OSTATNIA SZANSA DLA MARECZKA .Jeśli nie możesz wpłacić udostępnij.

The money box was created on the initiative of the Organizer who is responsible for its content.

Opis zbiórki
W 2017 roku usłyszeliśmy, że nigdy nie będziemy mieć dzieci. Pojawienie się Marka było spełnieniem największego marzenia. Wspólne 2 lata to najcudowniejszy okres mojego życia. Szczęście naszej rodziny runęło jak domek z kart 6 maja tego roku. Na ciele mojego synka znikąd pojawiły się dziwne czerwone plamy i siniaki. Stan pogarszał się z godziny na godzinę...
Całą noc spędziliśmy w szpitalu. Tuż po przyjęciu zabrali Marka, a ja zostałam sama. Lekarze nie pozwolili mi być przy nim, trzymać go za rączkę. Przez cienką ścianę słyszałam jego histeryczny płacz, który łamał serce na tysiące kawałków. Gdybym mogła, wyważyłabym drzwi... Teraz pamiętam tylko, że siedziałam całą noc pod drzwiami i płakałam. Nie miałam pojęcia co mu tam robią, co się z nim dzieje… Bezsilność i bezradność to najgorsze czego może doświadczyć rodzic. To był koszmar, prawdziwy koszmar, z którego nie można się obudzić i który nie chce się skończyć...
Kolejne wyniki badań potwierdziły największe obawy. Mój dwuletni synek choruje na ostrą białaczkę limfoblastyczną. Terapia trwa już od czterech miesięcy, ale nie przynosi żadnych efektów. Moje dziecko niknie w oczach! Marek jest coraz chudszy, policzki są zapadnięte, ciągle wymiotuje. Jego skóra jest szara i wysuszona a z głowy powypadały wszystkie włosy. On umiera na moich oczach!
Lekarze nie dają nam szans między innymi przez brak specjalistycznego sprzętu. Nie mogę się z tym pogodzić! Nie mogę pozwolić mu odejść! Tak na niego czekałam, jest moim wymodlonym cudem. Wcześniej lekarze też nie dawali mi szans na to, że zostanę mamą. Robiłam wszystko, by się udało. Teraz też zrobię wszystko, by uratować moje dziecko!
Szansę na skuteczną walkę z chorobą daje specjalistyczna klinika w Turcji. Tam leczone są przypadki, którym nikt inny nie daje szans. Jest jedna, ogromna przeszkoda: nie stać nas na prywatne leczenie. Potrzebujemy prawie 300 tysięcy, by ratować życie. Dopiero kiedy pasek zbiórki zapełni się w całości zostaniemy przyjęci do szpitala.
W tej walce liczy się każdy dzień! Błagam, błagam z całych sił, pomóżcie nam!
Organizm Marka jest wycieńczony. Gdy go przytulam, boję się, że zrobię mu krzywdę jednym dotykiem. Za oknem upał, a skóra mojego synka jest zimna jak lód. Nie wiemy ile mamy czasu, czuję, że niewiele. W nocy, gdy Marek śpi, proszę go by wytrzymał, by się nie poddawał. Całuję jego łysą główkę, pokłute ręce i siniaki od pękniętych żył i pozwalam sobie na to, by łzy płynęły strumieniem.
Trzymam za rękę moje dziecko i obiecuję, że to nie koniec. Błagam, pomóż nam obudzić się z koszmaru choroby, nim koszmar na zawsze stanie się rzeczywistością!
Maryna, mama Marka.

All funds accumulated in the money box were transferred
directly to the Beneficiary's account:
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax

Opis zbiórki
W 2017 roku usłyszeliśmy, że nigdy nie będziemy mieć dzieci. Pojawienie się Marka było spełnieniem największego marzenia. Wspólne 2 lata to najcudowniejszy okres mojego życia. Szczęście naszej rodziny runęło jak domek z kart 6 maja tego roku. Na ciele mojego synka znikąd pojawiły się dziwne czerwone plamy i siniaki. Stan pogarszał się z godziny na godzinę...
Całą noc spędziliśmy w szpitalu. Tuż po przyjęciu zabrali Marka, a ja zostałam sama. Lekarze nie pozwolili mi być przy nim, trzymać go za rączkę. Przez cienką ścianę słyszałam jego histeryczny płacz, który łamał serce na tysiące kawałków. Gdybym mogła, wyważyłabym drzwi... Teraz pamiętam tylko, że siedziałam całą noc pod drzwiami i płakałam. Nie miałam pojęcia co mu tam robią, co się z nim dzieje… Bezsilność i bezradność to najgorsze czego może doświadczyć rodzic. To był koszmar, prawdziwy koszmar, z którego nie można się obudzić i który nie chce się skończyć...
Kolejne wyniki badań potwierdziły największe obawy. Mój dwuletni synek choruje na ostrą białaczkę limfoblastyczną. Terapia trwa już od czterech miesięcy, ale nie przynosi żadnych efektów. Moje dziecko niknie w oczach! Marek jest coraz chudszy, policzki są zapadnięte, ciągle wymiotuje. Jego skóra jest szara i wysuszona a z głowy powypadały wszystkie włosy. On umiera na moich oczach!
Lekarze nie dają nam szans między innymi przez brak specjalistycznego sprzętu. Nie mogę się z tym pogodzić! Nie mogę pozwolić mu odejść! Tak na niego czekałam, jest moim wymodlonym cudem. Wcześniej lekarze też nie dawali mi szans na to, że zostanę mamą. Robiłam wszystko, by się udało. Teraz też zrobię wszystko, by uratować moje dziecko!
Szansę na skuteczną walkę z chorobą daje specjalistyczna klinika w Turcji. Tam leczone są przypadki, którym nikt inny nie daje szans. Jest jedna, ogromna przeszkoda: nie stać nas na prywatne leczenie. Potrzebujemy prawie 300 tysięcy, by ratować życie. Dopiero kiedy pasek zbiórki zapełni się w całości zostaniemy przyjęci do szpitala.
W tej walce liczy się każdy dzień! Błagam, błagam z całych sił, pomóżcie nam!
Organizm Marka jest wycieńczony. Gdy go przytulam, boję się, że zrobię mu krzywdę jednym dotykiem. Za oknem upał, a skóra mojego synka jest zimna jak lód. Nie wiemy ile mamy czasu, czuję, że niewiele. W nocy, gdy Marek śpi, proszę go by wytrzymał, by się nie poddawał. Całuję jego łysą główkę, pokłute ręce i siniaki od pękniętych żył i pozwalam sobie na to, by łzy płynęły strumieniem.
Trzymam za rękę moje dziecko i obiecuję, że to nie koniec. Błagam, pomóż nam obudzić się z koszmaru choroby, nim koszmar na zawsze stanie się rzeczywistością!
Maryna, mama Marka.
