
Usłyszeć głos taty... Walczymy o Piotra by wyrwać go z okowów udaru!
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja, turnus rehabilitacyjny
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Recurring donation
Your Recurring Donations may appear here.
Donate every monthFundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja, turnus rehabilitacyjny
Fundraiser description
Czy jeszcze kiedyś usłyszę od męża, jak bardzo mnie kocha? Czy będzie mógł on powiedzieć naszym synom, jak jest z nich dumny? O to i wiele innych drobnych, ale tak ważnych dla nas chwil walczymy każdego dnia. Najważniejsze jest jednak to, by Piotr odzyskał zdrowie i sprawność, a my będziemy mogli zapomnieć tym koszmarze!
Do stycznia 2024 roku wszystko wyglądało inaczej. Piotr był zdrowym, pełnym energii mężczyzną, a my wiedliśmy razem spokojne i szczęśliwe życie. Mamy razem czterech wspaniałych synów, a każdy z nich jest bardzo zżyty ze swoim tatą. Praca, którą traktował jak służbę, również dawała mu wiele satysfakcji. Mąż był strażakiem, który wielokrotnie ratował innych!
Niestety nagle wszystko się zmieniło. Ten straszny dzień pamiętam doskonale, jakby to było wczoraj... Świat się dla mnie na chwilę zatrzymał, a zaraz potem po prostu zawalił... Piotr wstał rano i zaczął szykować się do wyjścia. Niedługo później zawołał mnie i powiedział, że bardzo boli go głowa. Potem wszystko działo się już tak szybko...

Mąż zaczął tracić czucie w prawej stronie ciała. Wiedziałam, że muszę działać i natychmiast wezwałam pogotowie. Aż boję się pomyśleć, co by się stało, gdybym w tamtym momencie nie była z nim w domu! Gdy przyjechała karetka, a Piotr otrzymał leki, myślałam, że najgorsze już za nami. Ratownicy zdecydowali się jednak zabrać męża do szpitala na dodatkowe badania.
Jeszcze tego samego dnia rozmawialiśmy przez telefon, a Piotr mówił, że boli go głowa. Nie przypuszczałam, że będzie to nasza ostatnia, zwyczajna rozmowa... Od lekarza dowiedziałam się, że mąż doznał UDARU, a jego stan jest krytyczny! Nie mogłam uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę. Nasi synowie potrzebowali obojga rodziców, tymczasem ich ojciec walczył o życie!
Z drżącym sercem czekałam na jakąkolwiek poprawę, odrobinę nadziei. Modliłam się, by wszystko było dobrze. Ta niepewność była tak przytłaczająca... Jednak determinacja, jaką mąż wykazywał na co dzień w pracy, objawiła się też w tej najtrudniejszej walce – Piotr wygrał, a jego stan stopniowo się stabilizował!

Początkowo lekarze nie dawali mu szans – mówili, że mąż do końca życia będzie przykuty do łóżka. Na szczęście się mylili! Piotr od samego początku robi wszystko, by odzyskać sprawność. Z Waszą pomocą rozpoczął rehabilitację, mógł też wziąć udział w turnusie. Dzięki temu stopniowo obserwujemy kolejne postępy.
Mąż jest coraz bardziej kontaktowy i świadomy. Nastąpiło u niego widoczne wzmocnienie obręczy barkowej i wydłużenie oddechu. Liczymy, że dzięki temu w niedługim czasie będzie możliwe całkowite usunięcie rurki tracheostomijnej, a później także odzyskanie mowy. Co więcej, Piotr przy pomocy osób trzecich i asekuracji przy drabince jest w stanie się pionizować. Choć na razie potrafi utrzymać pozycję stojącą zaledwie przez 3 sekundy, to uznajemy to za wielki sukces!
Jednak przed nami wciąż długa droga. Mąż nadal potrzebuje stałej opieki. Gdy odwożę młodszych synów do szkoły, najstarszy w tym czasie czuwa przy tacie. Dużym wyzwaniem pozostaje nieustanna konieczność odsysania wydzieliny i resztek pokarmu z dróg oddechowych oraz przesadzanie Piotra z łóżka na wózek i z powrotem. Piotr jest bezwładny, dlatego do tego potrzebne są dwie silne osoby.

Nie zamierzam się jednak poddać i zrobię wszystko, by pomóc mojemu mężowi. Nasi synowie również wspierają nas we wszystkim i chcą, by ich tata był znów zdrowy i sprawny. Dlatego każdego dnia sama ćwiczę z mężem. Jednak tak ważne jest też stałe wsparcie wielu specjalistów, kontynuowanie leczenia, terapii neurologopedycznej i dalszej rehabilitacji, w tym podczas turnusu.
Pęka mi serce, gdy widzę, jak mąż cierpi. Niegdyś tak energiczny człowiek, który sam był oparciem dla innych, dziś musi walczyć o nawet najmniejszy postęp. Niestety koszty tych zmagań są ogromne również pod względem finansowym. Dlatego raz jeszcze chciałabym się zwrócić do Was z wielką prośbą o wsparcie. Proszę, zawalczmy razem o przyszłość mojego Piotra!
Ewa, żona