
Lekarze stwierdzali już zgon, kiedy reanimacja się udała❗️Tata dalej walczy, prosimy, pomóż nam❗️
Fundraiser goal: Pobyt na oddziale opiekuńczo-leczniczym, leczenie i rehabilitacja, sprzęt med.
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Recurring donation
Your Recurring Donations may appear here.
Donate every monthFundraiser goal: Pobyt na oddziale opiekuńczo-leczniczym, leczenie i rehabilitacja, sprzęt med.
Fundraiser description
Opowiem dziś naszą historię walki o zdrowie i życie. Być może zwykła, ponieważ wiele tu takich historii, ale jednak wyjątkowa – o czym dowiedzieliśmy się w szpitalu, troszcząc się o tatę. 16 kwietnia 2026 roku nasz świat się zatrzymał. Tata poczuł się na tyle źle, że sam chciał jechać do szpitala.
W drodze, jakieś 1,5 km od szpitala, dostał nagłego zatrzymania krążenia! Dojazd do szpitala i wjazd na parking zdawały nam się trwać wieczność, a i tak najgorsze było dopiero przed nami. Mama wpadła do szpitala, krzycząc, że jej mąż umiera. Czekaliśmy, ale nieubłaganie mijały kolejne minuty cenne dla zatrzymanego serca....
Zawołano w końcu ratowników medycznych. W międzyczasie usłyszeliśmy, że już po wszystkim. Że tata nie żyje… Na szczęście dotarli do nas ratownicy i wyciągnęli tatę z samochodu. Tak się zaczęła 45-minutowa walka o jego powrót. Udana, ale nie mogliśmy całkowicie odetchnąć.
Tata trafił na Intensywną Terapię, gdzie został podłączony do tlenu. Ordynator skontaktował się ze szpitalem w Lesznie, gdzie jest kardiologia i tam zostaliśmy potem przetransportowani. Po wykonaniu szeroko idących badań stwierdzono zawał przedniej ściany serca. Wstawiono też stent do tętnicy, która miała zerową przepuszczalność.

W Lesznie tata spędził kilka dni. Został ustabilizowany krążeniowo i odesłany do Wschowy. Tu znów trafił na Intensywną Terapię i przebywał pod respiratorem. Okazało się, że jego mostek i kilka żeber zostało połamanych podczas reanimacji. Minęło jeszcze kilka dni, zanim udało się wybudzić tatę, ale zaraz potem przeszedł mocne zapalenie płuc. Po delikatnej poprawie trafił na oddział wewnętrzny i od tego momentu musieliśmy zastanowić się, co dalej.
Po wybudzeniu kontakt z tatą jest bardzo nielogiczny, nie wie, kim jesteśmy, jego mowa jest bardzo kiepska, nie potrafi się komunikować. Jest zacewnikowany, nie chodzi, nie je – ma założonego PEGa. Mózg został uszkodzony po prawie godzinnym niedotlenieniu. Mimo że jest już lepiej, tata zaczyna mówić, choć niewyraźnie i reagować, przed nami wciąż długa droga. Walczymy, ale los rzuca nam pod nogi coraz to nowe przeszkody.
Tata przeszedł już poważną sepsę, a teraz zmaga się bakterię szpitalną, która pokrzyżowała nam plany z jego rehabilitacją. Na NFZ się na tę chwilę na kwalifikuje, więc zostaje leczenie komercyjne, które jest bardzo drogie. Jednak chęć walki i powrotu do sprawności daje nam nadzieje. Dlatego walczymy, dlatego też prosimy o pomoc...
Tata kocha muzykę, gra na gitarze basowej. Ma też swoją pasję – gołębie pocztowe. Kochał je obserwować… To człowiek, który nigdy nie zostawił nikogo w potrzebie, zawsze pomocny! Proszę w imieniu swoim i rodziny – jego wnuków, którzy tęsknią za nim, o pomoc w odzyskaniu choć odrobiny sprawności i cząstki siebie.
Aneta Kizler