
W Dzień Dziecka mój synek skarżył się na ból nóżek, a 2 tygodnie później dostał potworną diagnozę – BIAŁACZKA❗️ Ratuj moje dziecko, proszę❗️
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Recurring donation
Your Recurring Donations may appear here.
Donate every monthFundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Fundraiser description
Był Dzień Dziecka. Intensywny dzień zabaw, kiermaszy i festynów. Wtedy wszystko się zaczęło. Rano widziałam mojego synka roześmianego, a wieczorem płakał z bólu.
Wiktorek skarżył się na ból nóżek. Nie był w stanie stać. Zaniepokoiło mnie to, ale ból ustąpił po lekach, więc miałam nadzieję, że już wszystko będzie dobrze. Niestety, następnego dnia dzwoniono do mnie z przedszkola, abym odebrała synka, ponieważ źle się czuje. Tak zaczęło się wędrowanie od lekarza do lekarza. Nie wiedziałam, co dolega mojemu dziecku! Wiktorek miał trzy latka, cierpiał, a ja nie wiedziałam, jak mogę mu pomóc.
To lekarz rodzinna wreszcie odkryła, co się dzieje. Znała Wiktora najlepiej, wiedziała, jak przechodzi choroby. To, co się z nim działo, nie przypominało niczego, co przechodził wcześniej. Wykonała badanie CRP. Wykazało 80 mg/l – wysoki stan zapalny.
O 11:00 byliśmy u lekarz rodzinnej, o 12:00 w pierwszym szpitalu, o 19:00 przekierowano nas do specjalistycznego szpitala. 16 czerwca 2025 r. dostałam wreszcie odpowiedź, co się dzieje z Wiktorkiem, a mój świat zachwiał się w posadach. Ostra białaczka limfoblastyczna – nigdy nie zapomnę słów, które zabrzmiały jak wyrok.
Mój synek natychmiast rozpoczął leczenie. Niestety, nie przebiegało ono gładko. Wiktor przeszedł wstrząs septyczny, grypy, a chemioterapia wyniszczyła jego organizm. Trzeba było przerywać leczenie, by choć trochę go zregenerować. Wyniki wciąż wskazują niskie płytki.
Wiktor początkowo źle znosił pobyt w szpitalu, przyzwyczaił się dopiero z czasem. Zdaje sobie sprawę z tego, że jest chory, że musi o siebie dbać, ale nie wie, co mu grozi. Teraz, gdy przychodzą pielęgniarki, śledzi uważnie każdy ich krok, mówi, co powinny robić, a nawet potrafi zapytać: „Czy ta strzykawka jest sterylna?”.
Obecnie przebywamy w domu. Wyniki Wiktorka muszą być lepsze. Czekamy, więc aż jego organizm odpocznie przed kolejnym etapem leczenia – chemią podtrzymującą w tabletkach. To nie koniec walki, ale mam nadzieję, że jesteśmy na dobrej drodze, by pokonać tę potworną chorobę raz na zawsze.
Pragnę, aby mój synek miał normalne dzieciństwo. Przed tym, jak zachorował, chodził do przedszkola. Później koledzy przysyłali mu paczki do szpitala. Wiem, jak bardzo tęskni za zwykłym kontaktem z rówieśnikami. Chcę zapewnić mu jak najwięcej godzin rehabilitacji, aby jak najszybciej wrócił do pełni sił.
Wiktorek jeszcze długo będzie potrzebował wsparcia specjalistów, rehabilitacji, leków i suplementów. To wszystko niestety wiąże się z kosztami, które coraz trudniej mi udźwignąć. Dlatego będę wdzięczna za każdą okazaną pomoc. Pomóżcie mi uratować synka!
Mama Wiktora