
Kosztowna terapia w Meksyku to jedyna szansa na zakończenie cierpienia Michasia! Błagamy o pomoc dla naszego dziecka!
Fundraiser goal: Terapia komórkami macierzystymi MUSE w Meksyku - 5 podań
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Recurring donation
2 monthly supportersYour Recurring Donations may appear here.
Donate every month- Olga Kuleszahas been supporting for a year and 1 month
- Ungrimmstarted monthly donation
Fundraiser goal: Terapia komórkami macierzystymi MUSE w Meksyku - 5 podań
Fundraiser description
Nasz syn jest jeszcze małym chłopcem. Powinien spędzać czas na zabawie, uczyć się nowych rzeczy, cieszyć się każdym dniem. My jednak od chwili jego narodzin walczymy o jego zdrowie i sprawność. Niestety mimo wielu bardzo bolesnych, trudnych i skomplikowanych badań wciąż nie mamy odpowiedzi na jedno ważne pytanie – jak nazywa się choroba, która wyniszcza nasze dziecko?
Michaś urodził się już w 32. tygodniu ciąży przez cesarskie cięcie. Wykonano je tak naprawdę w ostatniej chwili, bo tętno naszego dziecka zaczęło niebezpiecznie spadać! Natychmiast został on zaintubowany. Nie był w stanie samodzielnie oddychać, nie reagował na żadne bodźce, poruszał tylko jednym paluszkiem. Co gorsza, w jego główce doszło do przewlekłego krwawienia, które trzeba było szybko zoperować!
Przez 3,5 miesiąca nasz ukochany chłopiec lepiej poznał chłód aparatury monitorującej oddech, niż ciepło i bliskość mamy... To, co wtedy przeżyliśmy, jest nie do opisania. Nie życzymy tego nikomu! Niestety wypis ze szpitala nie zakończył naszego koszmaru. Rozpoczął się wtedy jego kolejny etap.

Nasz synek nigdy nie nauczył się normalnie jeść, chodzić, śmiać się w głos, czy płakać jak inne dzieci. Widzimy, że jego głowa jest pełna pomysłów, pytań i marzeń, ale jego ciało stanowi dla niego największe ograniczenie. U Michasia wystąpiła wiotkość i osłabienie mięśni, bezdech senny, a nawet problemy z utrzymywaniem głowy. Bardzo cierpi, a wraz z nim cała nasza rodzina.
Najgorsze jednak jest to, że lekarzom wciąż nie udało się zdiagnozować, co jest przyczyną tego wszystkiego. Podejrzewają miopatię, czy wrodzony zespół miasteniczny, ale wciąż nie ma pewności. A synek przeszedł wiele bolesnych i kosztownych badań. Ostatnie z nich, na które czekaliśmy aż 4 lata, okazało się dla niego bardzo traumatyczne. Wyrywał się, nie był w stanie prawidłowo utrzymać ręki, a w jego oczach widać było ból.
Tak trudno było nam patrzeć na własne dziecko, które cierpi, ale w głowie mieliśmy tylko jedną myśl: „Może tym razem znajdziemy odpowiedź. Może właśnie teraz dowiemy się, co możemy zrobić”. Niestety tak się nie stało. Wynik nic nie wykazał. Żadnego tropu. Żadnej odpowiedzi. Po raz kolejny zostaliśmy z tą samą niewiadomą.

Kontynuujemy żmudną, niezwykle wymagającą, codzienną rehabilitację oraz terapię oddechową i neurologopedyczną. Bez tego stan naszego dziecka będzie się pogarszał. Każdej nocy czujemy lęk, gdy kładziemy się spać. Boimy się, że Michaś nagle przestanie oddychać! Dlatego nieustannie szukamy dodatkowych form wsparcia.
Taką szansę dała nam klinika w Meksyku. Po przeanalizowaniu całej naszej historii, wyników badań i dokumentacji medycznej Michał został zakwalifikowany do terapii komórkami macierzystymi MUSE. Bardzo ważne jest to, że jest to terapia dopasowana do potrzeb naszego syna – dosłownie „szyta na miarę”. Widzieliśmy historię innych dzieci z podobnymi problemami, które po zakończonym leczeniu osiągały piękne postępy. Wierzymy, że w naszym przypadku będzie tak samo!
Niestety koszt takiej terapii jest po prostu ogromny! Sami nie jesteśmy w stanie udźwignąć takiego ciężaru... Już raz wyciągnęliście do nas pomocną dłoń, za co z całego serca dziękujemy. Teraz gdy pojawiła się przed nami tak wspaniała szansa, raz jeszcze chcemy zwrócić się do Was z wielką prośbą o wsparcie – nie dla siebie, ale dla naszego synka, który tak bardzo cierpi... Będziemy wdzięczni za każdą, nawet najmniejszą pomoc!
Małgorzata i Mikołaj, rodzice Michasia