
Mój syn jest zależny od innych osób. Ten widok łamie mi serce! Proszę, pomóż!
Fundraiser goal: Zakup schodołazu
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Recurring donation
Your Recurring Donations may appear here.
Donate every monthFundraiser goal: Zakup schodołazu
Fundraiser description
Szymon urodził się z dziecięcym porażeniem mózgowym czterokończynowym. Od pierwszych chwil na świecie wymagał więcej opieki i zaangażowania niż zdrowe dzieci. Jego życie zostało naznaczone przed okrutną diagnozę, od której nie da się już uciec.
Dziś mój syn jest już dorosłym człowiekiem. Nie potrafi jednak samodzielnie wykonać żadnej czynności. Nie chodzi i nie porusza się sam w żaden sposób. Reaguje jedynie niewielką mimiką twarzy na niektóre gesty, słowa i bliskie osoby.
Szymon nie mówi, nie korzysta też z komunikacji alternatywnej. Jako mama jednak nauczyłam się go w pewnym stopniu rozumieć bez słów. Przyzwyczaiłam się do braku kontaktu i słów, a większości potrzeb i dolegliwości się domyślam, polegając na intuicji.

Syn potrzebuje stałej, całodobowej opieki. Trzeba go nakarmić, umyć i ubrać, posadzić na wózku i przenieść do łóżka. Codzienna opieka wymaga nie tylko cierpliwości, ale także siły, której mam coraz mniej.
Szymon każdego dnia jeździ do specjalistycznego ośrodka, gdzie ma zapewnioną rehabilitację i ćwiczenia. Codziennie też razem ćwiczymy w domu. Wiem jednak, że nie zdarzy się cud. Mój syn nie wyzdrowieje. Mogę jedynie walczyć o to, żeby jego stan się nie pogorszył.
Serce mi się łamie na widok mojego dziecka, które jest całkowicie zależne od innych osób. Mam łzy w oczach, gdy patrzę na Szymona i próbuję sobie wyobrazić jego normalne życie – wolne od chorób i ograniczeń.

Choć wiem, że nigdy nie będzie zdrowy i sprawny, wciąż każdego dnia próbuję zawalczyć o jego lepsze jutro i najmniejszy postęp. Chciałabym zapewnić mu dobre życie, które pozwoli choć na chwilę uciec od bólu.
Dziś naszym największym, koniecznym do funkcjonowania wydatkiem jest schodołaz. Nie mam już sił, by codziennie znosić Szymona po schodach. Boję się, że zasłabnę, potknę się lub upadnę i krzywda stanie się nie tylko mi, ale także mojemu dziecku.
Niestety, to ogromny wydatek, na który mnie nie stać. Nie mam jak odłożyć pieniędzy, bo środki, które mam, ledwo starczają na pokrycie kosztów codziennego życia. Dlatego zwracam się z prośbą o pomoc. Twój gest nie przywróci zdrowia mojemu dziecku, ale pozwoli zadbać o jego bezpieczeństwo i komfort, które tak brutalnie próbuje odebrać choroba. Będę z całego serca wdzięczna za każdą pomoc.
Jolanta, mama