Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

We use cookies and similar techniques on this site to enhance your user experience and ensure security, stability and performance of this website. Read more Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Privacy Policy .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Samotna mama na onkologicznym ringu błaga o pomoc! Ratujmy życie Reni!

Renata Łukasiewicz
Zbiórka zakończona

Samotna mama na onkologicznym ringu błaga o pomoc! Ratujmy życie Reni!

172 025,00 zł ( 100.18% )
4159 donors
Goal:

ratowanie życia: leczenie nowotworu w klinice w Marburgu

Fundraising organizer: Fundacja Siepomaga
Renata Łukasiewicz, 52 years
Pieszyce, dolnośląskie
rak piersi z przerzutem do kości i węzłów chłonnych
Starts at: 30 July 2020
Ends at: 26 December 2020

Previous campaigns:

Renata Łukasiewicz
238 212,12 zł ( 118.71% )
17477 supporters
06.11.2016 - 19.05.2017

chemioterapia celowana w Berlinie, aby uratować życie Renaty

238 212,12 zł ( 118.71% )

chemioterapia celowana w Berlinie, aby uratować życie Renaty

Description

O czym myślałbyś, mając złośliwy nowotwór z przerzutami, który postawił cię przed obliczem śmierci? Ja myślę tylko o jednym – o moim dziecku. Kto zajmie się nim i moją schorowaną matką, jeśli ja odejdę? Walczę o życie i ogarnia mnie strach, bo bez ratunku umrę… Błagam o pomoc w pojedynku z rakiem, bo nie chodzi już tylko o moje życie. Jestem samotną matką na onkologicznym ringu, która ma tylko jeden cel - nie chce osierocić syna…

Mam na imię Renata, mam raka i jestem przerażona, bo czuję, że mój czas się kończy. Coraz gorzej się czuję, rak rośnie w siłę, a ja słabnę. Boli mnie już nie tylko łopatka, ramię i ręka, ale również szyja, zajęte są węzły chłonne. Jeśli nie poddam się leczeniu, zapewne wkrótce umrę. Ta zbiórka to moja ostatnia szansa. Innej już nie mam. Walczę nie tylko z rakiem, ale i z czasem…

Renata Łukasiewicz

Moja historia zaczyna się 10 lat temu. Jestem mamą, całe moje życie kręci się wokół dziecka.  Któregoś dnia, podczas wieczornego prysznica, wyczuwam w piersi guz. Boli. Ogarnia mnie strach. Nie śpię całą noc – następnego dnia jadę do lekarza. Podczas badania USG panuje przeraźliwa cisza. Kiedy odbieram wynik mammografii, nie ma już nadziei. Rak piersi. Przed powrotem do domu płaczę w aucie godzinę…

„Mamusia jest chora, ale nie martw się, nic mi nie będzie” – obiecuję Markowi przed wyjściem do szpitala. Lekarz patrzy na wyniki z niedowierzaniem. „Nie mamy czasu, pani ma zaawansowaną zmianę, że trzeba natychmiast usunąć pierś” – krzyczy. 6 grudnia, w Mikołajki, rozpoczyna się koszmar leczenia. Po pierwszej chemii, w samego Sylwestra wypadają mi moje piękne, długie włosy... Płaczę, patrząc na swoje odbicie w lustrze. Chemia źle na nią działa – słaniam się na nogach, wymiotuję. Marek jest przerażony, nie wie, co się dzieje z mamą.

4 cykle chemii, operacja wycięcia guzów i węzłów chłonnych… Czekam na wynik badań, ale zamiast nadziei przychodzi ciemność i rozpacz. Przerzuty, rokowania są bardzo złe. Szaleństwo uczuć, myśli. Zwijam się z bólu, muszę zrezygnować z pracy, zadłużyć się, żeby mieć za co się leczyć. Ówczesny partner zostawia mnie w obliczu choroby. Jestem przekonana, że to mój bliski koniec. Nikt z lekarzy nie mówi mi nic innego. Mój syn przytula się do mnie i ciągle powtarza tylko "mamusiu, obiecaj, że nie umrzesz"…

Renata Łukasiewicz

Po roku ciężkiej walki o życie nadzieja wraca. Dochodzę do siebie, jestem słaba, ale szczęśliwa. Żyję… Wracam do pracy. To magiczny czas, w którym rak staje się tylko wspomnieniem. Niestety, do czasu… Śmierć wraca w czerwcu 2015 roku, tym razem wyciągając ręce po moją mamę. Gdy wychodzimy z kościoła, mama słabnie, sinieje, leci przez ręce. Do dzisiaj czuję rozpacz i przeraźliwą niemoc, gdy wraca do mnie tamten dzień – telefony po karetkę, której dyspozytor nie chce wysłać, a potem myli miejscowość... Procesja zatrzymująca się pod kościołem niemal nie pozwala mi wezwać pogotowia. Ludzie krzyczą, że to zesłanie Ducha Świętego, podczas gdy mama umiera mi na rękach. Ma rozległy zawał, ledwo udaje się ją odratować. Wymaga stałej opieki.

Choroba mamy sprawia, że odchodzę od zmysłów ze stresu. Zaczyna boleć mnie prawa ręka i łopatka. Kilka miesięcy czeka na badanie tomografem komputerowym. Kiedy odbieram wynik, czarne litery wirują przed oczami. Marek czeka na mnie w aucie. Wznowa, przerzut do kości, rozległe nacieki na mięśnie. Płaczę dopiero wieczorem, kiedy syn nie widzi.

Onkolog mówi mi, że zmiana jest nieoperacyjna. Daje dwa lata życia. Nie wierzę, nie chcę się poddać, nie mogę. Szukam ratunku na własną rękę, znajduję go klinice w Marburgu, gdzie leczy się nowotwory metodami niedostępnymi w Polsce To dzięki zbiórce na Siepomaga udaje mi się przejść leczenie, to dzięki niemu jeszcze żyję. Przez kilka lat choroba jest w remisji, mogę cieszyć się życiem i opiekować synem. A potem przychodzi listopad 2019… Druga wznowa.

Renata Łukasiewicz

Rak po raz kolejny atakuje kość łopatki, otaczające mięśnie oraz węzły chłonne. Czekam jeszcze na wynik biopsji, czy nie ma przerzutów do piersi. Udaje mi się nawiązać kontakt z kliniką w Marburgu. Niemieccy lekarze chcą mi pomóc i po raz kolejny wymrozić guzy nowotworowe, które w Polsce zostały zdiagnozowane jako nieoperacyjne. A potem przychodzi pandemia i wszystko rozciąga się w czasie… Wciąż jednak mam szansę, żeby żyć! Muszę jednak wyjechać do Niemiec jak najszybciej!

Do walki potrzebne są ogromne pieniądze, bez nich nie mam szans na leczenie. Brak mi już sił i tracę nadzieję. Mój syn ma tylko mnie i schorowaną babcię. Gdy mnie zabraknie, zostanie całkiem sam. Nie będę mogła go wspierać na wymarzonych studiach, nie zobaczę, jak zakłada swoją rodzinę.

Błagam o pomoc! Chcę tylko jednego: żeby nie umrzeć. Każda złotówka może być właśnie tą, która ocali moje życie.

172 025,00 zł ( 100.18% )
4159 donors

Follow important campaigns