
„Kask roztrzaskał się na kawałki" – wakacyjna wycieczka rowerowa po Słowacji zamieniła się w koszmar❗️Pomóż Piotrkowi wrócić do żony i dwójki dzieci❗️
Fundraiser goal: Pobyt w ośrodku rehabilitacyjnym
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Recurring donation
Your Recurring Donations may appear here.
Donate every monthFundraiser goal: Pobyt w ośrodku rehabilitacyjnym
Fundraiser description
Ten sierpień miał wyglądać inaczej… Nasza 17. rocznica ślubu, wymarzony męski wypad rowerowy Piotra z kolegami, spokojna końcówka wakacji przed powrotem dzieci do szkoły… To, co miało być beztroskim i radosnym czasem, w ułamku sekundy zamieniło się w walkę o życie.
22 sierpnia mój mąż podczas rowerowej wycieczki po Słowacji doznał potwornego wypadku. Zjeżdżał po ścieżce prostą drogą i wjechał na pobocze – jak wiele razy wcześniej. Niestety, nagle w koło wpadł kamień, a Piotrek stracił panowanie nad rowerem. Ostro zahamował i przeleciał nad kierownicą.
Uderzył głową o ziemię. Kask roztrzaskał się na kawałki, a cała siła upadku skumulowała się na szyi i kręgach.
Nie chcę nawet myśleć, co by się stało, gdyby tego dnia Piotr nie założył kasku. Najprawdopodobniej nie miałby najmniejszych szans… To on uratował mu życie. Przyjaciele natychmiast zaczęli udzielać mężowi pomocy. Całe szczęście byli niedaleko straży leśnej, która pomogła zawiadomić pogotowie.
Tę sierpniową sobotę zapamiętam do końca życia. Gdy odebrałam połączenie od przyjaciela Piotrka, poczułam, że grunt się pode mną załamał. Natychmiast wsiadłam w samochód i ruszyłam na Słowację. Całą drogę walczyłam z gonitwą myśli i starałam się odpędzać od siebie te najgorsze. Co się stało? W jakim jest stanie? Czy jeszcze kiedyś przytuli mnie i dzieci? Czy żyje…?
Gdy dojechałam do szpitala była już 21:00, a mąż był w trakcie operacji. Mogłam go zobaczyć dopiero kolejnego dnia… Doszło do urazu rdzenia kręgowego, ostrej niewydolności oddechowej oraz porażenia czterokończynowego. Piotrek przez 3 dni był w stanie śpiączki farmakologicznej, a ja ze łzami płynącymi po twarzy czekałam na jakąkolwiek poprawę.
Niestety, gdy go wybudzono, był unieruchomiony i przez kolejny tydzień przy życiu utrzymywał go respirator. Moment przełomowy nastąpił dopiero, gdy zorganizowaliśmy prywatny transport i przenieśliśmy go do szpitala w Polsce.
Robimy wszystko, by mógł odzyskać zdrowie. Nie doszło do uszkodzeń mózgu, a dziś mąż nie tylko oddycha już samodzielnie, ale także jest przytomny, pozostaje w logicznym kontakcie i mówi! Piotr ma w sobie ogromną wolę walki, zawsze był pełnym życia i aktywnym człowiekiem i teraz pokazuje nam to każdego dnia!
Z trudem zaczął odzyskiwać czucie i władzę w nogach. Jest w stanie nimi już delikatnie poruszać, co jest dla nas ogromnym postępem. Niestety, jego ręce i dłonie wciąż pozostają bezwładne… Nie tylko nie jest w stanie nimi poruszać, ale nie ma w nich także żadnego czucia, nie reagują w żaden sposób na bodźce.
Jedyną szansą na odzyskanie zdrowia i sprawności jest dla Piotra długotrwały pobyt w ośrodku rehabilitacyjnym. Jego koszty są jednak zawrotne i wynoszą około 30 tysięcy złotych miesięcznie, a wedle specjalistów mąż będzie potrzebował przynajmniej roku…
To niewyobrażalne dla nas kwoty. Proszę Was o pomoc. Przysięgałam być z mężem na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie… Dlatego będę o niego walczyć z całych sił! Wierzę, że wspólnie uda się nam postawić Piotrka na nogi – dosłownie i w przenośni. Że dzięki rehabilitacji będzie mógł jeszcze kiedyś podejść i przytulić dwójkę naszych dzieci: 14-letnią Zuzia i 10-letniego Mikołajka. Że jeszcze kiedyś pójdziemy rodzinnie na jedną z naszych ukochanych górskich wycieczek...
Żona Piotra, Kasia