
Boję się zasypiać, bo nie wiem, rano się obudzę... Pomóż mi wygrać z białaczką!
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Fundraiser description
Mam na imię Mikołaj – mam wspaniałą narzeczoną, małe dziecko i białaczkę limfoblastyczną o mieszanym fenotypie, która atakuje węzły chłonne i szpik. Kiedy dowiedziałem się o nowotworze, choroba siała już spustoszenie w moim organizmie. W chwili diagnozy, szpik miałem zajęty w 88% przez komórki rakowe – węzły chłonne miałem wielkości kiści winogron! Kiedy się dowiedziałem, jak bardzo jestem chory, chciałem to ukryć, nie mówić o tym nikomu z rodziny. Moja narzeczona w tym czasie urodziła, nie chciałem zabierać jej najpiękniejszych chwil w życiu. Chciałem tak bardzo żyć, w chwili, kiedy właśnie moje życie wisiało dosłownie na włosku.
Pierwszą chemię dostałem po kilku miesiącach. Leczenie zbiło szpik i nieznacznie węzły chłonne, ale równocześnie doprowadziło do tragedii, której nikt się nie spodziewał. Po chemii o godzinie 10 rano w szpitalu dostałem udaru mózgu! Lekarze momentalnie zaczęli ratować moje życie. Lekarz zrobił mi z powodzeniem zabieg trombektomi, (wyciągał mi skrzepy krwi z mózgu). Trafiłem do jedynego szpitala w kujawsko-pomorskim, w którym robią ten zabieg, dlatego jeszcze żyje.
Wybudziłem się 3 dnia po udarze. Okazało się, że mam sparaliżowaną lewą stronę ciała a w głowie pustkę. Słyszałem wszystkich dookoła, ale nie mogłem wykrztusić ani słowa.
Chemia w ogóle nie działała, jedynie pogarszając mój stan. Przez pół roku codziennie brałem udział w rehabilitacji. Mowę udało mi się odblokować po tygodniu przy mojej ulubionej piosence, bo zacząłem ją śpiewać. Przydzielono mi rehabilitantkę, panią logopedę i panią psycholog, której do dzisiaj dziękuję za wszystko, co dla mnie zrobiła.
Po miesiącu otrzymałem kolejną chemię, która podobno zaczęła działać. Nie umiałem nikomu już zaufać, bałem się, że lekarze mnie oszukują. Jedyną osobą, której wierzyłem w kwestii mojej choroby, była moja Pani doktor prowadząca.

W listopadzie straciłem siłę do walki i się poddałem psychicznie i znowu przyszła z pomocą Pani psycholog z Neurologi. Tyle młodych chłopaków już nie żyje – nawet na moich oczach umierali... Byłem w remisji od stycznia gotowy do przeszczepu szpiku, miałem dawce, którym był mój jedyny brat. Znowu wygrałem 6 w totka! Wierzyłem, że wreszcie ten koszmar się skończy... Moja Pani doktor też się cieszyła, ale zbyt wcześnie, bo ordynator nie wyraził zgody na przeszczep. Dlaczego?
W międzyczasie wyszedłem na dwutygodniową przepustkę ze szpitala i wróciłem z pozytywnym testem na Covid! Nie miałem żadnych objawów, ale leczenie stanęło w miejscu. Najgorsze było to, że chemia, która utrzymywała mnie w remisji, działała wyjątkowo krótko, a ja potrzebowałem 1,5 miesiąca, żeby szpital powtórnie zgodził się na przeszczep. Załamałem się, bo ile razy można tracić nadzieję…
Pani doktor zaproponowała wyjście z sytuacji – 5 cykli ciężkiej chemii, która da mi szansę, ale bardzo małą. Mam 5% szans na przeżycie. Boję się śmierci, dlatego nie śpię od paru dni, bo nie wiem, czy się obudzę. Mam ciągle gorączkę 39 stopni. Od 2 miesięcy nie mogę nic jeść, bo choroba rośnie w siłę bardzo szybko.
Leczenie, zamiast mnie uratować, niemal mnie zabiło! Na skutek chemioterapii doznałem udaru! Miałem się już nigdy nie obudzić... Jednak żyję! Tak bardzo chcę żyć, a problemów przybywa! Teraz zmagam się też z niedowładem połowicznym. Jest tak bardzo ciężko! Kolejne chemioterapie zawodziły, kolejni lekarze załamywali ręce. A kiedy wreszcie rozbłysło w moim życiu światełko nadziei - badania wykazywały remisję. Kiedy wreszcie mogłem wrócić do domu! Wtedy zachorowałem na Covid. Efekty leczenia zaczęły się cofać, znów walczyłem o życie! Tak bardzo chcę żyć! Zrobię wszystko, jednak moje wszystko to za mało... Bądź ze mną w tej walce!
