
Tatusiu - wyzdrowiej❗️Dla żony i 6-letniego synka muszę pokonać nowotwór!
Fundraiser goal: Leczenie i intensywna rehabilitacja
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Recurring donation
Your Recurring Donations may appear here.
Donate every monthFundraiser goal: Leczenie i intensywna rehabilitacja
Fundraiser description
Kiedy słyszysz słowo "RAK", nagle całe życie, jakie znałeś, rozpada się na kawałki... Wszystko, co było kiedyś, przestaje mieć znaczenie... Uświadamiasz sobie wtedy, jak bardzo kochasz swoich bliskich i jak bardzo nie jesteś gotowy, żeby ich zostawić. Tak właśnie jest w moim przypadku. Patrzę na mojego synka i myśl o tym, że miałbym nie widzieć, jak dorasta, to ból nie do opisania...
Jeszcze niedawno byłem po prostu tatą… Razem z Martą, moją żoną, byliśmy zwykłą rodziną – pracowaliśmy, wychowywaliśmy naszego 6-letniego synka Denysa i marzyliśmy o spokojnej przyszłości. Nagle wszystko się zmieniło...

Zaczęło się od bólu karku i kręgosłupa, które zrzucałem po prostu na przepracowanie... Kiedy jednak w tym obszarze pojawiły się zaburzenia czucia, a ja zacząłem mieć problemy z niedowładem nóg, wiedziałem już, że coś jest nie tak... Zgłosiłem się do szpitala. Zrobiono mi rezonans, a na wynik czekałem z niepokojem, ale i z nadzieją, że to jednak nie będzie nic poważnego... Niestety okazało się inaczej.
Ogromny guz w górnym odcinku rdzenia - usłyszałem. Świat się skończył, mimo że pozornie trwał nadal... Pierwsza paniczna myśl - jak moja żona i dziecko poradzą sobie, kiedy mnie zabraknie? Kto o nich zadba? Kto wychowa mojego synka, kto nauczy go, jak być mężczyzną?
Pamiętam przeraźliwy strach w oczach mojej żony, kiedy usłyszała diagnozę. Moja choroba była ogromnym ciosem dla całej naszej rodziny. Wyraz oczu Marty złamał mi serce... Przytulałem ją i powtarzałem, że wszystko będzie dobrze. Że szybko rozprawię się z przeciwnikiem i że wrócę do domu. Że będziemy żyć jak wcześniej.
Teraz już wiem, jak bardzo się myliłem.

Konieczna była natychmiastowa operacja. Guz, na szczęście, udało się usunąć w całości... I tyle z dobrych wiadomości. Okazał się nowotworem złośliwym - wyściółczakiem... Musiałem stanąć oko w oko z brutalną prawdą. Patrzyłem w lustro i myślałem o tym, że mam raka - mimo że przecież mam dopiero 38 lat!
Najgorsze jest to, że po operacji moje życie i nasza codzienność zmieniły się całkowicie. Jeszcze niedawna biegałem z synkiem po podwórku, uczyłem go jeździć na rowerze, nosiłem go na barana, kiedy był zmęczony. Graliśmy w piłkę, wygłupialiśmy się, planowaliśmy kolejne wspólne dni.
Dziś siedzę na wózku.
Uczę się od nowa najprostszych rzeczy. Obecnie jestem w stanie usiąść z pomocą. Wierzę, że odzyskam to, co zabrał mi guz i będę w stanie poruszać się samodzielnie. Próbuję odzyskać siłę w nogach... To, co kiedyś było naturalne, dziś jest niczym zdobycie najwyższego szczytu. Każdego dnia zmagam się z bezsilnością, spastyką i bólem, ale jednocześnie wiem, że nie mogę się poddać.
Najtrudniejsze są chwile z moim synkiem - kiedy patrzy na mnie i pyta, kiedy znów się z nim pobawię... Kiedy przynosi piłkę i chce grać, a ja nie mogę wstać. Wciąż pyta mnie, kiedy będę znowu chodził? Na rysunkach, które tworzy dla mnie, stoję na nogach tak jak wcześniej... Ja też chcę wierzyć w to, że tak będzie. Muszę.

Niestety wiem, że bez leczenia i intensywnej rehabilitacji nie mam szans wrócić do sprawności. A koszty są ogromne... Większe, niż jesteśmy w stanie udźwignąć. Dlatego dziś proszę Cię o pomoc.
Chcę znów wstać. Chcę iść na spacer. Chcę pobiec za moim synem. Chcę być dla niego takim tatą, jakim byłem kiedyś… On ma 6 lat i bardzo mnie potrzebuje. A ja potrzebuję jego... Chcę odprowadzić go za rączkę do szkoły. Chcę wiedzieć, że zobaczę, jak kończy 7, 8, 9 lat... Chcę przy nim być. Muszę pokonać tego strasznego wroga i wrócić do zdrowia. Każda wpłata, każde udostępnienie to dla mnie krok bliżej do tego, by tak się stało.
Cały czas pracuję, ale nasze możliwości finansowe są bardzo ograniczone. Koszty leczenia, rehabilitacji i codziennego życia po prostu nas przerastają. Dlatego z całego serca proszę o pomoc. Każda wpłata, każde udostępnienie daje nam szansę na powrót do normalnego życia.
Dziękuję za każdą pomoc i dobre słowo, i za to, że jesteście ze mną. Dziękuję w imieniu swoim i mojej rodziny.
Taras