
Przeszliśmy przez piekło, jakiego nie życzę nikomu❗️Dziś błagam o pomoc dla mojego synka❗️
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Recurring donation
Your Recurring Donations may appear here.
Donate every monthFundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Fundraiser description
To miał być najszczęśliwszy czas w moim życiu! Długo zastanawiałam się, jak będą wyglądały pierwsze, wspólne dni z synkiem. Nie mogłam się doczekać, aż w końcu wezmę go w ramiona. Jednak rzeczywistość okazała się przerażająca... To był po prostu najgorszy z koszmarów! Moje dziecko walczyło o życie, a ja tak bardzo bałam się, że je stracę!
W trakcie ciąży pojawiły się u mnie poważne problemy zdrowotne. Już wtedy czułam w sobie niepokój. Chodziłam od lekarza do lekarza, nieustannie szukając pomocy. W końcu nie tylko o mnie tutaj chodziło, ale też o maleństwo, które nosiłam pod sercem! Najtrudniejsze chwile były jednak jeszcze przede mną...
Do porodu doszło o wiele za wcześnie, bo już w 35. tygodniu, pojawiły się też liczne komplikacje. Niewydolność oddechowa, niewydolność krążenia, wrodzone zapalenie płuc, hiperglikemia, nadciśnienie płucne, krwotoki dokomorowe 1. i 2. stopnia – to tylko część z całej listy diagnoz! Stan mojego dziecka był krytyczny!

Nie jestem w stanie wyrazić słowami tego, co przeżyłam. Sama potrzebowałam specjalistycznej pomocy i dwa tygodnie spędziłam na oddziale. Dwa tygodnie byłam rozdzielona z moim maleństwem! Natan w tym czasie leżał w inkubatorze podpięty do aparatury. Lekarze nie dawali mi nawet odrobiny nadziei.
Gdy sama otrzymałam wypis ze szpitala, jeździłam do synka tak często, jak tylko mogłam. Czuwałam przy nim, przepłakałam godziny, czekałam na jakąkolwiek dobrą wiadomość. To było straszne, nikomu nie życzę tego, co przeszłam. Jednak w Natanie była wielka wola walki, a jego stan powoli się stabilizował.

Na początku czerwca po raz pierwszy mogłam go wziąć w ramiona. To był moment, którego nigdy nie zapomnę. Nadal mam w oczach łzy, gdy sobie to wszystko przypominam. Byłam taka szczęśliwa, ale miałam też świadomość, że to dopiero początek naszej drogi. Kilka dni później mogłam zabrać synka do domu.
Lekarze nie potrafią na ten moment powiedzieć, jakie konsekwencje będzie niósł za sobą tak trudny start. Natan już dzisiaj ma poważne problemy z lewą stroną ciała, nie jest w stanie nawet na niej leżeć. Wiem, że bardzo cierpi... Musimy jak najszybciej rozpocząć rehabilitację, czekają nas też dodatkowe badania i konsultacje.

Cały czas jestem przy moim synku. Opiekuję się nim, patrzę, czy wszystko w porządku, czy czegoś potrzebuje. Martwię się jednak o to, co przyniesie kolejny dzień. Już teraz potrzebujemy opieki wielu specjalistów w tym rehabilitanta, kardiologa, neurologopedy, logopedy, a to dopiero początek! Kolejki w ramach NFZ są bardzo długie, a koszty prywatnych wizyt ogromne. Sama nie dam sobie rady...
Przychodzę więc do Was jako matka, która chce z całych sił walczyć o zdrowie dziecka. Natan jest jeszcze malutki, a już tak wiele wycierpiał... Dlatego nie proszę, ale błagam, pomóżcie nam! Będę wdzięczna za każdą, nawet najmniejszą pomoc!
Agnieszka, mama