🇦🇷 Pomoc dla Władka - misjonarza w Argentynie - main photo

🇦🇷 Pomoc dla Władka - misjonarza w Argentynie

Campaign goal: wsparcie ubogich w Buenos Aires

Campaign started by:
Starts on: 25 August 2026
Ends on: 1 February 2027
PLN 2,220
DonateDonated by 8 people
Donate via text
Phone number
75365
Text
1011493
Cost PLN 6.15 gross (including VAT)
HeyahOrangePlayPlusT-Mobile

Campaign goal: wsparcie ubogich w Buenos Aires

Campaign started by:
Starts on: 25 August 2026
Ends on: 1 February 2027

Campaign description

Władek. Chłopak, który przyjechał z Kazachstanu, żeby oddać życie ubogim w Buenos Aires

Władek ma dwadzieścia pięć lat. Osiem miesięcy temu zamienił etat w Polsce na dzielnicę biedy w Buenos Aires i planuje zostać tam jeszcze pół roku. Chcemy Wam opowiedzieć, jak do tego doszło, i zaprosić Was, żebyście stali się częścią jego drogi.

Dzieciństwo w kraju, gdzie katolików jest jeden procent

Władek urodził się w roku dwutysięcznym w Kazachstanie. Jego rodzice są Polakami, jego dziadkowie są Polakami, ale żadne z nich nigdy w Polsce nie mieszkało. W Polsce mieszkali dopiero jego pradziadkowie. Władek całe dzieciństwo i młodość spędził w kraju, w którym katolicy stanowią zaledwie jeden procent społeczeństwa. Bycie katolikiem w takim miejscu nie jest oczywistością, to świadomy wybór, który trzeba podejmować na nowo każdego dnia.

Pomoc dla Władka - misjonarza w Argentynie

To właśnie tam, w świetlicy parafialnej dla dzieci, zaczęła się jego historia wiary. Nauczył się modlić, śpiewać, przygotowywać przedstawienia. Przychodził codziennie na wspólne posiłki. Dziś mówi, że to właśnie tam odkrył, czym naprawdę jest dar wspólnoty i poświęcenie wychowawców, którzy każdego dnia wkładali swój czas i serce w wychowanie dzieci w wierze. Ten dar zapadł w nim głęboko i, jak się później okazało, zaczął w nim kiełkować na całe życie.

Poznań, Parafia Łacina i odczarowanie Kazachstanu

W wieku osiemnastu lat, zaraz po maturze, Władek postanowił wyjechać na studia do Polski. Trafił do Poznania i zaczął przychodzić do duszpasterstwa akademickiego Winiary. To tam po raz pierwszy naprawdę poznawał Polaków, uczył się języka polskiego i uczył się relacji, których w Kazachstanie, mimo polskich korzeni, nie miał okazji budować.

Pomoc dla Władka - misjonarza w Argentynie

Kiedy Władek przyjechał do Polski, był zupełnie sam. Nie znał tu nikogo i nie znał jeszcze dobrze języka polskiego. Dwa lata później na jego urodziny przychodziła już setka ludzi. Zdobył mnóstwo przyjaciół, jest osobą, którą naprawdę się kocha, i to poczucie, że jest kochany i ma za sobą wspólnotę, dało mu odwagę, żeby później samemu ofiarować siebie innym.

Kiedy w 2022 roku powstawała nasza parafia, Władek był przy tym od samego początku. Był jednym z tych, którzy razem z nami tworzyli Łacinę od pierwszych spotkań, jeszcze zanim stała się tym, czym jest dzisiaj. Współtworzył wspólnotę, budował relacje, angażował się tak, jakby to miejsce było jego własnym domem, którym zresztą się stało.

Pomoc dla Władka - misjonarza w Argentynie

Sam też dawał świadectwo. Opowiadał nam o Kazachstanie, o tym, jak żyją tam Polacy, jak wygląda tam wiara, która musi przetrwać bez wsparcia większości. Dla wielu z nas odczarował to miejsce, które wcześniej istniało tylko jako punkt na mapie albo skojarzenie ze stepem i zsyłkami. Dzięki niemu Kazachstan stał się krajem konkretnych ludzi.

