dam radę wyzdrowieć i będę mógł cieszyć się wspólnymi chwilami z rodziną...
Dum spiro spero, czyli póki oddycham, mam nadzieję, bo ona umiera ostatnia.
Michał