
PILNE❗️Maleńki chłopczyk walczy z guzem mózgu! Kończy się czas!
Fundraiser goal: Nierefundowane leczenie za granicą, dodatkowe koszty, pomoc w trudnej sytuacji
Donate via text
Fundraiser goal: Nierefundowane leczenie za granicą, dodatkowe koszty, pomoc w trudnej sytuacji
Fundraiser description
Jeszcze kilka tygodni temu największym zmartwieniem było to, że uczył się stawiać pierwsze kroki. Dziś walczymy o to, by w ogóle miał szansę dorosnąć... Kiedy rodzi się dziecko, świat nagle zwalnia. Wszystko kręci się wokół jednego małego człowieka. Zarywamy noce, nosimy na rękach, wsłuchujemy się w każdy oddech. Zmęczenie przestaje mieć znaczenie. Miłość przykrywa wszystko.
Patrzyliśmy, jak Teodor rośnie. Każdego dnia był odrobinę większy, silniejszy, coraz ciekawszy świata. Zaczynał podciągać się przy meblach, próbował stawiać pierwsze kroki. Wydawało nam się, że przed nami całe życie pełne takich zwyczajnych, pięknych chwil.
Aż przyszedł dzień, który zabrał nam wszystko. Rak nie zapukał do naszych drzwi. On wszedł bez pytania. Ukrył się w maleńkiej główce naszego ośmiomiesięcznego synka.
Na początku nic nie zapowiadało tragedii.
Teodor podczas zabawy lekko uderzył się w głowę. Kilka dni później zauważyliśmy coś dziwnego. Jego oczko zaczęło delikatnie drgać. Pomyśleliśmy, że to skutek uderzenia. Okulista uspokajał nas, że prawdopodobnie to niewielki krwiak, który sam się wchłonie. Dla pewności polecił jednak pojechać na SOR.

Byliśmy przekonani, że za kilka godzin wrócimy do domu. Nie wróciliśmy. Tomografia komputerowa pokazała zmianę w mózgu. Ponad cztery centymetry. Następnego dnia rezonans odebrał nam ostatnią nadzieję. Nowotwór!
Jeszcze rano martwiliśmy się zwykłym dziecięcym urazem. Wieczorem siedzieliśmy na oddziale neurochirurgii, próbując zrozumieć, dlaczego nowotwór wybrał właśnie naszego synka. Nie było czasu na płacz. Nie było czasu, żeby oswoić się z diagnozą. Lekarze powiedzieli jedno:
Operacja musi odbyć się natychmiast!
Patrzyliśmy, jak zabierają naszego malutkiego synka na blok operacyjny. Ośmiomiesięczne dziecko. Kilka kilogramów szczęścia. Cały nasz świat.
Oddaliśmy go w ręce neurochirurgów, modląc się tylko o jedno. Żeby jeszcze kiedyś otworzył oczy. Ze względu na niezwykle trudne położenie guza, lekarze nie mogli usunąć go w całości.
W głowie naszego synka nadal pozostało około 1,5 centymetra masy nowotworowej.
Jakby tego było mało, kolejne badania wykazały również dwa niepokojące nacieki na rdzeń kręgowy. Od tamtej chwili żyjemy z jednym pytaniem.
Czy zdążymy? Usłyszeliśmy nazwę, której wcześniej nigdy nie znaliśmy.
Pilomyxoid Astrocytoma. Bardzo rzadki guz mózgu u niemowląt. Tak rzadki, że nawet lekarze przyznają, iż doświadczenie w jego leczeniu jest bardzo ograniczone.
Dlatego nie możemy pozwolić sobie na przypadek. Musimy wiedzieć wszystko. Musimy znaleźć najlepszych specjalistów na świecie. Musimy dać Teosiowi szansę. Czekamy na wyniki badań genetycznych z Warszawy. Każdy dzień oczekiwania boli.
Każda godzina wydaje się wiecznością.
Musimy wysłać próbki do wyspecjalizowanych laboratoriów w Niemczech, gdzie zostanie wykonana szczegółowa diagnostyka molekularna i profil metylacji DNA.

To właśnie te badania mogą odpowiedzieć na pytanie, które leczenie celowane, zatrzyma chorobę naszego synka.
Jeśli okaże się konieczna kolejna operacja, będziemy szukać pomocy w najlepszych klinikach neurochirurgii dziecięcej na świecie. Jeżeli konieczne będzie napromienianie, chcemy walczyć o protonoterapię za granicą, bo dla tak maleńkiego dziecka może być znacznie bezpieczniejsza od klasycznej radioterapii.
Nie chcemy obudzić się za kilka miesięcy z myślą, że było leczenie, którego nie mogliśmy podjąć tylko dlatego, że zabrakło pieniędzy.
Od dnia diagnozy żyjemy tylko jednym. Ratowaniem naszego synka. Dla guza czas działa na korzyść. Każdego dnia patrzymy na naszego synka. Uśmiecha się. Wyciąga do nas rączki. Chce się bawić. Jeszcze nie wie, że w jego maleńkiej główce trwa walka o życie.
I modlimy się, żeby nigdy nie musiał się o tym dowiedzieć.
Prosimy o szansę na diagnostykę, leczenie i specjalistów, którzy być może będą potrafili zrobić dla naszego synka to, czego dziś nie potrafi nikt inny.
Z całego serca prosimy – pomóżcie nam zawalczyć o życie naszego ośmiomiesięcznego synka. Nie pozwólmy, by jego historia zakończyła się, zanim zdążyła się naprawdę zacząć.