
PILNE! Wyrwij Wiktora z objęć nowotworu❗️
Fundraiser goal: Leczenie neuroblastomy IV stopnia, koszty pobytu przy klinice
Fundraiser goal: Leczenie neuroblastomy IV stopnia, koszty pobytu przy klinice
Fundraiser description
Neuroblastoma IV stopnia z przerzutami do kości i szpiku kostnego. Taką diagnozę postawiono mojemu czteroletniemu synkowi Wiktorkowi. Jesteśmy przerażeni, ponieważ mój maleńki synek przegrywa walkę z najgroźniejszym nowotworem dziecięcym. Lekarze robią co mogą, ale nadzieja na skuteczne leczenie w Polsce po prostu gaśnie. Wraz z nią mój ukochany synek…
Na początku choroby onkolodzy szacowali powodzenie w leczeniu na około 65%. Teraz gdy chemioterapia przestała działać, a rokowania spadły nie chciałam ich znać…

Za nami miesiące krzyku, bólu, rozpaczy i niemocy. Nie mogę pozbyć się obrazów, w których Wiktorek podłączony był dziesiątkami rurek do maszyn oddychających za niego. Był bardzo wycieńczony, a na OIOMie musiał spędzić 24 godziny sam. Nie wiem ile litrów chemii jego maleńkie ciałko jeszcze zniesie. Czy nowotwór w końcu się podda i odpuści? Nikt mi tego nie powie... Bardzo blisko mnie są najgorsze myśli i słowa, które z całych sił staram się odpychać. Wiki jest naszym pierwszym i jedynym, upragnionym synkiem. Razem z mężem stajemy na rzęsach, by go ratować, szukać nowych, skutecznych metod leczenia... Najbardziej obiecująca jest hiszpańska klinika w Barcelonie. Jeśli dotychczasowa terapia nie przyniesie efektów, to będzie nasza jedyna szansa.
Wikuś jest wykończony chemioterapią. Tak jak potrafię staram się, tłumaczyć mu otaczającą rzeczywistość, która wdarła się w nasze życie. Synek wie, że w jego maleńkim ciele są złe komórki–nowotwory, z którymi walczą chemioludki. Chemioludki biją złe komórki młotkiem po głowie i zjadają je, lecz czasem się mylą i gryzą też te dobre komórki. Dlatego właśnie wypadły mu włoski i nie ma tak dużo sił, by się bawić. Każde badanie czy ingerencja, często bolesna, przyjmuje bardzo dzielnie. Choć łezki lecą mu ciurkiem po policzkach, a serce mi pęka przy każdym zastrzyku, muszę wierzyć, że to dla jego dobra. Chcę być silna dla niego, zapewniam go, że wkrótce wyzdrowieje i wrócimy do domu, do taty, do kuzynów, do dzieci w przedszkolu. Mówię to, by przekonać samą siebie. By nie rozpaść się na kawałki.

Najbliższy czas, w tym święta Bożego Narodzenia spędzimy sami, 500 kilometrów od domu, na krakowskiej onkologii. Plan leczenia jest dynamiczny, na bieżąco dostosowywany stanu zdrowia. Jeśli żadne działania w Polsce nie przyniosą efektu natychmiast musimy udać się do Barcelony. Największą przeszkodą są jednak finanse, na które nie jesteśmy przygotowani. Szacowana kwota leczenia to ponad milion sześćset tysięcy złotych! Nie mamy takiej mocy, by zdobyć ogromną sumę w inny sposób. Błagam z całych sił o pomoc, o wsparcie w ratowaniu życia mojego synka!
Kilka lat temu, gdy wiedziałam, że urodzę synka nie powstrzymywałam się z radości. Myślałam jak to będzie, gdy zostanę mamą, cieszyłam się, że synek będzie miał dobrego i wspierającego tatę. Pokochaliśmy go całym sercem od pierwszych chwil jego istnienia. Proszę, nie pozwólcie, by umierał w moich ramionach…
Monika – mama Wiktorka

👉🏻 Licytacje dla Wiktorka (opens a new tab)
👉🏻 Instagram – śledź walkę dzielnego wojownika i pomóż! (opens a new tab)