Pytanie o sens i decyzja o misji

Po studiach Władek poszedł do normalnej pracy. Miał wszystko, co powinno dawać poczucie stabilizacji: zawód, etat, życie w Polsce, bliżej rodzinnych korzeni niż kiedykolwiek wcześniej. Ale w pewnym momencie zaczął zadawać sobie pytanie, jaki sens ma jego życie i dlaczego pracuje właśnie tak, a nie inaczej. To pytanie nie dawało mu spokoju.

Pomoc dla Władka - misjonarza w Argentynie

Zanim to się stało, Władek był z nami na wielu wyjazdach duszpasterstwa akademickiego, także w Afryce i we Włoszech, gdzie odwiedzaliśmy różne wspólnoty i kościoły. Te podróże otwierały mu oczy na to, jak wygląda Kościół poza Polską i poza Kazachstanem. Ale prawdziwym punktem zwrotnym była wizyta rodziny z Chile w naszej parafii na Łacinie, tej samej rodziny, która założyła Misericordia. To spotkanie z ich świadectwem i z ich sposobem przeżywania wiary otworzyło Władkowi oczy na nowo.

Pogłębiła się w nim relacja z Jezusem, i to właśnie ta relacja, a nie sam entuzjazm chwili, dała mu w końcu siłę, żeby ofiarować samego siebie innym. Czuł, że musi wyjechać na misję, i tym razem nie jako uczestnik wyjazdu duszpasterstwa, tylko na dłużej, żeby oddać komuś siebie samego. Skoro sam kiedyś w Kazachstanie otrzymał od swoich wychowawców odwagę, żeby opuścić swój kraj, uczyć się nowego życia i nowego języka, teraz sam chciał komuś tę odwagę oddać. Jako miejsce misji rozważał najpierw Afrykę, ostatecznie wybrał Amerykę Południową.

Pomoc dla Władka - misjonarza w Argentynie

Nie pożegnanie, tylko wysłanie

Nie myślimy o wyjeździe Władka z Łaciny jako o pożegnaniu. Wręcz przeciwnie, uważamy, że tak wiele od nas i od Boga otrzymał, że dorósł do tego, żeby być jednym z nas wysłanym w misję. Celem każdego chrześcijanina jest głosić Ewangelię, a nie można w nieskończoność tylko być w parafii i czerpać. Musi przyjść taki moment, w którym trzeba dać siebie innym. Władek do tego momentu doszedł, a my traktujemy jego wyjazd jako owoc tego, co razem budowaliśmy przez lata, nie jako stratę.

Rodzina Władka w Kazachstanie bardzo go wspiera. Rodzice towarzyszą mu na odległość, cieszą się z tego, co robi, i modlą się za niego codziennie w swoim kościele. Także jego parafia w Kazachstanie mu kibicuje. My na Łacinie robimy to samo: modlimy się o siły dla niego i czujemy się z nim związani, mimo że dzieli nas kawał świata.

Buenos Aires. Misja Misericordia, nie wolontariat, tylko służba

Od ośmiu miesięcy Władek mieszka w Buenos Aires, w Villa la Rana, jednej z najbiedniejszych dzielnic miasta. Tak jak kiedyś współtworzył naszą parafię na Łacinie od pierwszych spotkań, tak teraz od podstaw buduje wspólnotę wśród najuboższych mieszkańców tej dzielnicy. Służy tam w ramach Misericordia, międzynarodowej wspólnoty misyjnej, która od lat obecna jest na peryferiach wielkich miast, między innymi w Chile, we Francji, w Stanach Zjednoczonych i właśnie w Argentynie. Misericordia stawia sobie za cel to, co papież Franciszek nazwał kiedyś rewolucją czułości: bycie blisko najuboższych na co dzień, przez lata, a nie przez jednorazową akcję.

