Serhii Kleshchukov - main photo

Wybuch miny-pułapki❗️Ciężko ranny żołnierz, 3 ofiary śmiertelne❗️Dwoje dzieci chce odzyskać tatusia!

Fundraiser goal: leczenie i intensywna rehabilitacja

Fundraiser organizer:
Serhii Kleshchukov, 41 years old
Stan po wybuchu miny: urazy czaszkowo-mózgowe, liczne złamania kości, urazy tkanek miękkich, amputacja części lewej kończyny dolnej, nefrectomia (usunięcie) nerki prawej
Starts on: 10 December 2025
Ends on: 10 March 2026
PLN 1,876(0.6%)
Still needed: PLN 310,109
DonateDonated by 17 people
Donate via text
Phone number
75365
Text
0868331
Cost PLN 6.15 gross (including VAT)
HeyahOrangePlayPlusT-Mobile

Pledge 1.5% of tax to me

KRS0000396361
Purpose of 1.5% of tax0868331 Serhii

Fundraiser goal: leczenie i intensywna rehabilitacja

Fundraiser organizer:
Serhii Kleshchukov, 41 years old
Stan po wybuchu miny: urazy czaszkowo-mózgowe, liczne złamania kości, urazy tkanek miękkich, amputacja części lewej kończyny dolnej, nefrectomia (usunięcie) nerki prawej
Starts on: 10 December 2025
Ends on: 10 March 2026

Fundraiser description

"Wyślij mi zdjęcia dzieci" - to były ostatnie słowa, jakie do mnie powiedział. Dodał, że musi się żegnać, bo zaraz będzie ostrzał... Kilka miesięcy temu mój mąż poszedł na wojnę, by bronić ojczyzny. Chciał chronić nasze dzieci i dom przed rosyjskim atakiem. Przez ostatnie 4 miesiące przebywał na pierwszej linii frontu.

Starałam się nie martwić. Takich ostrzałów było już sporo. Wiedziałam, że zawsze oddzwoni, że będzie dobrze. Taki los żony żołnierza. Wysłałam zdjęcia, ale czas mijał, a wiadomości wciąż wisiały jako nieodczytane... Telefon nie odpowiadał.

Kiedy w końcu rozległ się dzwonek, była to żona kolegi... "Nasi mężowie są w szpitalu, kod 300"  - usłyszałam spanikowany głos w słuchawce. Kod 300 oznacza bycie rannym. Świat zawirował... Mąż znał mój numer na pamięć. Jeśli nie mógł zadzwonić, to znaczyło, że jest bardzo źle...

Serhii Kleshchukov

Przerażona, dzwoniłam do wszystkich szpitali w okolicy. Po wielu godzinach poszukiwań go znalazłam - w nazwisku była literówka. Usłyszałam, że mój ukochany Serhii jest na oddziale intensywnej terapii, w stanie krytycznym. Był w śpiączce i stracił dużo krwi... Amputowano mu nogę. Transportem medycznym wysłano go do Kijowa.

Zadzwoniłam do mamy, błagając, by została z dziećmi i natychmiast ruszyłam do męża. Mój Serhii - zawsze silny, zawsze będacy oparciem - był nieprzytomny i walczył o życie. Potem dowiedziałam się, że doszło do wybuchu miny... Trzech kolegów męża zginęło na miejscu. Serhii miał złamane obie nogi, kości miednicy, żebra (12 po prawej i 12 po lewej stronie), nos, pęknięte jelita... Oprócz licznych złamań i urazów, wybuch uszkodził nerki. Jedną lekarze musieli usunąć, druga przestała sobie radzić. Ucierpiał też mózg.

Serhii Kleshchukov

Lekarze przygotowywali mnie na najgorsze. Kazali nam się żegnać... Codziennie powtarzałam mężowi, że nie może się poddać. Że musi do nas wrócić. Modliłam się codziennie, przez cały czas. Mówiłam mu o dzieciach, które tak na niego czekają, które boją się o jego życie. Nasza 9-letnia córeczka popadła w depresję. Całymi dniami siedziała tylko i patrzyła w okno. Z nikim nie rozmawiała, nic nie chciała. 6-letni synek ciągle pytał o tatę.

Serhii walczył o życie przez 2 miesiące... A potem stał się cud. Mąż się wybudził. Jedyna nerka samoistnie zaczęła działać. Lekarze byli zdziwieni, że chcę zabrać do domu chorego, który  - według nich - jest paliatywny. Nawet poprosili mnie, żeby zrobić zdjęcie na pamiątkę... "Żeby ludzie nie mówili, że u nas tylko umierają". Powiedziałam, że mój mąż nie jest żadnym pacjentem paliatywnym, że będzie żył długo i szczęśliwie. Kiedy go zabierałam do domu, ważył 35 kilo.

Od tamtej pory każdy dzień jest podporządkowany walce o zdrowie męża. Serhii wciąż nie mówi, nie może sam jeść, karmię go przez sondę. Potrafi siedzieć, jeśli go przytrzymam lub stać w pionizatorze. Wszystko natomiast rozumie, reaguje. Jest z nim logiczny kontakt. Płakał, kiedy zmarł jego tata. Rozpoznaje ludzi, których zna, przyjaciół. Na większość pytań odpowiada, mrugając.

Serhii Kleshchukov

Skończyłam kurs z pielęgniarstwa, żeby wiedzieć, jak zajmować się męzem Uczę go mówić. 2 razy w tygodniu wożę go na rehabilitację, przyjeżdża też do nas fizjoteraputa i masażysta. Rehabilituję też go sama. We wszystkich czynnościach pomagają mi dzieci. Mają dziś 12 lat (córka) i 9 lat (syn). Wierzą, że kochany tatuś wróci do sprawności i wszystko jeszcze będzie tak jak kiedyś. 

Wierzę, że Serhii będzie mógł samodzielnie jeść, mówić, a może nawet chodzić.... Robimy wszystko, aby tak się stało. Potrzebujemy jednak pomocy - na same leki, pieluchy, artykuły medyczne itd. wydajemy 7 tysięcy złotych miesięcznie.

Wiele osób dziwi się, dlaczego tak walczę o męża... Dla mnie to nie jest dziwne. To proste, jeśli się kocha. Ślubowałam, że na zawsze, w zdrowiu i chorobie... Poznaliśmy się w 2000 roku, a od 2003 jesteśmy razem. Przeżyliśmy wspólnie tyle rzeczy: leczenie bezpłodności, dwa poronienia, narodziny długo wyczekiwanych dzieci, kryzysy, początek wojny... Przetrwamy i to. Cokolwiek by się działo — mamy siebie. Wspieraliśmy się i zawsze mogliśmy na siebie liczyć.

On jest moim najlepszym przyjacielem. Uratujcie go, proszę.

Select a tag
Sort by
  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    Share
    PLN 50
  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    Share
    PLN 40
  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    Share
    PLN 25
  • Noname
    Noname
    Share
    PLN 20
  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    Share
    PLN 25
  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    Share
    PLN X