

Szymek otarł się o śmierć... Walczę, żeby wrócił do mnie i naszego synka! Pomocy!
Fundraiser goal: Półroczny pobyt w ośrodku rehabilitacyjnym, sprzęt medyczny
Pledge 1.5% of tax to me
Pledge 1.5% of tax to me
Fundraiser goal: Półroczny pobyt w ośrodku rehabilitacyjnym, sprzęt medyczny
Fundraiser description
Grudzień 2023 na zawsze zostanie w mojej pamięci… Zamiast przygotowywać się do Świąt, przygotowywałam się na najgorsze… Mój mąż uległ bardzo poważnemu wypadkowi i w każdej chwili mógł umrzeć! Teraz walczę o to, aby wrócił do mnie i naszego malutkiego synka Frania!
Wszystko wydarzyło się 13 grudnia. Mąż pracował wtedy przy wycince. Nagle dostałam telefon, że mam szybko przyjechać do szpitala, bo z Szymonem jest bardzo źle. Doznał rozlanego urazu mózgu wraz z wielokrotnymi złamaniami wieloodłamowymi kości czaszki i twarzoczaszki! Doszło też do ostrej niewydolności oddechowej!
Mówiąc krótko, prawie stracił życie… Gdy koledzy z pracy go znaleźli (pracowali na większym terenie, więc nie widzieli wypadku), można powiedzieć, że Szymek był w agonii, majaczył tylko nieprzytomnie z bólu!
Zaraz po przyjeździe do szpitala, trzeba było działać szybko. Krwiaki, które utworzyły się w głowie mojego męża, mogły pęknąć. Szymek przeszedł operację. Jednego krwiaka usunięto, drugi okazał się nieoperacyjny. U męża założono dren, który niestety się zatkał. Po dwóch dniach konieczny był kolejny zabieg.

Bałam się za każdym razem, gdy odbierałam telefon. Myślałam: "Czy usłyszę tragiczną wiadomość? Czy nasz półtoraroczny synek nigdy nie pozna swojego tatusia?!"
Kiedy wydawało się, że sytuacja się stabilizuje, doszło do kolejnego zagrożenia życia. Kilka dni przed sylwestrem Szymek doznał zakrzepowego zapalenia żył kończyn dolnych! W związku z wydłużoną intubacją założono mu też czasową tracheostomię.
Obecnie mąż dostał zielone światło do rozpoczęcia rehabilitacji. Jego stan jest jednak bardzo poważny. Na noc ma podłączany respirator. Otwiera oczy, ale trudno mówić o kontakcie z nim. Czasami rusza głową, mruga. Gdy wchodzę na salę, zdarza się, że płacze. Łamie mi się wtedy serce, ale czuję też nadzieję, że jeszcze wróci do mnie i do naszego Franusia.

Aby było to możliwe, będziemy potrzebować wielu turnusów rehabilitacyjnych. Przed nami ciężka walka o zdrowie i sprawność. Znaleźliśmy ośrodek, który specjalizuje się w pomocy pacjentom po takich urazach. Koszt pobytu jest jednak ogromny - to aż 30 tysięcy złotych miesięcznie!
Zrobimy wszystko, aby Szymek wrócił do domu w jak największej sprawności. Czekam na niego ja, nasz 1,5-roczny synek Franio, rodzice i rodzeństwo. Wypadek Szymka był dla naszej rodziny kolejną tragedią. Najpierw u 5-miesięcznego bratanka Szymona, Maurycego wykryto nowotwór złośliwy.... Toczymy wiec równolegle dwie walki o zdrowie i sprawność naszych najbliższych.
Dlatego błagamy wszystkich o pomoc! Bez Was nie damy rady! Szymek to wspaniały człowiek, bardzo pomocny. Jego rodzeństwo mówi, że pomimo że jest najmłodszy, najszybciej dorósł do roli męża i ojca. Wierzę, że do nas wróci!
Żona Agnieszka z synkiem Franiem