
O diagnozie córeczki dowiedziałam się 2 miesiące po porodzie młodszego synka... Pomóż Olgusi wygrać z białaczką❗️
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Recurring donation
Your Recurring Donations may appear here.
Donate every monthFundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Fundraiser description
Gdy pomyślę o tym, jak życie naszej rodziny wyglądało jeszcze rok temu, łzy same napływają do oczu. Byliśmy tacy szczęśliwi! Ja, Norbert, nasza córeczka, Olgusia i Tymuś, który dopiero przyszedł na świat. Nie wiedziałam wtedy, że to nasze ostatnie beztroskie chwile. Dziś Olgusia walczy z ostrą białaczką limfoblastyczną, a jej tata walczy o zdrowie w ośrodku rehabilitacyjnym. W tym wszystkim ja z rocznym synkiem na rękach ostatkiem sił staram się uratować ich oboje…
Nasz koszmar zaczął się pod koniec września. To właśnie wtedy na ciele Olgusi pojawiły się czerwone wybroczyny. Początkowo lekarze podejrzewali bostonkę, bo panowała wówczas w przedszkolach, jednak gdy to tego wszystkiego doszły siniaki i krwawienia z nosa, stało się jasne, że dzieje się coś bardzo złego. Pojechaliśmy z córeczką na pobranie krwi, by wykonać niezbędne badania. Zanim jednak otrzymaliśmy wyniki, Olgusia nagle przestała chodzić! Nie była w stanie stanąć na nogi… mogła jedynie płakać.
Natychmiast trafiliśmy na SOR, skąd Olgusia w trybie pilnym została przewieziona na onkologię dziecięcą. U córeczki zdiagnozowano ostrą białaczkę limfoblastyczną. Nie mogłam w to uwierzyć, nie chciałam w to uwierzyć! Przecież Olgusia to maleńka, niewinna i bezbronna dziewczynka. Nie może umrzeć!

Gdy wyjeżdżałam z córeczką na SOR, myślałam, że zostawiam 2-miesięcznego synka z tatą jedynie na chwilę. Stało się jednak zupełnie inaczej. Do domu wróciłyśmy dopiero po 9 miesiącach. 9 długich miesiącach walki, chemii i niepewności. Olgusia przez cały ten czas była bardzo dzielna. Dobrze zniosła chemioterapię, choć z jej delikatnej główki wypadły wszystkie włoski. Przez cały ten czas moje serce pękało na pół, bo nie mogłam być z moim maleńkim synkiem, który przecież tak bardzo mnie potrzebował!
14 maja dotknęła nas kolejna tragedia. Mój mąż wskutek problemów ze zdrowiem, nagle stracił możliwość poruszania się i mówienia. Trafił do ośrodka rehabilitacyjnego, w którym do dziś walczy o odzyskanie sprawności. Od tego momentu musiałam walczyć nie tylko o Olgusię, ale także o Norberta, a jednocześnie być obecną mamą dla Tymusia.
Olgusia na szczęście została już wypisana do domu, jednak to nie koniec jej leczenia. Przez najbliższe 1,5 roku będzie musiała przyjmować chemię podtrzymującą i co 3 tygodnie jeździć na kontrolę jej stanu zdrowia.
Ciężar, który noszę na barkach jest niemożliwy do utrzymania na barkach samodzielnie. Koszty leczenia i rehabilitacji Olgusi są zawrotne, dlatego proszę Cię o pomoc. Twój gest dobrego serca może pomóc nam zapalić światełko w ciemności i dać szansę na odzyskanie dawnego życia.
Mama Olgusi, Kinga
