
Walczę z rzadkim i agresywnym rakiem❗️ Pomóż mi go zatrzymać!
Fundraiser goal: Leczenie, rehabilitacja, badania
Donate via text
Pledge 1.5% of tax to me
Pledge 1.5% of tax to me
Fundraiser goal: Leczenie, rehabilitacja, badania
Fundraiser description
Za każdym razem, gdy wchodzę do gabinetu lekarskiego, nie wiem, co mnie czeka. Idę jak po wyrok. W myślach błagam tylko o negatywny wynik. Boję się. Nie chcę znów przez to przechodzić. Bo może tym razem nie będę miała tyle szczęścia.
Robiłam kontrolne badanie USG. Wcześniej borykałam się z tłuszczakiem. Chciałam się upewnić, że wszystko jest w porządku. W pewnym momencie moja lekarka zastygła. Nie potrafiłam zinterpretować jej wyrazu twarzy. I wtedy usłyszałam słowa: „Pani Patrycjo, ma pani guza na nerce”.
Nikt nie chce usłyszeć takich słów. Poczułam dreszcz na plecach. Przed badaniem byłam nastawiona pozytywnie. To miała być tylko rutynowa kontrola! Mój świat w tamtym momencie się walił.

Badanie histopatologiczne wykazało, że jest to bardzo rzadki i agresywny nowotwór – rak kory nadnerczy. Wykonano mi również szereg badań, by upewnić się, że nie ma przerzutów.
To był przerażający moment, gdy musiałam powiedzieć mojemu mężowi i synom, że jestem chora. Młodszy miał tylko czternaście lat. Jak miałam mu powiedzieć, że choruję na raka? Że postać mojego nowotworu jest tak rzadka, że nie do końca wiadomo, jak można z nią walczyć? Że być może zabraknie mnie w jego życiu?
„Mamo, będzie dobrze. Wytną ci to i, zobaczysz, wszystko będzie w porządku” – te słowa podtrzymywały mnie na duchu. Wiedziałam, że nie mogę się załamywać, bo mam dla kogo żyć.
Rozważano podanie mi chemii w tabletkach, ale na szczęście udało się tego uniknąć. To bardzo silna chemia, która mogłaby całkowicie spustoszyć mój organizm. Nowotwór otoczony był torbielą i nie zaatakował jeszcze innych organów. Zdecydowano się go wyciąć.
Przez dwa tygodnie po zabiegu nie mogłam wstać z łóżka. Potrzebowałam wsparcia męża we wszystkich czynnościach. Miałam wrażenie, jakby moje narządy odrywały się od swoich miejsc. Nadal borykam się z bólem kości i stawów. Tracę włosy, puchnę.

Choć usunięcie guza się powiodło, nie jestem całkowicie wolna. Wciąż istnieje ryzyko przerzutów i wznowy. Pozostaję pod stałą opieką poradni endokrynologicznej, onkologicznej i genetyki chorób rzadkich. Zdarza się, że mam kilka wizyt w miesiącu: TK, badania hormonalne krwi, badania genetyczne krwi i konsultacje ze specjalistami. Za każdym razem boję się wyników. Nie wyobrażam sobie znów powiedzieć mężowi i synom, że jestem chora.
Dowiedziałam się o innowacyjnym badaniu – tzw. płynnej biopsji. Pozwala ona monitorować ilość komórek nowotworowych we krwi i odpowiednio wcześnie wykrywać wznowę. To moja szansa, by utrzymać chorobę w ryzach. Niestety jedno badanie jest niezwykle kosztowne, a należy je powtarzać co kilka miesięcy.
Rak kory nadnerczy daje najczęściej przerzuty na kości, wątrobę i płuca. To badanie może mnie uchronić przed przerzutami i uratować mi życie. Bardzo proszę o wsparcie. Liczy się każda złotówka!
Patrycja