Razem możemy więcej: Skarbonka dla Piotrusia
The money box was created on the initiative of the Organizer who is responsible for its content.
Hej,
Piotruś jest moim małym 4 letnim sąsiadem. Jego piękny uśmiech i burzę loków widziałam niemal codziennie z okna, na placu zabaw, na huśtawce. Zawsze pogodny, Jego nóżki rwały się, żeby jeszcze biec, coś zobaczyć, w coś się pobawić. Jeszcze ostatniego lata wraz z moją córką rzucali sobie przez płot piłką lub razem huśtali się na huśtawce. Piotruś jak prawdziwy dżentelmen woził ją swoim autkiem, wcześniej otwierając jej drzwi... a potem przyszła jesień.... Piotruś często chorował. Ot takie niby nic - katar, kaszel, czasem antybiotyk, mimo, że rodzice o niego zawsze dbali. A to żeby go nie przewiało, żeby nie było za gorąco. Pewnie to znacie - załóż czapkę, zdejmij czapkę. Rozmawialiśmy nawet przy płocie, jak przystało na sąsiadów, że może za mało vit. D, a może żelazo, że pewnie mu zaraz przejdzie... i tak, znienacka Piotrka zaczęły boleć nóżki. Lekarze zbagatelizowali to, bo przecież bóle wzrostowe to norma u dzieci w tym wieku. Ale ból nie przechodził przez kolejnych kilka dni, Piotruś prosił tatę, żeby chociaż go ponosił, bo chodzenie na nóżkach było dla Niego tak dużym cierpieniem... Rodzice nie poddawali się i szukali dalej przyczyny. Zrobili badania krwi, z których według pierwszego z lekarzy którego odwiedzili, nic nie wynikało. Ale Oni wiedzieli, że coś jest nie tak i jeszcze tego samego dnia umówili się na drugą konsultację z innym lekarzem. I wtedy przyszła pierwsza diagnoza - we krwi stwierdzono obecność blastów, które są charakterystycznym objawem białaczki. Nie było już przyjęć w szpitalu, bo było po godzinie 14:00, więc siedzieli na SOR, żeby wybłagać przyjęcie Piotrka do szpitala.... A potem jak w kalejdoskopie - badania, pobrania krwi, biopsja mózgu, biopsja szpiku kostnego, kroplówka, znieczulenia, leki opiodidowe na uśmierzenie bólu po chemii podawanej dożylnie i dojelitowo... Mimo, że Piotrek mówił w grudniu, że boli go brzuszek, że nie chce już brać tych leków, po nich wymiotuje i źle się czuje, chemia była podawana dalej... aż do 24 grudnia. Gdy wszyscy jedli pierogi lub barszcz z uszkami Piotruś walczył o życie po raz pierwszy. Miał sepsę. Silne leki przyczyniły się do perforacji jelit, a treść kałowa i reszki pokarmowe przedostały się do jamy brzusznej :-( W efekcie operacji chłopiec miał wyłonioną stomię i przez prawie tydzień przebywał w śpiączce... U wszystkich nas światełka w oknach, choinka, prezenty, a oni w świetle szpitalnych jarzeniówek modlili się, żeby ich Synek przeżył. Kolejnym powikłaniem było porażenie nerwów ruchowych - Piotrek przestał chodzić i siedzieć... trochę dużo jak od października, co? Piotrek przeszedł kilka takich operacji :-(
Ale ani Piotruś, ani Jego rodzice się nie poddali, mimo wielu też prywatnych przeciwności (wyobrażacie sobie jak pracować w takiej sytuacji, jak pamiętać o płaceniu rachunków? jak dojechać do szpitala, żeby nie złapać żadnych zarazków - przecież ich synek miał zerową odporność, co podawać do jedzenia, kiedy gotować, jak nawet myśli nie można zebrać...?) Ot takie "przyziemne" problemy też ich dotknęły.
Piotrek wyszedł ze szpitala, a w zasadzie wyjechał na wózku inwalidzkim. Widziałam jaką radość, mimo tego wszystkiego co przeszedł, sprawił mu śnieg.... Tak, my wszyscy już zmęczeni zimą, mrozem, śniegiem, a on w styczniu po raz pierwszy dotknął śniegu. :-(
W lutym "wyszedł" na sanki, a raczej rodzice Go ciągnęli na sankach z oparciem (bo przecież Piotruś nie odzyskał jeszcze pełnej sprawności), żeby też mógł oderwać myśli od szpitala i choroby.
Piotrek jest mega silnym chłopcem i ta pogoda ducha, która w nim jest Go nie opuszcza :-) Widziałam Go w oknie, machaliśmy do siebie. Po bujnej czuprynce nie ma już śladu, ale uśmiech pozostał ten sam. Bo Piotrek to dziecko takie jak wszystkie. Chce zwyczajnie żyć, bawić się, ale żeby to się mogło stać musimy Mu pomóc wrócić do sprawności.
Proszę Cię, dołóż swoją cegiełkę do tego celu.
