

Oliwia odczuwa ból od kilkunastu lat! Pojawiła się szansa na ratunek!
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Donate via text
Pledge 1.5% of tax to me
Pledge 1.5% of tax to me
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Fundraiser description
W każdej sekundzie niewyobrażalny ból przeszywa moje ciało. Cierpię każdego dnia i nic ani nikt nie jest w stanie mi teraz pomóc. Moje życie to męka. Nie mam już siły. Jesteście moją ostatnią nadzieją!
Od przeszło dziesięciu lat zmagam się z konsekwencjami samochodowego wypadku, który zmienił moje życie w koszmar. Mój stan był tragiczny. Lekarze cudem mnie uratowali. Zdrowie pogorszyło się w 2021 roku. Na zewnątrz jednak nie widać, jak bardzo cierpię.
To właśnie wtedy doszło do powstania szczeliny i przetoki w okolicach dolnego odcinka pokarmowego. To podstawowy organ, o którym zdrowi ludzie zwykle nie myślą. Dopiero kiedy dotyka go choroba, okazuje się, jak bardzo jest ważny. Każdego dnia ból się nasilał.
Lekarze mieli problem z ustaleniem jednoznacznej diagnozy, więc problem ciągnął się latami. Czas, który mogłam przeznaczyć na leczenie, uciekał mi przez palce. Było coraz gorzej. Kiedy pojawiły się krwawienia, specjaliści podjęli decyzję o skomplikowanej operacji.
Ta nie rozwiązała problemu. Rana nie chciała się goić. Zabieg powtarzano jeszcze dwa razy, z tym samym skutkiem. Każda operacja wiązała się z jeszcze większym bólem. Cierpienie było nie do wytrzymania. Płakałam na szpitalnym łóżku, licząc na koniec mojej męki. Byłam na skraju rozpaczy. Sytuacja się nie poprawiała…
Od tego czasu nic się nie zmieniło. Jestem co prawda w domu, ale ból nie daje mi szans na normalne funkcjonowanie. Całe dnie spędzam w łóżku, coraz bardziej zamykając się w sobie. We wszystkim pomagają mi rodzice. Gdyby nie oni, nie wiem, jak by się to skończyło…
Odczuwam ból w każdej sekundzie. Moja twarz jest spuchnięta od ciągłego płaczu i blada od cierpienia. Codziennie doświadczam stanów lękowych, podczas których z trudem łapię oddech. Stresuję się kolejnym krwawieniem i ryzykiem operacji. Czuję się jak w pułapce. Porzuciłam wszystkie moje plany i marzenia. Życie zdominowało cierpienie. Powoli nie daję rady.
Moją ostatnią nadzieją jest leczenie w specjalistycznej, prywatnej klinice, w której zajmują się tak trudnymi przypadkami. Trzeba podejść do problemu inaczej niż dotychczas. Koszty z tym związane przewyższają jednak najśmielsze wyobrażenia. Innego ratunku nie ma. Próbowałam już wszystkiego…
Chcę wierzyć, że będę kiedyś zdrowa. Pasmo nieustannego cierpienia, które towarzyszy mi tyle lat, musi wreszcie się skończyć. Nie chcę być ciężarem. Marzę o sprawności i życiu bez bólu. Proszę wszystkie osoby o wielkim sercu o każdą, nawet najdrobniejszą wpłatę. Uwolnijcie mnie ze szponów tej tragicznej sytuacji, błagam!
Oliwia