

PILNE❗️Oluś na wojnie z nowotworem! To ostatnia szansa na życie, ratunku!
Fundraiser goal: ratowanie życia - kontynuacja leczenia onkologicznego w Turcji
Pledge 1.5% of tax to me
Pledge 1.5% of tax to me
Fundraiser goal: ratowanie życia - kontynuacja leczenia onkologicznego w Turcji
Fundraiser description
Piszę te słowa prosto z oddziału onkologii. Oczy mam pełne łez... Odrywam je od telefonu, na którym ciągle czytam wiadomości. W Ukrainie, skąd jesteśmy, wybuchła wojna... Eksplozje bomb, gruzy miast, krzyki ludzi, umierające dzieci... A na moich oczach nasza prywatna wojna - Olusia z guzem mózgu, która dzieje się na oddziale onkologii... Jestem matką, której dziecko umiera... Błagam, usłysz mój krzyk o ratunek i pomóż nam!
Jesteśmy w szpitalu od tylu miesięcy... Są dni, w których jest lepiej - nadzieja, gdy Oluś czuje się lepiej, rozjaśnia mrok... Nadzieja, że kiedyś wróci upragniona normalność, zwyczajne życie, które było przed śmiertelną chorobą synka... To życie nigdy nie będzie wyglądać tak jak wcześniej, bo trwa wojna, nie wiem, jak wrócimy do domu... Poradzimy sobie jednak, byle by Oluś żył.

Są też dni, w których jest gorzej... Niestety, walka o życie synka okazała się trudniejsza, niż sądzili to lekarze. Zaczynamy trzeci etap leczenia... Niestety niedawno okazało się, że mimo wytoczenia ciężkich dział są kolejne zmiany - nowotwór zaatakował ponownie. Konieczne było rozszerzenie leczenia i zastosowanie jeszcze mocniejszej chemii... Kolejny blok, kolejne chwile strachu, bo Olusiowi bardzo pogorszyły się wyniki... Zastrzyki, kroplówki, dzięki Bogu sytuacja zmieniła się na lepsze i podanie kolejnej chemii było możliwe.
Wciąż nie wierzę, że to przydarzyło się właśnie nam, właśnie mojemu Olkowi... Na początku nic nie zapowiadało tragedii... Olusiowi zmienił się głos. Byliśmy zaniepokojeni, ale lekarze mówili, że to nic takiego, że minie... Nie minęło. Synek zaczął mrużyć lewe oko, przestał nim ruszać... Wtedy lekarzom udzielił się nasz strach. Szpital, badania, rezonans... A po nim tylko słowa "przykro mi", diagnoza: guz mózgu i głucha cisza, chociaż tak naprawdę w tle walił się nasz świat.

W szpitalu wojewódzkim rozłożyli ręce, powiedzieli, że nie mają odpowiednich specjalistów i kompetencji. Wysłali nas do Kijowa. Początkowo znalazła nas tam tylko rozpacz - wydawało się, że guz jest nieoperacyjny... Wyjechaliśmy do Turcji, tu dają jeszcze Olusiowi szansę na życie.
Pierwsza chemia, którą przyjął Oluś, trwała ponad 46 godzin. Wiedziałam, że czekają nas dramatyczne chwile, ale nie sądziłam, że aż takie. Za nami dwie części leczenia, właśnie rozpoczynamy trzeci etap. Nowotwór jest tak bezlitosnym, agresywnym i zabójczym przeciwnikiem, że wszystko może się wydarzyć...
Moje dziecko zabija rak, a mnie strach... Oluś ma dopiero 6 lat... Myśl, że jest tak strasznie chory, że wiele przypadków takich jak jego kończy się śmiercią, paraliżuje mnie... Oluś walczy o życie, a ja proszę o ratunek, tak jak tylko może prosić matka, której dziecko umiera!

Dzięki Wam i Waszej pomocy synek przeszedł dwa etapy leczenia. Niestety, nasze subkonto jest już puste, a przed nami kolejna walka... Rosnący kurs euro nie pomaga. Nie możemy liczyć na pomoc ludzi w kraju, sami walczą o życie, została tylko ta zbiórka.
Bardzo, bardzo się boję i proszę o ratunek, jednocześnie dziękując Ci za wszystko, za całe wsparcie. Czasem człowiek dzieli się z tobą ostatnim, co ma. Bardzo doceniam Twoje serce i każdy grosz, bo to on jest szansą na życie dla mojego dziecka. Błagam o dalszą pomoc.
Mama Olusia