
O tej strasznej diagnozie dowiedziałam się zaraz po Generalnej Komunii mojego syna❗️To był SZPICZAK! Błagam, pomóż mi❗️
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Recurring donation
Your Recurring Donations may appear here.
Donate every monthFundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Fundraiser description
Gdy dowiedziałam się, że mój organizm zaatakowała tak przerażająca choroba, byłam załamana! Poczułam ogromny strach, jakiego dotąd nie znałam. Nie wiedziałam, co dalej ze mną będzie, jak sobie poradzę, jak pokonam ten ból, czy przeżyję...
W październiku 2024 roku pojawiły się pierwsze trudności. Miałam problemy z kręgosłupem i z poruszaniem się. Początkowo myślałam, że to objawy rwy kulszowej. Czułam jednak nasilający się ból, dlatego zaczęłam szukać specjalistycznej pomocy. Najpierw lekarz rodzinny, następnie ortopeda i reumatolog. Oczekiwanie na każdą kolejną wizytę i badanie wydawało się nie mieć końca, a ja tak bardzo cierpiałam.
Mijały tygodnie, a mój stan się pogarszał. Poruszałam się na wózku lub przy wsparciu innych osób. To było dla mnie bardzo trudne. Wiosną lekarze zdiagnozowali u mnie zaawansowaną osteoporozę. To był dla mnie pierwszy, bolesny cios! Musiałam jednak kontynuować diagnostykę, ponieważ pojawiło się podejrzenie o wiele straszniejszej choroby...
Czerwiec 2025 roku na zawsze zmienił wszystko. Mój syn przeżywał wtedy Generalną Komunię. Choć byłam w trakcie diagnostyki i z wielkim trudem się poruszałam, wiedziałam, że muszę mu towarzyszyć w tak ważnym momencie. Nie mogłam tego odpuścić! O kulach, pokonując ograniczenia swojego ciała, udałam się do kościoła i patrzyłam, jak Bartek podchodzi do ołtarza. Czułam wtedy wielkie wzruszenie!

Zaraz po tym wydarzeniu otrzymałam telefon, po którym musiałam szybko wrócić do szpitala. Towarzyszył mi ogromny szok i strach... Okazało się, że mój organizm został zaatakowany przez bardzo agresywny nowotwór – szpiczaka plazmocytowatego III stopnia! W dodatku szpik był już zajęty w 95%! Nie mogłam uwierzyć, że to dzieje się naprawdę... Byłam załamana.
To jednak nie wszystko... Kolejne badania wykazały, że wiele kości w moim ciele jest po prostu złamanych, w tym kręgosłup. Mimo towarzyszących mi emocji i lęków musiałam stanąć do tej nierównej walki. Pragnęłam wygrać ją dla mojego syna! Natychmiast rozpoczęłam tę trudną i wyniszczającą drogę leczenia, jaką jest chemioterapia.
Nie jestem w stanie wskazać, ile godzin spędziłam dotychczas w szpitalach i gabinetach lekarskich. Szpiczak nie odpuszcza, a mój organizm słabnie... Chemia odebrała mi siły, zmagam się też z ogromnym bólem kręgosłupa, muszę bardzo na siebie uważać. Mam jednak bliskich, którzy wspierają mnie na każdym kroku i to oni nieustannie podnoszą mnie na duchu.
Dziś kontynuuję trzecią linię leczenia chemioterapią, poprzednie nie przyniosły efektów. Do tego wraz ze specjalistami nieustannie szukam kolejnych możliwości. Nie mogę się poddać! Dlatego regularne wizyty, badania, leki są po prostu koniecznością! Bez tego wszystkiego nie mam żadnych szans...
Niestety stan zdrowia uniemożliwia mi w tej chwili podjęcie pracy zawodowej. Jednak nawet przy wsparciu bliskich koszty tak niezbędnej opieki medycznej są po prostu ogromne... Ja jednak pragnę tylko jednego – dalej żyć! Dlatego dziś błagam o Waszą pomoc!
Sylwia