
1,5 roczny chłopiec walczy o życie z okrutnym nowotworem❗️Liczne przerzuty, ból i cierpienie – zatrzymaj ten koszmar❗️
Fundraiser goal: Zagraniczne leczenie onkologiczne w Dubaju
Donate via text
Pledge 1.5% of tax to me
Pledge 1.5% of tax to me
Fundraiser goal: Zagraniczne leczenie onkologiczne w Dubaju
Fundraiser description
Walka o życie naszego synka zaczęła się niepozornie – od gorączki. Niestety ten stan utrzymywał się na tyle długo, że zaczął nas bardzo niepokoić. Żadnymi lekami nie byliśmy w stanie zbić wysokiej temperatury. W końcu, po wielu badaniach i długiej diagnostyce, dowiedzieliśmy się, co było jej przyczyną.
Ta informacja zmroziła nam krew w żyłach. Czuliśmy, jakby cały świat dookoła przestał istnieć. Byliśmy tylko my, nasz cudowny, niczego nieświadomy chłopczyk i ta tragiczna wiadomość. Nie wiedzieliśmy, jak się z tym pogodzić, ale trzeba było działać natychmiast.
Okazało się bowiem, że w brzuszku naszego synka był guz. Po wycięciu dowiedzieliśmy się, że to neuroblastoma – w IV, najgorszym stadium. Nowotwór, który dał już przerzuty do szpiku, kości i jednego płuca.

Załamaliśmy się. Te zdania brzmiały tak przerażająco, a my czuliśmy się, jakby cały nasz świat rozpadł się na drobne kawałki. Nie liczyło się wtedy nic więcej, poza znalezieniem ratunku i sposobu na wyleczenie naszego małego synka.
Obecnie większość czasu przebywamy w szpitalu. Wszyscy są przemęczeni, bo ta choroba wpływa na całą naszą rodzinę. Rozdzielnie między szpital, a rutynowe życie jest bardzo męczące, ale mamy też starszego synka, któremu również musimy zapewnić opiekę i zadbać o niego. Próbujemy mu tłumaczyć, że to wszystko minie, że zrobimy wszystko, żeby jego mały braciszek wrócił do domu, ale wszystkim nam jest bardzo ciężko. Na szczęście dziadkowie pomagają nam w opiece nad starszym synem i organizacji dni.
Przez najbliższy miesiąc będziemy zamknięci w izolacji w szpitalu. Synuś czuje się na szczęście dobrze. Jest przygotowywany do megachemii i przeszczepu.

Wciąż pamiętamy, że jeszcze niedawno był pełnym energii, radosnym chłopcem, który tak bardzo kochał świat… Dziś nadal obdarowuje nas swoim uśmiechem, ale jest bardziej markotny i niespokojny, bo przeszkadzają mu dreny, które bardzo utrudniają chodzenie i codzienną zabawę. Boi się wkłuwania igieł, wenflonów, badań, bo wie, że to moment, w którym będzie bolało… Żadne dziecko nie powinno czegoś takiego znosić.
Synek ma 1,5 roku, lubi autka, zwierzątka, gotowanie, piłki i zabawy ruchowe, które na ten moment są niestety ograniczone. Najważniejsze jest, żeby wyzdrowiał i żeby przetrwać ten czas z jak najmniejszym bólem, bez uciążliwych skutków ubocznych…
Mamy nadzieję na jak najszybszy powrót do zdrowia i do domku… Zbieramy środki na radioterapię i immunoterapię oraz dalsze kroki leczenia po megachemii i przeszczepie. Niestety koszty są tak duże, że sami nie jesteśmy w stanie im sprostać, dlatego tak bardzo prosimy o pomoc. Walczymy o coś najcenniejszego na świecie – życie dziecka. Nic innego w tym momencie się nie liczy… Bardzo prosimy o pomoc.
Rodzice
