
Ja chcę dalej żyć! Bez drogiego leczenia to nie będzie możliwe... POMOCY!
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Recurring donation
Tu może pojawić się Twoja Stała Pomoc.
Donate every monthFundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Fundraiser description
Ból jest straszny… Coraz częściej brakuje mi już sił… Nowotwór znowu powrócił i chce odebrać mi życie! Ostatnią nadzieją jest dla mnie nierefundowana terapia CAR-T, która kosztuje fortunę. 1 700 000 złotych – to cena za moje życie! Proszę, pomóż mi!
Mam na imię Anna i od czterech lat choruję na szpiczaka mnogiego. To złośliwy nowotwór krwi, który prowadzi do niszczenia kości, powodując niewyobrażalny ból… Z powodu choroby pękły mi dwa żebra… Kości są tak słabe, że boję się każdego kroku, zwykłego kichnięcia... Teraz choroba ponownie wróciła, mimo wielu lat leczenia

Wszystko zaczęło się od bólu żeber, przez rok szukałam przyczyny, aż w końcu wykonano u mnie tomografię. Okazało się, że moje dolegliwości są spowodowane przez przerzut nowotworu. Lekarze zaczęli szukać dalej i tak zdiagnozowano u mnie szpiczaka. To był szok, byłam kompletnie załamana. Myślałam, że po dziesiątkach lat ciężkiej pracy, teraz będę mogła skupić się na wnukach, wyjazdach z mężem, na zwykłym, codziennym, spokojnym życiu. Niestety los miał inne plany…
Przez lata przeszłam wiele terapii – leczenie sterydowe (przez które przytyłam 20 kg), chemia, radioterapia. Wszystko na nic, choroba ciągle wraca, a dziś mam przerzuty do kości w całym ciele… Znowu czeka mnie ciężka chemioterapia, boję się, jak ją zniosę... Rozpoczęłam też naświetlania. Niestety wiem, że to leczenie nie ma realnych szans zatrzymać nowotworu.
Na ostatniej konsultacji w Gdańsku dowiedziałam się, że muszę poddać się nowoczesnej terapii CAR-T. Daje ona coraz większe nadzieje chorym na nowotwory. Niestety w przypadku szpiczaka terapia nie jest refundowane w Polsce. A dla mnie naprawdę nie ma już innej drogi...

Pomimo ciągłego bólu i strachu, z którymi się mierzę, ja bardzo chcę żyć! Mam dwójkę wnuków, a trzeci jest w drodze! Marzę o tym, żeby spędzić z nimi jak najwięcej czasu. Całe życie ciężko pracowałam i liczyłam, że na starość będę mogła odpocząć. Marzyliśmy z mężem o podróżach, a od kilku lat jeździmy tylko na leczenie i kontrole do szpitala w Gdańsku…
Zawsze starałam się żyć jak najlepiej, pomagać innym, wspierałam inne zbiórki. Dziękowałam Bogu, że mi podarował zdrowie. Niestety do czasu... Każda złotówka w tej sytuacji ma ogromne znaczenie i bardzo mocno o nią proszę! Jesteście moją jedyną nadzieją w walce z tym okrutnym przeciwnikiem.
Anna Zaborowska-Przesmycka