

Boję się, że gdy mnie zabraknie, mój chory syn sobie nie poradzi... Pomóż!
Fundraiser goal: Dostosowanie mieszkania pod potrzeby osoby niepełnosprawnej, sprzęt medyczny
Donate via text
Pledge 1.5% of tax to me
Pledge 1.5% of tax to me
Fundraiser goal: Dostosowanie mieszkania pod potrzeby osoby niepełnosprawnej, sprzęt medyczny
Fundraiser description
Nazywam się Maria Haliniak. Od piętnastu lat patrzę, jak mój ukochany syn Radosław powoli znika....
Radek ma dziś 52 lata. Kiedyś był silnym, pełnym energii mężczyzną. Pomagał innym, potrafił rozbawić cały dom. A dziś? Od pięciu lat nie opuścił łóżka. Jego ciało już nie walczy. Prawa strona zupełnie odmówiła posłuszeństwa. Mowa staje się coraz bardziej niewyraźna, a kontakt z nim coraz trudniejszy. Choroba zabrała mu wszystko. A mnie powoli brakuje sił, by nie rozpaść się ze smutku.
Radek przez lata walczył z różnymi diagnozami, najpierw stwardnienie rozsiane, potem neuroborelioza po ukąszeniu kleszcza. Niezależnie od nazwy tej potwornej choroby, jedno jest pewne: zniszczyła ona jego sprawność, niezależność i życie. Dziś mój syn nie wstaje z łóżka. Wszystkie potrzeby fizjologiczne załatwia w miejscu, w którym leży dzień i noc. I ja matka, staram się być przy nim tak, jak potrafię. Ale nie jestem już w stanie podnosić go, dźwigać, pielęgnować, kąpać. Moje ciało już nie ma tej siły. Zaczynam się bać, nie tylko o niego, ale też o siebie. Co się z nim stanie, jeśli mnie zabraknie?

Mieszkamy w maleńkim mieszkaniu na drugim piętrze, bez windy. Mieszkanie pamięta czasy sprzed 40 lat, nie było w nim nigdy remontu, nie mówiąc już o jakimkolwiek dostosowaniu do osoby leżącej. Wszystko tutaj krzyczy „niemożliwe”. Jest zbyt ciasno, zbyt wysoko, zbyt niebezpiecznie,. Ale ja wierzę, że można to zmienić. Że są jeszcze ludzie, którzy nie przechodzą obojętnie. Dlatego z całą pokorą, zwracam się do Was z błaganiem o pomoc.
Potrzebujemy 500 000 zł, by przeprowadzić generalny remont mieszkania i przystosować je do potrzeb Radka. Żeby mógł w nim żyć bezpieczniej. Marzymy o podsufitowym systemie transportu, który pozwoliłby mi opiekować się synem bez ryzyka, że oboje zrobimy sobie krzywdę. Potrzebujemy odpowiedniego łóżka, łazienki, sprzętu do rehabilitacji. Potrzebujemy szansy.
Radek nie mówi już tak jak dawniej, ale jego oczy, mówią wszystko. Patrzy na mnie z miłością, ale i z niepokojem. Jakby wiedział, że sił mi ubywa. A ja nie chcę umierać z lękiem.
Proszę, pomóżcie nam. Chcę mieć pewność, że zrobiłam wszystko, by zapewnić mojemu dziecku choćby cień godnego życia. Nawet w tej trudnej rzeczywistości. Z całego serca dziękuję każdemu, kto zechce nas wesprzeć.
Mama Radosława