Ania
All funds accumulated in the money box are transferred
directly to the target fundraiser:
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Hej,
Piotruś jest moim małym 4 letnim sąsiadem. Jego piękny uśmiech i burzę loków widziałam niemal codziennie z okna, na placu zabaw, na huśtawce. Zawsze pogodny, Jego nóżki rwały się, żeby jeszcze biec, coś zobaczyć, w coś się pobawić. Jeszcze ostatniego lata wraz z moją córką rzucali sobie przez płot piłką lub razem huśtali się na huśtawce. Piotruś jak prawdziwy dżentelmen woził ją swoim autkiem, wcześniej otwierając jej drzwi... a potem przyszła jesień.... Piotruś często chorował. Ot takie niby nic - katar, kaszel, czasem antybiotyk, mimo, że rodzice o niego zawsze dbali. A to żeby go nie przewiało, żeby nie było za gorąco. Pewnie to znacie - załóż czapkę, zdejmij czapkę. Rozmawialiśmy nawet przy płocie, jak przystało na sąsiadów, że może za mało vit. D, a może żelazo, że pewnie mu zaraz przejdzie... i tak, znienacka Piotrka zaczęły boleć nóżki. Lekarze zbagatelizowali to, bo przecież bóle wzrostowe to norma u dzieci w tym wieku. Ale ból nie przechodził przez kolejnych kilka dni, Piotruś prosił tatę, żeby chociaż go ponosił, bo chodzenie na nóżkach było dla Niego tak dużym cierpieniem... Rodzice nie poddawali się i szukali dalej przyczyny. Zrobili badania krwi, z których według pierwszego z lekarzy którego odwiedzili, nic nie wynikało. Ale Oni wiedzieli, że coś jest nie tak i jeszcze tego samego dnia umówili się na drugą konsultację z innym lekarzem. I wtedy przyszła pierwsza diagnoza - we krwi stwierdzono obecność blastów, które są charakterystycznym objawem białaczki. Nie było już przyjęć w szpitalu, bo było po godzinie 14:00, więc siedzieli na SOR, żeby wybłagać przyjęcie Piotrka do szpitala.... A potem jak w kalejdoskopie - badania, pobrania krwi, biopsja mózgu, biopsja szpiku kostnego, kroplówka, znieczulenia, leki opiodidowe na uśmierzenie bólu po chemii podawanej dożylnie i dojelitowo... Mimo, że Piotrek mówił w grudniu, że boli go brzuszek, że nie chce już brać tych leków, po nich wymiotuje i źle się czuje, chemia była podawana dalej... aż do 24 grudnia. Gdy wszyscy jedli pierogi lub barszcz z uszkami Piotruś walczył o życie po raz pierwszy. Miał sepsę. Silne leki przyczyniły się do perforacji jelit, a treść kałowa i reszki pokarmowe przedostały się do jamy brzusznej :-( W efekcie operacji chłopiec miał wyłonioną stomię i przez prawie tydzień przebywał w śpiączce... U wszystkich nas światełka w oknach, choinka, prezenty, a oni w świetle szpitalnych jarzeniówek modlili się, żeby ich Synek przeżył. Kolejnym powikłaniem było porażenie nerwów ruchowych - Piotrek przestał chodzić i siedzieć... trochę dużo jak od października, co? Piotrek przeszedł kilka takich operacji :-(
Ale ani Piotruś, ani Jego rodzice się nie poddali, mimo wielu też prywatnych przeciwności (wyobrażacie sobie jak pracować w takiej sytuacji, jak pamiętać o płaceniu rachunków? jak dojechać do szpitala, żeby nie złapać żadnych zarazków - przecież ich synek miał zerową odporność, co podawać do jedzenia, kiedy gotować, jak nawet myśli nie można zebrać...?) Ot takie "przyziemne" problemy też ich dotknęły.
Piotrek wyszedł ze szpitala, a w zasadzie wyjechał na wózku inwalidzkim. Widziałam jaką radość, mimo tego wszystkiego co przeszedł, sprawił mu śnieg.... Tak, my wszyscy już zmęczeni zimą, mrozem, śniegiem, a on w styczniu po raz pierwszy dotknął śniegu. :-(
W lutym "wyszedł" na sanki, a raczej rodzice Go ciągnęli na sankach z oparciem (bo przecież Piotruś nie odzyskał jeszcze pełnej sprawności), żeby też mógł oderwać myśli od szpitala i choroby.
Piotrek jest mega silnym chłopcem i ta pogoda ducha, która w nim jest Go nie opuszcza :-) Widziałam Go w oknie, machaliśmy do siebie. Po bujnej czuprynce nie ma już śladu, ale uśmiech pozostał ten sam. Bo Piotrek to dziecko takie jak wszystkie. Chce zwyczajnie żyć, bawić się, ale żeby to się mogło stać musimy Mu pomóc wrócić do sprawności.
Proszę Cię, dołóż swoją cegiełkę do tego celu.
Ania