Kiedy Władek nauczył się już żyć wśród ludzi, którym służy, zaczął organizować tam coś na wzór naszej wtorkowej kawy z Łaciny: kawę z Władkiem. Zaprasza najuboższe rodziny z dziećmi i starszych mieszkańców dzielnicy, żeby spędzić z nim czas, porozmawiać, po prostu być razem i przy okazji porozmawiać o Panu Bogu.

Jego dzień to konkretne, proste rzeczy: bawi się z dziećmi, gra z nimi w piłkę, spotyka się ze starszymi i gotuje dla nich posiłki. To codzienne, zwyczajne odkrywanie Boga w drobnych gestach. Bardzo dużo czasu Władek spędza też na modlitwie i adoracji, bo jak sam mówi, tylko silna relacja z Jezusem pozwala mu naprawdę służyć innym.

Dla Władka to nie jest wolontariat. To służba Jezusowi obecnemu w ubogich, w ostatnich, w tych, którzy najbardziej potrzebują pomocy. Przez tych osiem miesięcy nauczył się hiszpańskiego i angielskiego. Pracuje ramię w ramię z ludźmi z Francji, którzy służą w tej samej misji i razem z nim pomagają najuboższym mieszkańcom dzielnicy.

Pomoc dla Władka - misjonarza w Argentynie

Na co dokładnie idzie wsparcie

Fundacja Misericordia, w której służy Władek, zapewnia mu jedzenie, nocleg i kieszonkowe, dzięki czemu w ogóle może tam być i służyć. To Wasze wsparcie chcemy skierować gdzie indziej: do najuboższych dzieci i rodzin, którym Władek służy na co dzień. Chcemy, żeby Wasze pieniądze pozwoliły kupić dzieciom piłkę, upiększyć miejsce, w którym żyją, i dać Władkowi coś, co on sam będzie mógł im ofiarować.

Chcemy, żeby Władek poczuł nasze wsparcie nie tylko jako pomoc z zewnątrz, ale jako konkretny znak, że jest jednym z nas. Nie każdy z nas ma dziś siłę, żeby pojechać i służyć tak jak on. Ale możemy ofiarować mu naszą pracę i nasze pieniądze, wierząc, że wyda je tam najlepiej, jak potrafi.

Dlaczego prosimy o wsparcie właśnie teraz

Nie prosimy Was o pomoc pod wpływem pierwszego impulsu Władka, żeby wyjechać. Prosimy o nią po ośmiu miesiącach, w których Władek udowodnił, że to nie chwilowy zryw, tylko droga obrana na poważnie, i po tym, jak sam zdecydował, że zostaje tam jeszcze półroku dłużej. Sumiennie pracuje, wytrwał, uczy się języków, buduje relacje z ludźmi, którym służy. Teraz, kiedy widzimy, że to jest jego prawdziwe powołanie, chcemy stanąć za nim jako wspólnota i pomóc mu trwać w tej służbie do końca misji.

Władek wybrał życie, które nie jest łatwe. Wybrał służbę Chrystusowi zamiast kariery, ubóstwo zamiast wygody, dzielnicę biedy w Buenos Aires zamiast bezpiecznej pracy w Polsce, bliżej rodziny i przyjaciół. Zrobił to, mając dwadzieścia pięć lat, w wieku, w którym większość z nas dopiero układa sobie życie zawodowe.

Jeśli chcecie wesprzeć jego misję, każda złotówka pomoże mu trwać przy tych, którym służy każdego dnia.

Możecie też na bieżąco śledzić Władka na Instagramie: @wladyslaw.ilinski. (opens a new tab) Wrzuca tam relacje z codziennej służby w Buenos Aires.

Select a tag
Sort by
  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    PLN 50

    Share

    Dziękujemy za tę służbę

  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    PLN 100

    Share

  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    PLN 100

    Share

    Całym sercem za Tobą, Władek :)

  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    PLN X

    Share

  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    PLN 1,500

    Share

  • gm
    gm
    PLN 50

    Share