
Zamiast studiów – walka o życie❗️Ratuj Sebastiana!
Fundraiser goal: Wizyty lekarskie, leki, rehabilitacja, diagnostyka, konsultacje
Donate via text
Fundraiser goal: Wizyty lekarskie, leki, rehabilitacja, diagnostyka, konsultacje
Fundraiser description
Cześć, jestem Sebastian, mam 21 lat. Jeszcze nie tak dawno uprawiałem sport, miałem plany, marzenia i poczucie, że całe życie jest jeszcze przede mną. Zdałem maturę i cieszyłem się na rozpoczęcie studiów. Wszystko potoczyło się inaczej… Dziś walczę o życie i proszę Cię o pomoc – nie chcę się jeszcze żegnać…
Na początku 2024 roku zauważyłem w bocznej części uda niewielkie, guzowate zgrubienie. Lekarze uznali, że to najpewniej skutek wcześniejszego urazu – kilka razy odessano płyn, a resztę pozostawiono z nadzieją, że sama się wchłonie. Wszyscy wierzyliśmy, że to nic groźnego.
W marcu wykonano tomografię komputerową. Pojawiło się podejrzenie guza, ale przez obrzęk nie dało się postawić jednoznacznej diagnozy. Żyłem w niepewności, próbując normalnie funkcjonować, choć gdzieś z tyłu głowy czaił się strach. Dopiero w listopadzie wykonano biopsję. Dwa tygodnie później usłyszałem słowa, których nigdy nie zapomnę: nowotwór złośliwy – mięsak maziówkowy.

Na początku była jeszcze nadzieja na operację. Niestety szybko okazało się, że choroba zdążyła się rozprzestrzenić – badania wykazały przerzuty do płuc. Świat nagle się zatrzymał. Zamiast planów na przyszłość pojawiły się szpitale, chemia, radioterapia i walka o każdy kolejny dzień. Leczenie zakończyło się pod koniec maja i na chwilę mogłem odetchnąć – zmiany w płucach przestały się powiększać, część nawet się cofnęła, a guz w udzie zmniejszył się. Pojawiła się nadzieja, że może jednak się uda.
Ta nadzieja szybko zaczęła gasnąć. W lipcu po niewielkiej aktywności fizycznej wrócił silny ból uda, a guz zaczął uciskać kolano, odbierając mi swobodę ruchu. Każdy krok przypominał, że choroba wciąż tam jest. Podczas kolejnej konsultacji usłyszałem jedynie, że „tak bywa” przy tym nowotworze. Moje życie, moje marzenia zaczęły się rozpadać.

Nie mogłem się poddać, zdecydowaliśmy się z rodzicami na prywatne konsultacje w Berlinie. Tam po raz pierwszy ktoś powiedział wprost, że operacja jest możliwa – zarówno guza w udzie, jak i przerzutów w płucach. Warunek był jeden: najpierw trzeba ustabilizować chorobę. Niestety kolejne badania pokazały progresję zmian w płucach. To był kolejny cios.
Dziś jestem pod opieką lekarza, o którym wielu pacjentów mówi, że nie rezygnuje nawet w najtrudniejszych przypadkach. To daje mi siłę. Robimy wszystko, by zatrzymać chorobę. Nie wiem, jak potoczy się dalsza droga. Wiem tylko, że chcę żyć.
Do tej pory razem z rodzicami dawaliśmy radę pokrywać koszty leczenia, ale kolejne etapy są dla nas ogromną niewiadomą. Mimo strachu i zmęczenia wciąż wierzę, że ta walka ma sens. Każde wsparcie to dla mnie nie tylko pomoc finansowa, ale też znak, że nie jestem w tym sam.
Z całego serca dziękuję wszystkim, którzy są ze mną i pomagają mi walczyć o życie.
Sebastian