Fundraiser finished
Wiktor i Wiktoria Andalukiewicz - main photo

Dodajmy sił samotnej mamie, która dla synka zrobi wszystko

Fundraiser goal: dwa turnusy rehabilitacyjne

Fundraiser started by:
Wiktor i Wiktoria Andalukiewicz, 15 years old
Gorzów Wielkopolski, lubuskie
Wiktor - niepełnosprawność ruchowa, Wiktoria - skolioza, astma oskrzelowa
Starts on: 28 November 2017
Ends on: 9 October 2018
PLN 21,873(55.84%)
Donated by 791 people

Pledge 1.5% of tax

KRS0000396361
Purpose of 1.5% of tax0091306 Wiktor i Wiktoria

Fundraiser goal: dwa turnusy rehabilitacyjne

Fundraiser started by:
Wiktor i Wiktoria Andalukiewicz, 15 years old
Gorzów Wielkopolski, lubuskie
Wiktor - niepełnosprawność ruchowa, Wiktoria - skolioza, astma oskrzelowa
Starts on: 28 November 2017
Ends on: 9 October 2018

Fundraiser result

Z całego serca pragnę podziekować za Waszą pomoc.  Każde wsparcie, wszystkie dobre słowa w trakcie zbiórki na Siepomaga.pl dla mojego synka Wiktora podnosiły na duchu. To dzięki Waszej pomocy Wiktorek w ciągu całego roku 2018 uczestniczył już w piątym turnusie rehabilitacyjnym! To dzięki Waszej hojności synek ma większe możliwości, ma szansę na sprwność! Dziękuję bardzo!

Mama Wiktorka - Iwona 

Fundraiser description

W domu były już 3 dziewczynki, więc marzyliśmy o synku. Znasz to? Takie zwykłe marzenie, radosne oczekiwanie. Z dziewczynki też byśmy się cieszyli, jednak gdy okazało się, że będzie synek, bylismy przeszczęśliwi. Reszta dni do porodu tak bardzo znana, jakby powtórka z tego, co już trzy razy przechodziłam – wydanie na świat malutkiej rozkosznej dziecinki. I do ostatniej chwili, do samych narodzin Wiktorka czułam, że wszystko idzie tak dobrze, przecież przy dziewczynkach było dokładnie tak samo, więc nie mogło skonczyć się jakąś tragedią. A jednak nie wszystko było tak samo...

 

Monitor USG w ciąży uspokajał mnie, że wszystko jest na swoim miejscu, że synek będzie zdrowy. W sumie nawet nie uspokajał, bo ja byłam spokojna o jego zdrowie, a odliczał kolejne etapy do narodzin upragnionego synka. Wyprawka w domu czekała, a ta wyprawka u lekarza to były prawidłowe wyniki wszystkich badań. Rzeczywistość radosnego oczekiwania w ciągu kilku sekund zamieniła się w rzeczywistość bardzo bolesną. Nawet nie pamiętam chwili, w której to wszystko zaczęło się walić, jakby pamięć miała funkcję ochronną i sama wymazała ten czas, żeby przypadkiem nie zwątpić, nie stracić sił.

Wiktor i Wiktoria Andalukiewicz

Wiktor urodził się 7 lat temu przez cesarskie cięcie. Nie było innego wyjścia – zanikało tętno, co doprowadziło do zamartwicy. Nie chcę przywoływać obrazów, które wtedy miałam przed oczami – strach zawsze rysuje wszystko w czarnych barwach, a niepewność, czy synek przeżyje, ten wewnętrzny szloch duszący radość, kierując wszystkie eksplodujące hormony na jeden tor, na jedną myśl: jesteś mamą, to Ty musisz tu być najsilniejsza, dla swgo dziecka musisz być. Ono już jest na świecie i teraz nie możesz mieć chociaż chwili załamania, musisz dla niego znaleźć tę siłę, przekazywać ją w każdym spojrzeniu, każdym muśnięciu policzka. Z miłości powstało to maleństwo i teraz miłością musi być otulony w każdej sekundzie, bez względu na to, co będzie się dalej działo.

