
PILNE❗️Guz mózgu w główce 6-letniego Olusia! Trwa walka o życie - pomocy!
Fundraiser goal: ratowanie życia: leczenie onkologiczne w Turcji
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Fundraiser goal: ratowanie życia: leczenie onkologiczne w Turcji
Fundraiser description
Trzy tygodnie temu dowiedziałam się, że mój malutki synek ma guza mózgu. Moje dziecko zabija nowotwór, a mnie strach... Oluś ma dopiero 6 lat... Myśl, że jest tak strasznie chory, że wiele przypadków takich jak jego kończy się śmiercią, paraliżuje mnie... Zrozpaczona, proszę o ratunek, tak jak tylko może prosić matka, której dziecko może umrzeć!
Nie wiem, co mam napisać. Nie wiem, jak mam podzielić się naszą historią... Wciąż nie wierzę, że to przydarzyło się właśnie nam, właśnie mojemu Olkowi... Historie onkologiczne były obok, ale daleko, dzisiaj jesteśmy w samym środku jednej z nich. Jesteśmy w szpitalu, na oddziale onkologii, a to, co kiedyś wydawało mi się koszmarem - chemia, złe rokowania, rozpacz i strach o życie - dziś są naszą codziennością.

Na początku nic nie zapowiadało tragedii... Olusiowi zmienił się głos. Byliśmy zaniepokojeni, ale lekarze mówili, że to nic takiego, że minie... Nie minęło. Synek zaczął mrużyć lewe oko, przestał nim ruszać... Wtedy lekarzom udzielił się nasz strach. Szpital, badania, rezonans... A po nim tylko słowa "przykro mi", diagnoza: guz mózgu i głucha cisza, chociaż tak naprawdę w tle walił się nasz świat. Potem sygnał karetki, która wiozła nas do szpitala wojewódzkiego...
Diagnozę usłyszeliśmy niecały miesiąc temu, a nasze szczęśliwe życie zdaje się być tak odległym wspomnieniem... Tego zdrowego, uśmiechniętego chłopca, którego widzisz na zdjęciu, już nie ma! Całymi dniami biegał i grał w piłkę, dziś walczy o oddech, o ruch, o to, by nadszedł kolejny dzień! Oddałabym za niego życie, ale jak mam go uratować?!
W szpitalu wojewódzkim rozłożyli ręce, powiedzieli, że nie mają odpowiednich specjalistów i kompetencji. Wysłali nas do stolicy. Początkowo znalazła nas tam tylko rozpacz - wydawało się, że guz jest nieoperacyjny... Z Ukrainy, gdzie mieszkamy, wyjechaliśmy do Turcji, tam dają jeszcze Olusiowi szansę na życie. Lekarze podjęli się usunięcia części guza. Wyniki biopsji są jednak dramatyczne... Choroba postępuje. Przed synkiem chemia i radioterapia...

Złośliwy nowotwór mózgu sieje spustoszenie w maleńkim i osłabionym już ciałku Olka. Zaatakował narząd wzroku i mowy, codziennie sięga po więcej. A my musimy zrobić wszystko, by ocalić Olka! Nie mamy czasu!
Jestem z synkiem dzień i noc, głaszczę po głowie, pocieszam, całuje rączki pokłute od kroplówek... Kiedy zasypia, płacze. Mówię Olusiowi, że wszystko będzie dobrze, że wróci do domu, ale widzę, że jego stan pogarsza się i tak bardzo się boję. Rachunek w szpitalu rośnie... Sprzedam wszystko, zrobię wszystko, by ratować synka, ale wciąż nie mamy pieniędzy, by uratować nasz największy skarb. Błagam - pomóż!
Mama Olusia
