
„Proszę przygotować się na najgorsze, dziecko jest w stanie krytycznym” – bałam się, że Pola nie przeżyje!
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja, sprzęt medyczny
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja, sprzęt medyczny
Fundraiser description
Czy, jako rodzice, snuliście kiedyś marzenia, kim będzie Wasze dziecko, gdy już dorośnie? Ja także. Pola, moja najmłodsza córka, ma pół roku i przed sobą niezliczoną ilość dróg, którymi może podążyć. Jako jej matka, widzę ją jako szczęśliwą, spełnioną i dającą radość innym, kobietę. Może pisarkę, a może sportsmenkę, czy też naukowczynię... Pod koniec 2025 roku los postanowił wystawić nas na próbę! W ciągu kilku godzin moje marzenia o dorosłej Poli skurczyły się do marzeń o tym, by przeżyła.
Zaczęło się od tego, że pewnego dnia nie miała apetytu. Wszyscy rodzice to znają i w takiej sytuacji jeszcze nie zapalają się lampki alarmowe. Nazajutrz nic się nie zmieniło, trafiłyśmy do przychodni, stamtąd do szpitala, aż w końcu do Śląskiego Centrum Chorób Serca. Częstoskurcz! Brak reakcji na jakiekolwiek znane dzisiejszej medycynie leki i słowa lekarza: „Proszę przygotować się na najgorsze, dziecko jest w stanie krytycznym”. Świat runął mi na głowę.
Zebrało się konsylium złożone z kardiologów i kardiochirurgów z tytułami profesorskimi. Lekarze doszli do wniosku, że jedynym ratunkiem dla Poli jest podłączenie do ECMO, czyli płucoserca. I trzeba to zrobić natychmiast. Jak przez mgłę pamiętam, pchających przez korytarz łóżko z Polą sanitariuszy, podpisywanie zgód i znikającą córkę za drzwiami bloku operacyjnego. Tuż przed podłączeniem serce Poli stanęło. Medycy wykonali skuteczną reanimację na otwartym sercu. Wyrwali moją córkę ze szponów śmierci.
Podłączyli ECMO, wszczepili elektrody, po zabiegu trafiła na oddział intensywnej terapii. Leżała tam podłączona do respiratora, intubowana i karmiona pozajelitowo. Podczas zabiegu doszło do niedotlenienia mózgu, na razie nie ma negatywnych skutków, ale powikłania mogą się pojawić po jakimś czasie. Oby nie. Co dalej? Ablacja – to taki małoinwazyjny zabieg, służący do trwałego leczenia arytmii poprzez zniszczenie małego obszaru tkanki serca odpowiadającego za nieprawidłowe impulsy elektryczne.

Jest bardzo skuteczna, acz standardowo robi się ją pacjentom, którzy ważą co najmniej 20 kg. Pola, która waży 5, przetrwała operację, masaż na otwartym sercu i wszystko to, co opisałam, nie przetrwa ablacji, musi czekać. Jako że nieszczęścia chodzą czwórkami, to okazało się, że Pola nie toleruje laktozy – to wyszło podczas wizyt u hematologa. Pola bardzo wolno przybiera na wadze. Byłyśmy u gastroenterologa, zalecił szczepienia na pneumokoki i rotawirusy. Została ostatnia dawka.
Leki, sprzęt medyczny, produkty bez laktozy, częste wizyty u specjalistów… to wszystko spowodowało, że skończyły się moje skromne oszczędności. Sprzedałam wszystko, co mogłam, mam tylko niezbędne rzeczy i sprzęty. Wzięłam niewielki kredyt. Taki, którego raty jestem w stanie spłacać. Pola ma dwie starsze siostry – Nataszę i Maję. Natasza urodziła się z hipoplazją nerki. Pracuje tylko jedna. Sama wychowuje córki, ich tata nie żyje.
Teraz wiem, jak to jest stać na cienkiej czerwonej linii oddzielającej życie od śmierci. Nigdy nie zapomnę pustego, szpitalnego korytarza, światła przy jego końcu i drzwi windy, które otwierały się raz po raz. Wychodzili z niej lekarze, pielęgniarki… mijali mnie bez słowa, a ja czekałam, aż wyjdzie ktoś do mnie i powie mi, czy Pola żyje. Przeżyła. I to jest najważniejsze!
Wiem, takich apeli, zbiórek i tragedii jest ogrom. Jest niezliczona ilość dzieciaków doświadczonych przez los i oczekujących pomocy. Pola jest jedną z wielu i dlaczego mielibyście wybrać akurat moją córkę, skoro nawet nas nie znacie? Nie wiem. Może Wy wiecie. Jeśli tak, to będziemy dłużniczkami. Jeśli dotrwamy do ablacji, to z pewnością będziemy pomagały innym dzieciakom w potrzebie. Tylko tak możemy się odwdzięczyć!
Angelika, mama Poli