
„Boję się, że ona umrze!” 🚨 Rak żołądka zaatakował Paulinę! Ratuj życie ukochanej córki i mamy 2 małych dzieci❗️
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja, tłumaczenie dokumentów, konsultacja zagraniczne
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Recurring donation
Your Recurring Donations may appear here.
Donate every monthFundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja, tłumaczenie dokumentów, konsultacja zagraniczne
Fundraiser description
Boję się, tak bardzo się boję… Muszę jak najszybciej działać, pomóc mojej córce, bo inaczej ona umrze. Modlę się tylko o to, by dożyła momentu, w którym będzie można przewieźć ją do kliniki, która jest naszą ostatnią nadzieją.
W listopadzie 2025 r. Paulina usłyszała diagnozę, która zabrzmiała jak wyrok: rak gruczołowy żołądka. Moja córka już wcześniej nie mogła jeść, miała mdłości, szybko traciła na wadze. Nie sądziłyśmy jednak, że powodem może być nowotwór!
Od tego momentu wszystko potoczyło się w zastraszającym tempie. Paulina rozpoczęła chemioterapię, a już w styczniu 2026 r. lekarze podjęli decyzję o usunięciu całego żołądka. Jego funkcję miały przejąć jelita. Niestety, tak się nie stało i teraz moja córka żyje z dziurą w brzuchu!
Jest karmiona dojelitowo. Jeśli tylko próbuje coś przełknąć, pojawiają się torsje. Chemia zupełnie wycieńczyła jej organizm. Gdy myślę o tym, jak słaba jest, w moich oczach stają łzy. Żaden rodzic nie chce oglądać swojego dziecka w takim stanie.
A najgorsze ze wszystkiego jest to, że moja córka ma dwoje małych dzieci. Aleksander ma 12 lat, Alicja zaledwie 5. Oboje są przy mamie, ale nie rozumieją, co się dzieje. Nie rozumieją, dlaczego mama krzyczy i płacze z bólu, dlaczego nie ma siły się z nimi bawić ani wyjść na spacer. Jako babcia staram się otoczyć ich opieką na tyle, na ile mogę. Sytuacja jest dramatyczna.
Niedawno pojawiła się iskierka nadziei, a ja chwyciłam się jej z całą mocą. W Zurychu jest klinika specjalizująca się w nowotworze, który dotknął moją córkę. Jest duża szansa, że tamtejsi lekarze podejmą się ponownej operacji i wycięcia przerzutów. Jest nadzieja na to, że Paulinę uda się ocalić.
Czekam na ostateczną odpowiedź, ale już teraz wiem, że koszty będą liczone w tysiącach złotych. Dlatego dziś staję przed Wami z całego serca błagam o pomoc. Nie chcę tracić córki i nie chcę, by moje wnuki straciły mamę. Proszę, pomóżcie…
Ewa, mama Pauliny