

Choroba, która nigdy nie zniknie! Miłosz potrzebuje Twojego wsparcia!
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Donate via text
Pledge 1.5% of tax to me
Pledge 1.5% of tax to me
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Fundraiser description
Nasza historia rozpoczyna się tak, jak wiele innych na tym portalu – na początku nic nie wskazywało dramatu, który nas czeka. Niestety poważna choroba synka spadła na nas jak grom z jasnego nieba! Dzisiaj wciąż postępuje i nie mamy wyjścia, jak znów prosić o pomoc!
Miłoszek urodził się 28 września 2016 roku. Ciąża przebiegała prawidłowo, w badaniach nic nie wskazało na to, że coś jest nie tak. Podczas porodu okazało się, że nie ma postępu, gdyż pępowina okazała się zbyt krótka. Syn urodził się poprzez cięcie cesarskie. Okazało się, że ma krzywą przegrodę nosową, co uniemożliwiło swobodne oddychanie. W pierwszej dobie życia z powodu hipoglikemii w sytuacji zagrażającej jego życiu został przetransportowany karetką do szpitala specjalistycznego w Gdańsku. Dodatkowo synek urodził się z wrodzoną zwężoną zastawką pnia płucnego!

Z powodu wzmożonego napięcia mięśniowego Miłosz został od razu skierowany na rehabilitację w ośrodku wczesnej interwencji. Tam też pierwszy raz usłyszałam, że moje dziecko najprawdopodobniej cierpi na chorobę Recklinghausena. To nerwiakowłókniakowatość typu 1 – genetyczna choroba oznaczająca powstawanie plam i guzów wewnątrz i na zewnątrz ciała.
Gdy synek osiągnął 3 miesiąc życia, zaczęły pojawiać się na jego ciele plamy w kolorze kawy z mlekiem, różnej wielkości. Pediatra dała mi skierowania do okulisty, neurologa, onkologa, genetyka.
I tak nasza podróż trwa do dziś. Do tego wszystkiego doszło jeszcze dysmorfia twarzoczaszki, małogłowie i gotyckie podniebienie, co też utrudnia spożywanie posiłków. Przez pierwsze 4 lata swojego życia Miłosz był karmiony produktami półpłynnymi.

Przez to wszystko Miłosz jest dzieckiem niepełnosprawnym z opóźnionym rozwojem psychoruchowym. Najbardziej obawiam się, że te plamy mogą przerodzić się w guzy. A gdyby tego było mało, na ostatniej konsultacji okulistycznej na tęczówce wykryto pojedyncze zalążki Lischa...
Choroba Recklinghausena jest nieobliczalna. Czasami siedzę i się zastanawiam, dlaczego to spotkało mnie i moje dziecko, ale wiem, że muszę być silna dla mojego syna.
Miłoszek wymaga wielospecjalistycznego leczenia, co wiąże się z ogromnymi kosztami, powtórnymi badaniami i wyjazdami po różnych szpitalach i klinikach, zwracam się jako mama wspaniałego 5-latka do ludzi o wielkich sercach o pomoc, by móc kontynuować leczenie. Czekają nas kolejne konsultacje okulistyczne, a to i tak kropla w morzy potrzeb. Za każdą pomoc dziękujemy, liczy się każda złotówka...
Mama wspaniałego Miłoszka