 

Nie mogłam wziąć go na ręce – na plecach miał ogromną ranę – tak wyglądała jego choroba, rozszczep kręgosłupa, nerwy na wierzchu. Bez operacji by nie przeżył, na szczęście lekarze wiedzą, co robić z rozszczepem, dlatego w drugim dniu na świecie Wiktor był operowany. Ze szpitala wychodziłam z synkiem jakby do innego świata – pełnego rehabilitacji, operacji, kolejnych zabiegów i nowych diagnoz. Nikt nie ukrywał, że Wiktor nie będzie chodził, więc od początku przyzwyczajałam się do myśli, że będzie jeździł na wózku.

Wiktor i Wiktoria Andalukiewicz

W ciągu pierwszych dwóch lat zrozumiałam, że matka może żyć naprawdę ostatkiem sił, że czerpie je z uśmiechów swoich dzieci, ze szczęścia na ich buziach. I z cudów. Wiktor w wieku 2 lat zaczął samodzielnie chodzić. Gdy się nie spodziewasz czegoś, bo nawet o tym nie marzysz, to zastanawiasz się, czym sobie zasłużyłaś na taki cud. Do tej pory nie wiem, ale pierwszy raz od dawna miałam w oczach łzy nie z bezsilności, a ze szczęscia. Nasza radość nie była jednak tą z kategorii: długo i szczęśliwie, tylko bardzo krótko i nieszczęśliwie: po dwóch miesiącach Wiktor zaczął mieć problemy z chodzeniem z powodu zakotwiczenia rdzenia kręgosłupa. Natychmiastowa operacja w Krakowie – udana, ale wystapiły komplikacje: urosepsa, zapalenie opon mózgowych i sepsa. 3-miesięczna walka o życie Wiktora i powrót do domu... od tamtej chwili nie zrobił żadnego samodzielnego kroku.

 

I tak od 5 lat Wiktor jeździ na wózku. Rehabilitacja to jego codzienność, operacje stóp i nóżek zmieniają tą niełatwą codzienność w bolesne wspomnienia. Na szczęście Wiktor jest silnym chłopcem, właśnie zaczął pierwszą klasę, dobrze się uczy. Jednak uczy się póki co w domu, boję się,  żeby nie złamał nóżki w szkole. Gdy tylko mieliśmy możliwość – finansową – jeździliśmy na turnusy. To dla niego szkoła samodzielności, a także możliwość sprawdzenia siebie, pokonania swoich ograniczeń. Nie mówię na głos o tym, że marzę, żeby Wiktor chodził. Kiedyś, gdy mial 2 latka nawet o tym nie marzyłam, więc może teraz takim niemarzeniem też się uda i któregoś dnia wstanie z wózka i po prostu pójdzie?

 

Naprawdę staram się, aby moje dzieci miały wszystko, czego potrzebują. Nie w sensie materialnym, bo tego nie jestem w stanie im zapewnić, tym bardziej, że wychowuję dzieci samotnie – ich tata zmarł w 2016 roku. Jednak gdy nie ma się dużo, człowiek docenia każdą małą drobnostkę, każdy gest ze strony drugiego człowieka i to przekazuję moim dzieciom – gdy będą pełne dobroci, będą miały bogactwo, którego żadne pieniądze nie zastąpią. Nie chciałabym, żeby moje dzieci kiedykolwiek musiały prosić o pomoc. Jednak dla najmłodszego Wiktorka, który od początku nie ma zdrowia i cały czas wymaga leczenia, to ja proszę o pomoc. Mamy zaplanowane dwa turnusy rehabilitacyjne. Każdy taki wyjazd to tydzień wycięty z kalendarza żmudnej codzienności – pod opieką specjalistów, rehabilitacja w zdwojonym tempie, a i ja mogę podpatrzeć, jak lepiej opiekować się synkiem. Nie mówiąc już o wymianie doświadczeń i rozmowach z innymi mamami, takimi jak ja – z takich wyjazdów wracam z ogromną siłą do dalszego działania. A dla moich dzieci muszę tę siłę mieć, chociaż nie jest łatwo każdego dnia ją w sobie znaleźć. Z Waszą pomocą będziemy mogli wyjechać na te zaplanowane turnusy, wierzę, że się uda. Proszę.

Select a tag
Sort by
  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    Share
    PLN 10
  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    Share
    PLN 100
  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    Share
    PLN 10
  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    Share
    PLN 25
  • AGNIESZKA
    AGNIESZKA
    Share
    PLN 15
  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    Share
    PLN 30

Wiktor i Wiktoria Andalukiewicz is still fighting for recovery. Support the current fundraiser.

DonateDonate